wtorek, 15 sierpnia 2017

Niezapominajki



Długo mnie nie było! Proszę wszystkich Czytelników o wybaczenie. Sama jestem na siebie zła, że nie piszę bardziej regularnie i nie wstawiam nic na bloga, tym bardziej, że są wakacje. No nic, mam nadzieję, że nie straciliście wiary we mnie i mnie nie opuściliście!
A propos - pragnę powitać wszystkich nowych Czytelników, bo wiem, że paru mi przybyło ;) Cieszę się, że jesteście!
Dzisiejszy i parę kolejnych opowiadań powstało na obozie literackim. Napisałam ich całkiem sporo, ale niektóre powstały w wyniku współpracy dwóch-trzech osób, dlatego się tu nie pojawią, inne z kolei są dosyć osobiste/pełne inside joke'ów, dlatego również nie byłoby sensu ich tu wstawiać. Niemniej jednak mam wybranych parę najlepszych.
Poniższy tekst był pierwszym powstałym na obozie. Każdy uczestnik dostał nazwę jakiejś roślinki i miał napisać opowiadanie, w którym dana roślinka odgrywa znaczącą rolę. Enjoy!
Patryk zamachnął się z całej siły kilofem. Od skały odłamał się kawałek, a potem rozprysł u jej podnóża. Chłopak uderzył w ścianę jeszcze raz i jeszcze raz. Przebył tak długą drogę, żeby tutaj dotrzeć, została mu do pokonania ostatnia przeszkoda. Tłumił w sobie radość, przypominał, że po drugiej stronie może nic nie znaleźć. Starał skupić się tylko na zadaniu.
Pod wieczór opadł z sił. Nie myślał nawet o kolacji, drżącymi rękami wyjął koc z plecaka i przykrył się nim. Tam, gdzie pracował, leżała teraz sterta kamieni.
Śnił o tych wszystkich, których zostawił za sobą. O rodzicach, jego psach, o babci, przyjaciołach, sąsiadach i reszcie mieszkańców wioski. Wyglądali na szczęśliwych, bo takich ich zapamiętał. Lecz nagle uśmiechnięte twarze wykrzywił grymas złości. Trwało to zaledwie sekundę, a potem wszyscy przybrali maskę obojętności. Krzyczał ich imiona, a oni nie reagowali. Próbował pogłaskać zwierzęta, lecz one warczały, jakby był kimś obcym. Mówił do babki, a ona wydawała z siebie tylko pojękiwania, jakby zapomniała, jak się mówi. Krążył po wiosce, wołał każdego według jego imienia, a oni siedzieli ze spuszczonymi głowami.
Patryk obudził się z wrzaskiem. Jeszcze nie świtało, a on drżał z zimna, ale musiał wstać. Chwycił swoje narzędzie i dalej próbował przebić się na drugą stronę.
Rano zrobił przerwę, by zjeść śniadanie. Wspominał rodziców, którzy nie pamiętali, jak się je. Zostawił ich i resztę mieszkańców pod opieką ciotki. Musiał najpierw pobiec po nią do jej domu, który stał w znacznym oddaleniu od reszty domostw. Nie miał pojęcia, jak jej się uda nakarmić tak wiele osób, ale ktoś musiał ich pilnować, kiedy Patryk wyruszył na poszukiwanie. Był jedynym, który mógłby im pomóc.
Posilił się i wrócił do pracy. Rozpamiętywał słowa ciotki o starej legendzie: pewnego dnia Zły Duch zstępuje na ziemię i odbiera wszystkie wspomnienia pierwszym, których zobaczy. Lekiem na tę klątwę są ponoć nasiona niezapominajek z Doliny Kwiatów. Patryk musiał dostać się na drugi koniec kontynentu, by utorować sobie drogę przez skały do tego zaczarowanego kraju. Jego podróż trwała wiele miesięcy i zapewne potrwa drugie tyle, zanim wróci i odczaruje swych krewnych ‒ a nawet to nie jest pewne, ostatecznie to tylko opowieść.
Jakże był szczęśliwy, że tej nocy nie było go w domu! Poszedł na targ do miasteczka za pagórkami, aby kupić prezent na urodziny matki. Spał tam w gospodzie i odkrył tę tragedię dopiero następnego dnia.
Patryk odetchnął głęboko i znów uniósł kilof. Uderzył w skałę ‒ i ukazała się dziura, przez którą widział drugą stronę! Jak urzeczony przytknął do niej oko. Zobaczył ogromną równinę, na której rosły niezliczone kwiaty. Bratki, mniszki lekarskie, tulipany, krzaki róż, stokrotki oraz, ku jego uldze, niezapominajki. Czuł, jak łzy napływają mu do oczu. Strzepnął je ze złością ‒ przecież nie był dzieckiem. Nie zmąciło to jednak jego podekscytowania. Złapał kilof i uderzył jeszcze raz.