wtorek, 18 kwietnia 2017

Biuro podróży "Krzysztof"

Dlaczego opowiastki zawsze wydają się lepsze, gdy je piszę, a podczas poprawiania są takie słabe?
Siemanko witam w mojej kuchni, cześć i czołem! Dzisiaj prezentuję Wam pierwsze opko z nowej serii niezwiązanych ze sobą opowiadań! Nie potrafię wymyślić żadnej ciekawej nazwy, ale jakaś etykieta przecież być musi, dlatego seria nosić będzie tytuł "Spróbuj szybko wypowiedzieć pierwsze zadanie!".
Nie, nie, żartuję oczywiście. Ale tak - opka z tą etykietą będą się rozpoczynać od bardziej lub mniej popularnych łamańców językowych. Pewnego dnia, sprzątając pokój, natknęłam się na listę pięćdziesięciu dwóch skrętaczy języka. Zaczęłam się zastanawiać, w jakich sytuacjach można by użyć niektórych z nich. I tak się narodziła ta seria. A nosić będzie nazwę "Spisane w Szczebrzeszynie" (coraz lepiej u ciebie kotołaczko z tytułami, tak trzymaj /sarkazm/).
Nie wiem, czy kolejne takie opko pojawi się za tydzień, za miesiąc, czy może raczej nigdy, ale trzymajcie kciuki!
PS Pierwsze opko historyczno-fantastyczne:)
PS2 Może jeszcze kiedyś wrócę do tej historii, jak do każdej zresztą.


‒ Gdy czuła miła Mila myła muła, to czuła miła Mila biła muła! ‒ wrzasnął Bruno, otwierając drzwi na oścież.
‒ Co się stało Bruno? Nie krzycz tak ‒ powiedziałem do skrzata, zamykając księgę rachunkową.
‒ Bruno przeprasza. Bruno widział na własne oczy, że czuła miła Mila biła muła ‒ dodał ciszej. Przydreptał do mojego biurka; oczy miał rozbiegane, wyginał nerwowo palce.
‒ Naprawdę? Jesteś pewien, że to była ona? ‒ zdziwiłem się.
‒ Bruno nie kłamie, proszę pana! Bruno zawsze mówi prawdę!
Chociaż darzyłem go sympatią, że nie wierzyłem mu zbytnio. Uwielbiał wymyślać różne historyjki, inne skrzaty śmiały się z niego, gdy opowiadał je koniom w czasie pracy. Niewątpliwie miał wybujałą wyobraźnię i być może żartował sobie ze mnie. W końcu ‒ Mila? Gdyby to była nieco nerwowa Cylia albo Ed z jego napadami histerii, to byłoby to dla mnie bardziej prawdopodobne. Od czasu do czasu miałem z nimi problemy. Ale żeby Mila? To uosobienie dziewczęcego uroku? Troskliwa, empatyczna istotka? Nigdy by nie złamała zasad, nie mówiąc już o krzywdzeniu kogokolwiek.
Skrzaty bardzo uważały, aby przestrzegać prawa. Oczywiście takie przypadki jak Cylia i Ed nie stosowały się do tej zasady, jednak zdecydowana większość była poukładana, zorganizowana i konsekwentna ‒ to właśnie w nich lubiłem najbardziej. A Mila była autorytetem dla innych w tej dziedzinie. Nigdy mnie nie zawiodła. Ufałem jej najbardziej ze wszystkich zatrudnionych przeze mnie skrzatów.
‒ Bruno, nie mam teraz czasu. Może opowiedz o tym komuś innemu.
‒ Bruno przysięga! Bruno z początku też nie dowierzał!
‒ Wobec tego zaprowadź mnie do niej ‒ westchnąłem.
Częścią formalną pracy zajmowałem się w domu. Stajnia cugowa oraz szopa na wozy i łodzie również znajdowały się na terenie mojej posiadłości, natomiast domostwa pracowników ‒ skrzatów, stajennych, przewodników, ochroniarzy, sterników i woźniców ‒ były rozproszone po całym Sandomierzu. Kierowaliśmy się teraz z Bruno w stronę stajni. Już z daleka czuć było obecność zwierząt, siano i zapach ich sierści wypełniał stopniowo moje nozdrza.
Budynek dorównywał rozmiarom mojego domu. Aktualnie dysponowaliśmy czterema końmi, czterema mułami i trzema osłami. Zajmowało się nimi dwóch masztalerzy oraz siedmioro skrzatów. O tej porze urzędowała tu tylko dwójka małych pracowników.
W środku panował hałas. Muły były poruszone. Minąłem parę boksów, zaglądając przy tym do każdego. W ostatnim skrzatka rzucała mokrą ścierą w zwierzę, które potrząsało łbem. Dziewczyna cała drżała, ale i tak tłukła lichymi piąstkami muła. Ten odsunął się od niej pod ścianę, zaryczał.
Otworzyłem drzwi. Złapałem Milę za ramiona i odciągnąłem. Doskoczyłem do muła. Był zdezorientowany, ale nie spanikowany. Głaskanie, patrzenie w oczy i kostka cukru wystarczyły, by uspokoić biedaka.
Mila i Bruno czekali przed boksem. Skrzatka usiadła na ziemi, ukryła twarz w dłoniach. Chłopak stał obok niej, obracając się dookoła, jakby szukał wskazówki, co powinien teraz zrobić. Odchrząknąłem.
Mila podbiegła do mnie i objęła moje kolana.
‒ Mila błaga o przebaczenie, Mila nie chciała, została zmuszona, niech pan Mili nie wyrzuca, Mila się poprawi, już nigdy nie będzie...!
Wyrzucała z siebie potok słów z taką prędkością, że nie wszystko zrozumiałem. Szuba i spodnie wilgotniały mi od jej łez. Zrobiło mi się żal Mili, chociaż wciąż nie mogłem pojąć jej zachowania.
‒ Nie płacz Mila, nie wyrzucę cię ‒ oznajmiłem (choć nie byłem tego pewien), dotykając jej głowy okrytej chustką.
Uniosła wzrok.
‒ Na-naprawdę? ‒ wyszeptała.
‒ Powiesz mi teraz, dlaczego to zrobiłaś? Wejdźmy do domu.
Mila przestała szlochać, ale i tak co chwila wycierała nos w chusteczkę od Bruno. On za to dreptał za nami, wciąż nie wiedząc, jak się zachować (był to jego naturalny stan; tak jakby pochodził z dalekiego kraju, gdzie panuje inna etykieta).
Przy wejściu siedziała Agnieszka, haftując coś zawzięcie.
‒ Coś się stało, ojcze? ‒ spytała, widząc w jakim stanie znajduje się Mila.
‒ Mały problem, który trzeba rozwiązać. Gdzie jest Józef?
‒ Poszedł z matką i babką na grzybobranie.
‒ Czyli jednak go przekonały? Doskonale.
Z sieni przeszliśmy do korytarza w zachodniej części domu, skąd przeszliśmy do  gabinetu. Na środku pokoju stało biurko oraz krzesła po dwóch jego stronach. Regał na dokumenty, mapy oraz księgi zajmował całą ścianę. Ceniłem sobie skromny wystrój wnętrz, toteż nie było tutaj zbyt wielu ozdób.
‒ A teraz na spokojnie powiedz mi, co się właściwie wydarzyło ‒ zwróciłem się do pracownicy, siadając na swoim miejscu. Z wnętrza biurka wyciągnąłem butelkę wina i kielich. Skrzaty nie piły ludzkich trunków, więc nie zaproponowałem im poczęstunku.
‒ Wczoraj przyszedł do Mili ‒ wymamrotała dziewczyna. ‒ Wydawał się taki dobry, mówił, że sjest przyjacielem pana. A potem zapytał się Mili, gdzie pracuje jej rodzina. A Mila jest posłuszna, zawsze pomaga ludziom, bo to jej obowiązek, więc powiedziała prawdę. A on powiedział, że zna rodzinę Mili i że Mila musi zrobić parę rzeczy, bo inaczej tata, kuzyni i wujowie Mili stracą pracę. ‒ Oczy skrzatki znowu napełniły się łzami. ‒ A skrzat bez pracy nie jest nic wart! ‒ Teraz rozkleiła się na dobre. ‒ Mila nie chciała nic złego! Mila chciała tylko chronić rodzinę! Teraz oni dowiedzą się, że Mili się nie udało, i rodzina Mili straci pracę!
Dziewczyna rozpłakała się na dobre. Spojrzałem znacząco na Bruno; ten pojął, co miałem na myśli. Przysunął krzesło do koleżanki i ostrożnie ją przytulił, tak jakby robił to pierwszy raz w życiu. Skrzatka nie wyczuła jego zakłopotania i wtuliła się w niego.
‒ Mila ‒ powiedziałem po chwili. ‒ Mila, słyszysz mnie?
Wysmarkała się w chusteczkę. Emocje trochę opadły.
‒ Muszę wiedzieć jeszcze parę rzeczy. Po pierwsze, co właściwie miałaś uczynić?
‒ Mila miała zbić muły, aby stały się niedobre i aby pan stracił „reputację”.
‒ Rozumiem. Po drugie, potrafisz opisać tego, który do ciebie przyszedł?
‒ Wysoki. Żółte włosy. Piwne oczy. Śmieszne włosy po bokach twarzy. Utykał na jedną nogę. Nie przedstawił się, ale twierdził, że był przyjacielem pana ‒ odparła.
Tak jak myślałem. Nie byłem pewien, czy to na pewno ta osoba, o której myślałem, ale tylko on wydawał się odpowiedni. Odstawiłem na bok te rozważania.
‒ Dobrze. A teraz posłuchaj. Zapamiętuję sobie tych, którzy źle wykonują obowiązki. Nie wolno denerwować zwierząt, gdyż stają się agresywne i nieposłuszne. „Krzysztof” to najlepsze biuro podróży w tej części Korony Królestwa Polskiego. Jak mamy dobrze przewozić podróżnych, jeśli nasze konie i muły będą sprawiały problemy?
Mila kiwała głową po każdym moim zdaniu. Cała jej energia i radość ją opuściła. W duchu zapewne przypieczętowała już swój los.
‒ Dlatego ostatni raz toleruję coś takiego.
Spojrzała na mnie, nadzieja nagle wykwitła na jej twarzy.
‒ Zapamiętaj to na przyszłość: jeśli ktokolwiek kiedykolwiek będzie groził tobie i twojej rodzinie, zgłoś to do mnie. I nie bój się. Jako twój pracodawca mam ci zapewniać bezpieczeństwo. Jeśli ten człowiek jeszcze raz do ciebie przyjdzie, zgłoś to do mnie. I jeżeli spełnią swoją groźbę, również do mnie przyjdź. Zaopiekuję się wtedy twoimi bliskimi, dobrze?
‒ Mila dziękuje panu Tadeuszowi! Pan Tadeusz jest najwspanialszym człowiekiem pod słońcem! ‒ wykrzyknęła skrzatka. Okrążyła mebel i po raz kolejny złapała mnie za nogi, tym razem w podziękowaniu, a nie w błaganiu.
‒ Dobrze już, dobrze. Puść mnie ‒ odpowiedziałem łagodnie.
Mila jeszcze przez moment wyrażała zachwyt poprzez taniec (skrzaty są dość bezpośrednie w wyrażaniu emocji), zanim wyszła razem z Bruno. Zostałem sam.
Dawid i Stefan. Swego czasu moi najlepsi przyjaciele. Gdyby nie oni, „Krzysztof” prawdopodobnie nie działałby tak dobrze. Pierwsi zatrudnieni przeze mnie pracownicy, nawet planowałem podzielić między nas biuro. Zrezygnowałem jednak z tego pomysłu; chociaż oboje byli mi bardzo drodzy, to nie nadawali się na przełożonych. Dawid doskonale sobie radził kierując masztalerzami, ale w ogóle nie potrafił się targować. Stefan tłumaczył rozmowy z obcokrajowcami, lecz rozporządzanie majątkiem niezbyt mu wychodziło. Oczywiście nie dali po sobie poznać, że przez cały ten czas chodziło im o przejęcie interesu. Po prostu pewnego dnia zniknęli. Pytałem sandomierzan, czy ich nie widzieli, wysyłałem listy. Na nic to. Aż rok później dotarła do mnie informacja o nowo powstałym biurze podróży „Hermes” w Kielcach. Akurat jechałem w tamte okolice zobaczyć nowego konia do zakupienia, więc wstąpiłem tam po drodze. Widok braci wbił mnie w ziemię.
Od tamtego czasu nie utrzymywałem z nimi kontaktu. Wiedziałem, że z początku im nie szło, byli bliscy upadłości, lecz znaleźli człowieka skrupulatnie prowadzącego księgi rachunkowe. On dysponował ich pieniędzmi.
Co miały na celu ich działania? Chcieli, bym stracił klientów? Co za bezsens. Nie sądziłem, że kiedykolwiek do tego dojdzie. Byli dla mnie niczym rodzeństwo. Teraz chcieli ze mną walczyć?
Dolałem sobie wina. Czułem, jakby dobra część mnie samego przekształcała się w coś przeciwnego, brzydkiego. Przyjaźń w nienawiść. Nasza wspólna droga skręciła w złym kierunku. Nie sądziłem, że kiedykolwiek do tego dojdzie.
I co powinienem zrobić? Porozmawiać z nimi? Udawać, że o niczym nie wiem? Zdecydowałem się na pierwszą opcję. To nie będzie przyjemna dyskusja, ale musimy wyjaśnić sobie parę spraw. Dopiłem wino i opuściłem pomieszczenie, by w salonie poczekać na żonę. Chciałem razem z nią ustalić szczegóły mojego wyjazdu.