piątek, 29 czerwca 2018

Strumień świadomości II: Czemu życie polega na gromadzeniu dziwnych doświadczeń?


Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłam.
Dzień dobry, tak w ogóle! Ten post jest pisany na totalnym spontanie o 4 rano (sen? w wakacje??), więc przepraszam, jeżeli będzie bardzo chaotyczny, postaram się wyłapać wszelkie błędy przed publikacją (to takie nieprofesjonalne, o ja nie mogę, lecimy dalej).
W każdym razie: czegoś takiego jeszcze nie przeżyłam.
Odkąd mała kotołaczka bardziej świadomie zaczęła pisać opowiadania, to je publikowała. Zawsze trafiały do Internetu, albo przynajmniej były pokazywane bliskim, później przyszła Era Konkursów. W każdym razie nigdy nie pisałam do szuflady (co nie było takim znowu dobrym pomysłem, jak już będę Wielką i Poczytną Autorką Bestsellerów™, to moi fani się dogrzebią do tekstów z czasów głupich żartów, błędów logicznych, ortograficznych, interpunkcyjnych, językowych i całej reszty gagatków, którzy mnie jeszcze nie opuścili, moi jedyni  towarzysze w tworzeniu).
W maju skończyłam najdłuższe opko w całym moim życiu ‒ jak na razie liczy sobie 47 stron, pracowałam nad nim od lutego zeszłego roku. W tym czasie wiele się działo, to moje jedyne usprawiedliwienie na to, że ten projekt zabrał mi aż tyle czasu, chociaż tak naprawdę mogłabym go skończyć w o wiele krótszym czasie. Nieważne.
Mówienie o skończeniu "Grobu powszedniego" (zdradziłam tytuł, to już progres) jest zresztą nie do końca prawdą, ponieważ czeka go jeszcze porządna korekta i redakcja.
Miesiąc upłynął od postawienia ostatniej kropki w Wordzie, a ja poprawiłam zaledwie cztery (!!) strony.
Muszę przyznać, że zaczęłam tego tekstu unikać. To jest trochę tragiczne, ale bardziej śmieszne, bo przecież mnie nie ugryzie, prawda?
Chyba jednak mój mózg uważa, że nieprawda.
"To schematyczna historyjka ze schematycznymi postaciami". "A co, jeżeli bohaterów nie da się lubić, nie rozwinęłam ich wystarczająco i są bardziej toksyczni niż dopuszcza dobry smak?". "Wszystko się dzieje w jednym miejscu. Nuda". "Ten tekst jest przegadany, nikt tego nie polubi". "Jestem za młoda na pisanie takich rzeczy, pewnie wyjdzie przeintelektualizowana, pseudointeligentna papka".
Dobrze! Bądźmy racjonalni, odetnijmy się od toksycznych myśli. Jak zwykle twórca jest największym krytykiem samego siebie. To tylko mój przerażony umysł podsuwa mi takie wizje.
(Właśnie, strach, to jest to, do czego dążę, ale to za moment).
Niby wiem, że nie powinnam słuchać samej siebie, ale nic z tego, te myśli przeniknęły już do mojej podświadomości. Tracę czas, jest gorzej niż kiedykolwiek (jakoś niespecjalnie przepadałam za grami internetowo-komputerowymi, a teraz układam pasjansa/gram w the sims średniowiecze, słuchając przy tym muzyki klasycznej, żeby nie było, że całkowicie się ogłupiam [kogo ja oszukuję]). Zaczęłam pisać cykl krótkich opowiastek inspirowanych Dziwnymi Rzeczami w Moim Bloku i Na Moim Osiedlu™, a chociaż pomysł na tę serię jest spoko, to miałam "Gp" poprawiać, więc halo, kotołaczko, nie zaczynaj kolejnego proje...
Za późno, w tej chwili piszę trzy opka na raz (jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło. W dodatku uznałam "hej, krótkie to-to, nie będziemy planować" i po raz pierwszy od 2? lat piszę bez uprzedniego porządkowania fabuły i bohaterów, co po roku dokładnego planowania akcji jest wybawieniem).
Chodzi o strach.
Na Pintereście (swoją drogą polecam tę stronkę, tylko z umiarem, chyba że chcecie jak ja przez półtorej godziny przeglądać memy zamiast być produktywnym [ostatnio jak przeskakiwałam po filmikach na youtube to poraziła mnie taka myśl, że gdybym w tym momencie umarła, to zostałabym zapamiętana jako dziewczyna, która nie wykorzystała swojego potencjału. Jeszcze nigdy tak szybko w życiu nie zaczęłam robić ważnych rzeczy]) znalazłam ostatnio taki post, że jeżeli boisz się o czymś pisać, to znaczy, że to jest prawdziwe.
Nie wiem, czy przeżywam coś podobnego, bo pisać się jakoś szczególnie nie bałam, ale teraz panikuję na samą myśl, że ktoś będzie to czytał.
Moje dziecko może zostać skrytykowane.
Najbardziej obawiam się, że wszystkie moje przypuszczenia się potwierdzą, że wady opka będą bardziej widoczne niż jego zalety.
I chociaż początek czytało już kilka osób i nie czułam takiego oporu, by go pokazywać, to z końcówką jestem już tak zżyta...
Więc prokrastynacja, a co! Robienie mniej ważnych rzeczy, zamiast poprawianie, by pokazać "Grób" światu, hej!
Sami mi powiedzcie, czy to nie jest śmieszne?
Może zwyczajnie potrzebuję odpoczynku od tego tekstu. Chciałam skończyć go do czerwca, żeby ludzie mogli to przeczytać, no i udało mi się wyrobić z deadlinem, ale nie wyszło do końca tak, jak oczekiwałam.
Wybaczcie za ten off-top, za to że nie ma tu życia, a jak już coś wstawiam, to jakieś prywatne smęty, jednak napisanie tego postu trochę mi pomogło ogarnąć ten chaos w głowie.
(A tak w ogóle, to te wakacje są jakimś błogosławieństwem. Nie minął jeszcze tydzień, rozumiecie? Jeszcze cały lipiec i sierpień. [A ja i tak sprawdzam librusa]).
Dzięki, na razie!