piątek, 8 sierpnia 2014

Dlatego dwie uszy dano, jeden język dano, iżby mniej mówiono, a więcej słuchano

Oto pierwsze opowiadanie opublikowane tutaj! Krótka historia: powstało na pojedynek na Arenę, możecie je przeczytać również TU (żeby nie było, że to plagiat, czy coś...). Miałam zainspirować się cytatem, który służy mi za tytuł. Kategoria: fantasy. Miłej lektury! :)
   Migoran postanowił więcej słuchać, a mniej rozmawiać. Dlaczego podjął taką ważną decyzję? Przecież do tej pory robił zupełnie na odwrót. Załatwcie wszystkie sprawy, które Wam wydają się ważne do zrobienia, a zabierają dużo czasu, usiądźcie wygodnie i poświęćcie wolną chwilę, aby przeczytać o przygodzie Migorana.
***
    Migoran rozmawiał właśnie z Fienli, gdy pani Czer powiedziała:
- Nie ma chętnych do tablicy? No to może pan Jagoszi i Mejor nam  napiszą alfabet Bagniaków?
- Ale dlaczego ja? – zapytali się jednocześnie Fienli Mejor i Migoran Jagoszi.                                                                                 
- Bo za rozmawianie na lekcji jest kara. Albo podejdziecie do tablicy i napiszecie alfabet Bagniaków, albo 1 za aktywność na lekcji.
– Ale my nawet nie wiemy, na której to stronie! – powiedział Migoran.
- Panie Jagoszi, trzeba było nie  rozmawiać. Mówiłam, na której to stronie, i w podręczniku i w ćwiczeniówce, podczas gdy ty rozmawiałeś w najlepsze z panem Mejor – powiedziała pani Czer. Trzydzieści osiem par oczu było na nich zwróconych. Migorana to trochę krępowało.
- Niestety, przyznaję się bez bicia, nie słuchałem, nawet jednym uchem. Ale żeby od razu stawiać, kurde, jedynkę!? To już lekkie przegięcie, chyba, że to żart! Rozumiem, uwaga, może przesadzenie do innej ławki, ale jedynka?! – zdenerwował się Fienli. Pani Czer była na skraju wytrzymałości.
- Po pierwsze zdań nie rozpoczyna się od ,,ale”. Po drugie nie mów słowa ,,kurde” do nauczyciela. Po trzecie wstań, kiedy do ciebie mówię! – Fienli wstał. – A po czwarte ty dostajesz dwie jedynki za aktywność i tę uwagę, o którą prosiłeś…
- Nie za bardzo o to mi chodziło… - mruknął Fienli.
- … a pan Jagoszi – ciągnęła pani Czer – dostaje jedną jedynkę i uwagę. Proszę o wasze dzienniczki. Panno Najami, proszę zrobić miejsce dla pana Mejor. Ty usiądziesz z nią w ławce – rzekła nauczycielka zwracając się do Fienliego. Ten rzucił jej ukradkiem spojrzenie spode łba. Migoran został sam w ławce i czekał, aż pani wpisze mu już ósmą jedynkę za aktywność w tym tygodniu i uwagę.
- Proszę, żeby rodzice podpisali na jutro, panie Jagoszi – powiedziała pani Czer zwracając się do Migorana i oddając mu dzienniczek.
***
     - Nie dość, że nie uważałeś na lekcji i dostałeś jedynkę, to jeszcze w dodatku próbowałeś sfałszować nasze podpisy i ukryć tę uwagę i ocenę! – krzyknął ojciec Migorana. Rodzice siedzieli na kanapie, a chłopiec stał. Właśnie wrócił ze szkoły i już szedł do swojego pokoju, kiedy rodzice go zatrzymali. Najwyraźniej pani Czer, kiedy sprawdzała dzienniczki Fienliego i jego zauważyła, że podpisy jego rodziców są inne niż zwykle, i przysłała Gońca. Goniec był małym latającym duszkiem, który dostarczał dla rodziców informacje, o których uczniowie nie powinni wiedzieć, więc zamiast napisać do dzienniczka pani wysłała Gońca, lub po prostu bardzo pilną, np. ,,Pańskie dziecko/podopieczny uderzyło się w głowę i dostało krwotoku. Proszę o natychmiastowe przybycie do szkoły” itp. Goniec mógł lecieć nawet 1 milę na sekundę i unieść tonę.
- Oto twoje kary – huknął ojciec – zakaz wychodzenia z domu poza lekcjami w szkole…
- Ale… - chciał powiedzieć Migoran, ale tata dalej ciągnął:
- …zakaz zapraszania kolegów do siebie…
- Ale…
- …i zakaz – ryknął ojciec – na wychodzenie do ogrodu!!
-  To co ja mam robić?! – zapytał Migoran. W ogrodzie ćwiczył strzelani z łuku i odpoczywał.
- Na przykład uczyć się – powiedziała matka. – Goniec poza informacją o twoim wybryku dał nam kartkę z ocenami z ubiegłego miesiąca. Oto ona – rzekła matka i pokazała Migoranowi listę ocen. Większość to były jedynki. – Nie uważasz, że coś trzeba z tym zrobić?
- Na ile mam te zakazy? – spytał chłopiec. Nie patrzył na rodziców.
- Do końca roku szkolnego – odezwał się ojciec. Migoran wszedł po schodach i zatrzasnął drzwi swojego pokoju. Spojrzał na kalendarz. Do końca roku szkolnego zostały trzy miesiące. Przejrzał zeszyty, by sprawdzić, czy są jakieś testy. Nic nie było zapisane o żadnych testach.  Wziął kredę do ręki i zakreślił pierwszą z osiemdziesięciu dwóch kresek na ścianie. Jedna kreska to był jeden dzień.
***
        - Proszę schować książki i zeszyty – powiedziała pani Jalo, nauczycielka od geografii – i przygotować się do testu.
- Słucham?! – krzyknął Migoran. Przecież nie miał nic zapisane o teście z geografii.
- Proszę schować książki i zaszyty i przygotować się do testu – powtórzył po nauczycielce Lagos, klasowy kujon. Chłopiec miał przerażoną minę. Spojrzał na siedzącego w ósmej ławce drugiego rzędu Fienliego. Ten też był bardzo zdziwiony, tak jak Migoran, ale poza zdziwieniem na jego twarzy widać było strach, czego nie można było powiedzieć o Jaoche Najami, z którą Fienli siedział w ławce. Kolega Migorana przynajmniej mógł ściągać, a Migoran sam siedział w ławce. Pani rozdała testy.
***
       Poza sprawdzianem z geografii tego dnia były jeszcze dwa testy i kartkówka. Migoran wiedział tylko o kartkówce. Na koniec lekcji Lagos podszedł do Migorana z uśmiechem.
- Obserwowałem cię Jagoszi i, zresztą, ciebie też Mejor – powiedział do Migorana i Fienliego Lagos. – Cały czas rozmawialiście, nawet wtedy kiedy pani Jalo, Elim, Fin i Szar pisały na tablicy ,,za tydzień kartkówka”, ,,przygotuj się do sprawdzianu” itp.
- Odczep się, Omker – warknął Migoran. Nikt w klasie nie lubił Lagosa, szczególnie Migoran i Fienli.
- A co mi zrobicie? – spytał Lagos. Nadal się uśmiechał.
- Czego od nas chcesz? – zwrócił się do Lagosa Fienli.
- Jeśli dostaniecie więcej niż trzy z każdego testu dam wam obu jajko Gońców. Po jednym dla każdego. Jeśli jednak dostaniecie chociaż jedną jedynkę, dwójkę lub trójkę powiem waszym rodzicom o tym, że rozmawiacie na lekcjach o Mirandzie Win. Zakład stoi? – Lagos uwielbiał wszelkiego rodzaju zakłady.
- Nie będę zakładał się z nikim jeśli jest pewne, że przegram – rzekł Migoran. – Ale za to my poskarżymy się twoim rodzicom, że podsłuchujesz. – Lagos mruknął coś w odpowiedzi i odszedł. Migoran i Fienli mieszkali obok siebie, więc się odprowadzali po szkole. Gdy byli nie daleko domu Fienliego Migoran zapytał:
- Masz ochotę na nocną wyprawę?
- Mów dalej… - zaciekawił się Fienli.
- Co byś powiedział na to, żebyśmy w nocy wdarli się do szkoły i poprawili sprawdziany na piątki minus albo czwórki?
- Czemu nie od razu na szóstki? – spytał Fienli.
- Bo rodzice nie uwierzyliby, a nauczycielki domyśliłyby się, że coś jest nie tak.
- Kiedy się spotykamy?
- Wiedziałem, że się zgodzisz – uśmiechnął się Migoran.
***
     Było w pół do drugiej kiedy Migoran wyszedł z domu. Fienli już czekał przed domem. On miał wziąć podręczniki, a Migoran latarkę i różne inne rzeczy, które by im się przydały.
- Długo czekałeś? – spytał Migoran.
- Nie, ale już chodźmy, czas ucieka – odpowiedział Fienli. Ruszyli w drogę. Wokół szkoły wznosił się nie za wysoki mur. Migoran wyjął z plecaka drabinkę i po niej chłopcy wspięli się na ogrodzenie, po czym Migoran schował drabinkę i zeskoczyli z muru. Po drodze  do głównych drzwi Fienli spytał:
- Jak poprawimy testy to założymy się z Lagosem?
- Nie – powiedział Migoran. – Dwa tygodnie temu założyłem się z nim o to, że dostanę piątkę ze strzelania z  łuku. Wygrałem, ale i tak nie dał mi zapłaty.
- O co się założyłeś? – znów zapytał się Fienli.
- O nowy kołczan.
-Aha. – Fienli otworzył drzwi. Za nimi stał kościotrup. Miał na oko dwa metry. Migoranowi włosy się zjeżyły i próbował nie krzyczeć z przerażenia. Fienli najwyraźniej też, bo z jego ust wydobył się cichy jęk. Migoran dotknął palcem wskazującym piszczela kościotrupa, po czym szybko cofnął dłoń. Kość była jakby znajoma w dotyku. Po chwili uświadomił sobie, że to szkielet z sali od biologii. Powiedział to Fenliemu, który gdy to usłyszał zrobił się jakby spokojniejszy. Powoli ominęli szkielet i weszli do budynku. Zwykle nauczycielki zostawiały sprawdziany na weekend w pokoju nauczycielskim, który znajdował się na trzecim piętrze.
- Jak już poprawimy nasze testy to pogorszymy sprawdziany Lagosa? – spytał Fienli.
- Jeśli zdążymy… - rzekł Migoran. Nagle poczuł, że się zapada. Spojrzał w dół. Pod nim nie było szarych płytek wypełniających korytarz, tylko coś bagnistego. Po chwili zrozumiał, że to są… ruchome piaski!
- Fienli… - zaczął Migoran.
- Co? – spytał Fienli. Szedł kilka metrów za Migoranem, więc nie wpadł w ruchome piaski.
- Spróbuj znaleźć inne wejście na trzecie piętro, dobrze?
- Dlaczego?
- Bo wpadłem do ruchomych piasków.
-Coooo?! – zdziwił się Fienli. Migoran był już zanurzony po kostki. – Trzymaj się, stary! – krzyknął chłopiec i dodał: - Rzuć mi plecak! – Migoran zdjął plecak i rzucił Fenliemu. Ten zaczął szybko w nim grzebać. W końcu znalazł linę. Migoran był zanurzony po kolana. – Łap! – krzyknął Fienli i rzucił mu linę.
- Dzięki, Fienli… - powiedział Migoran, ale zrobił to za wcześnie. Nad głowami Migorana i Fienliego przeleciało stado nietoperzy. Dwa z nich spojrzały w dół. Natychmiast obniżyły lot, a z nimi reszta stada. Jedne zaczęły szarpać linę, drugie skakać po Migoranie, aby stał się cięższy i szybciej zanurzył się cały, trzecie próbowały podnieść Fienilego. Po chwili nietoperze przerwały linę.
- Migoranie! – krzyknął Fienli. Nietoperze przestały skakać po Migoranie i wszystkie zwierzęta poleciały do Fienliego, aby go podnieść i gdzieś z nim polecieć.
- Fienli! – odkrzyknął mu Migoran. Plecak leżał niedaleko niego. Wyciągnął rękę po niego i założył. Był już zanurzony po pas…
***
     Nietoperze bardzo szybko leciały. Fienli pomyślał, że może przetransportują go do pokoju nauczycielskiego, ale szybko odrzucił od siebie tą myśl. To przecież tyko zwierzaki… no właśnie, tylko zwierzaki… zaraz… to nie mogły być tylko zwierzaki, przecież, nawet jeśli jest ich setka, to nie uniosą 12-letniego chłopca! Spojrzał w górę. Nietoperze minęły okno i w tedy… w tedy nie wyglądały jak nietoperze, ale jak Gońce! No tak! Gońce, jeśli ich właściciel im rozkazał, mogły zmieniać postać, ale najczęściej pokazywały się jako duszki. Przy świetle Księżyca widać było ich prawdziwą postać. Ale Gońce rzadko robiły coś ze swojej woli… więc ktoś musiał im rozkazać, żeby go porwały! Ta myśl bynajmniej nie pocieszyła Fienliego. Przeciwnie, zaczął się bać, że jakiś zły człowiek dowiedział się, że wszedł do szkoły i chciał go złapać. A co będzie z Migoranem? Jeden z Gońców trzymał klucz, co nie wróżyło nic dobrego… Inny Goniec otworzył drzwi do schowka na miotły, a reszta duszków go tam wrzuciła. Ten sam Goniec, który trzymał w łapkach klucz zamknął drzwi.
***
      Migoran coraz szybciej się zanurzał. Wkrótce był zanurzony po szyję, a później wystawał mu tylko nos. Zamknął oczy i czekał na śmierć, ale nie nadchodziła. Nagle poczuł, że nogi mu się oswobodziły, co go bardzo zdziwiło. Po chwili wyszedł z ruchomych piasków… dołem. Spojrzał w górę. Był bardzo głęboko pod ziemią, więc nie mógł być gdzie indziej niż w piwnicy. Na powierzchnię prowadziły długie schody. Migoran zawołał:
- Halo? – odpowiedziało mu tylko echo. – Jest tu kto?!
- Taaaaaaakk -  tym razem doczekał się odpowiedzi. Z mroku wyłonił się wielki kudłaty wilk. To był najprawdopodobniej wilkołak. Chłopiec pędem rzucił się do schodów, a wilkołak pobiegł za nim.
***
    Fienli długo kopał w drzwi z myślą, że może ustąpią i wypadną z zawiasów. Niestety, były zbyt mocne. Po jakimś czasie spojrzał w górę. I tam, ku swojej radości, zobaczył okno. Nie było za duże, ale jeśli się schyli może mu się uda wyskoczyć. Wspiął się po szafie na środki czyszczące. Już otworzył okno i miał wyskoczyć, ale nagle zaparło mu dech w piersiach. Centralnie pod oknem były posadzone… krzaki róż. Fienli stracił równowagę i spadł prosto na róże.
***
     Migoran stał nad martwym wilkołakiem. Wystarczyło celnie posłać strzałę i już niebezpieczeństwo było pożegnane. Migoran trzy razy próbował, aż w końcu trafił. Szybko pokonał długie schody i wyszedł na parter szkoły, a z niego na zewnątrz. Przy schodach zobaczył Fienliego. Miał dużo ran, a z kilku ciekła krew.
- Źle wyglądasz – powiedział Migoran.
- Wiem – odpowiedział Fienli.
- Daj, muszę ci założyć opatrunek – Fienli bardzo ochoczo podał mu ręce i nogi. Gdy już miał wszystko zabandażowane, rzekł:
- Wiesz co Migoranie? Na przyszłość będę więcej słuchał. Gdybyśmy słuchali na lekcji, to napisali byśmy dobrze sprawdziany i kartkówki i nie musielibyśmy tu przychodzić. Nie spodziewałem się, że system ochrony szkoły jest tak… przerażający….
- Wiesz co, Fienli? Bardzo mądrze mówisz. Chyba pójdę za twoim przykładem.
********************************

3 komentarze:

  1. W tedy? Oj, mam nadzieję, że to wybryk Worda, ale jeśli nie... hm... Sama nie wiem, co powiedzieć.
    Urzekło mnie zaproszenie, które znalazłam na Piachu - i pełna byłam wielkich nadziei. Chociaż za krótkimi opowiadaniami nie przepadam, zachęcił mnie sam początek historii. Tak, tak.
    Choć lubię, kiedy akcja dzieje się szybko, tu toczyła się ze zbyt dużą prędkością. "Z mroku wyłonił się wielki kudłaty wilk. To był najprawdopodobniej wilkołak." Ani słowa o tym, jak chłopak wydedukował, że był to wilkołak, a nie "wielki, kudłaty wilk". Za szybko.
    Jest sporo drobnych błędów, których każdy z nas pozbywa się gdzieś po drodze. "Chyba, że" - bez przecinka; "trzydzieści osiem par oczu były zwrócone" - "było zwróconych". I tak dalej.

    Wszystko piszę w dobrej wierze, a nie ze złośliwości. Może dlatego, że mnie samą bardziej zadowala konstruktywna krytyka, niż "super ekstra fajnie wpadnij do mnie".
    Liczę więc, że kolejne opowiadania będą coraz lepsze. Jak mówią, wyobraźnia to największy skarb. A tego przecież ci nie brakuje :).

    Zapraszam do siebie (aż wstyd zapraszać, bo poprawki do pierwszych rozdziałów dalej obecne są tylko na papierze, ale mogę zapewnić, że niedługo to się zmieni), nie tylko po to, żeby się zareklamować. Pozwolę sobie zostawić w Spamie link. Tak dla potomnych.

    Pozdrawiam, życząc dużo weny i cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj, kochana!
    Wybacz, że komentuję dopiero teraz. Kiedyś sama utonę w moich zaległościach. Tekst przeczytałam już jakiś czas temu, ale... nie bardzo wiedziałam, co napisać. Teraz też nie bardzo wiem, ale postaram się wysilić mózg. :D
    Może zacznę od tego, że nie cierpię czytać opowiadań, w których pojawiają wampiry albo wilkołaki. Mam psychiczny odskok pięć metrów w tył, gdy tylko coś takiego widzę. Właściwie... wyłącznie z zasady nie czytam czegoś takiego. Mam swoje wyznaczniki, którymi kieruję się nawet w wyborze literatury. Przez Ciebie złamałam swoją zasadę. xD Ale nie przejmuj się, przeżyłam. :D
    Od razu widać, że raczej nie pisałaś tego w ostatnim czasie. Styl tak jakby Twój, ale nie do końca. Pojawiało się po drodze mnóstwo błędów. Niektóre raziły w oczy, inne nie tak bardzo. Radziłabym Ci wprowadzać poprawki do tekstu, nawet gdy wstawiasz go po długim czasie od stworzenia.
    No i akcja, tak jak stwierdziła Vessna, dzieje się nieco zbyt szybko. Ale to w zasadzie zarówno wada, jak i zaleta. Zależy z której strony na to patrzeć. *przechyla głowę, żeby sprawdzić to pod innym kątem xD*
    Nie lubię też, gdy w tekście występuje masa dialogów, która nie jest przerwana przez krótki opis czy myśli bohaterów. (Ale to już tylko moja taka... fanaberia. Nie bierz tego do siebie, bo w sumie nie warto. Większość woli czytać dużo dialogów.)
    Ale ogólnie opowiadanie ciekawe. Skąd Ty czerpiesz pomysły na krótkie opowiadania? Ja nie potrafię takich tworzyć, bo od razu rozwlekam fabułę. ;)
    JAK TO? ;O A ja tak często zaczynam zdania od "ale". Upssss xD
    Twórz dalej i szlifuj talent. ;)
    Weny, kochana! Oby Cię nie opuszczała.
    Pozdrawiam,
    Eveline

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i niezmiernie cieszę się za Twój komentarz!
      Nie przejmuj się, sama do tej pory nie skomentowałam na pewnym blogu notki, która pojawiła się prawie miesiąc temu, bo nie wiem, co o niej myśleć! :X
      Cieszę się niezmiernie ;) Z drugiej strony, wilkołak od razu został uśmiercony, więc za długo tutaj nie pobył...
      Akcja specjalnie działa się szybko, ponieważ miałam za zadanie napisać opowiadanie na krótsze niż 10 stron. Pomyślałabyś, że to, co przeczytałaś, mieści się na 6 stronach A4? O.o
      Tak, to było pisane, zanim zgłębiłam się bardziej w opis uczuć i przeżyć itp. (Do tej pory cię podziwiam XD)
      Cóż, tak mi mówią nauczycielki od polskiego (nie zaczyna się też od "a więc", ale do tego raczej się nie stosuję XD) ;)
      Dziękuję :)
      Tobie również!
      Pozdrawiam, kotołaczka02

      Usuń