środa, 22 października 2014

Umowa to umowa

Opowiadanie(a) się pisze(ą), ale zanim to skończę, minie sporo czasu, więc wygrzebałam jakieś stare opowiadanie, poprawiłam co trzeba było poprawić i wyszło mniej więcej tak...
Krótka historia: oryginał możecie znaleźć tutaj, a dzisiaj przez pół godzinki poprawiałam...
Miłej lektury! :)
            Drugi właściciel firmy ,,Skrytobójcy. Ferlock&Amnita, spółka z o.o.’’, pan Uranos Ferlock położył nogi na stole i najzwyczajniej w świecie czytał gazetę i pił kawę. Nie wyglądał jak szanowany biznesmen, a już na pewno nie jak szanowany biznesmen, którego wszyscy się bali. Jedyne, co rozróżniało go od ludzi, którzy na tym biznesie nie znali się ani trochę, to kilka blizn na twarzy i wystający z nogawki sztylet, a także kilka innych broni ukrytych w różnych częściach ubrania. W rzeczywistości był osobnikiem, który na swoim zawodzie znał się dobrze, jak nikt inny. Ba, on nawet nie był człowiekiem. Demon Uranos Katan Kasai, który z własnego wyboru przedstawiał się jako człowiek Uranos Ferlock, pracował w firmie, która nie tylko specjalizowała się w cichych zabójstwach, ale także w śledzeniu, trwałym okaleczeniu, niszczeniu życia, użyczaniu kredytów, podrabianiu dokumentów, poleceniu dobrej szkoły czarnej magii, pokazywaniu, na której ulicy jest dom towarzyski… i tym podobne. A Uranos Katan Kasai i Naomi Szeralin Amnita byli w tym wszystkim niezawodni. No cóż, demon i Duch-Pech byli w tym… co tu dużo mówić, najlepsi. Bo Naomi Szeralin Amnita była przedstawicielką jakże rzadkiej, ale za to długowiecznej rasy Duchów-Pechów. Gdy tylko się gdzieś pojawi przedstawiciel owej rasy, widoczny dla ludzi lub nie, to zależy od jego (lub jej) kaprysu, sieje… no cóż, pecha. Ni z tego ni z owego jakiś człowiek może się wywalić na równym chodniku łamiąc kark. To zasługa Ducha-Pecha. Gdy nowy urzędnik w banku powie ci, że masz dług na kilka tysięcy, choć nigdy nie brałeś żadnego kredytu, to też mógł spowodować jeden z Duchów-Pechów, który albo w widzialnej postaci pokazał się jako pracownik banku, który powiadomił cię o długu, albo sfałszował bankowe dokumenty. A Naomi znała się na szerzeniu pecha jak nikt inny, ponieważ była córką księcia Barocka, piątego syna króla Tezeusa. Jej ojciec, najbardziej uzdolniony z rodzeństwa, nauczył swą córkę wszystkiego, co sam umiał, a ona sama szlifowała zdolność szerzenia pecha. Wkrótce Szeralin mogła wywoływać choroby i nawet sprawić, że matka poroniła dziecko. W ten sposób w ludzkim mieście Eksandari,  jednym z większych miast w Kasandri, gdy na Czarnej Ulicy ktoś pytał o kogoś załatwiającego ,,mokrą robotę’’, ta osoba zwykle trafiała do budynku, w którym mieściła się firma ,,Skrytobójcy. Ferlock&Amnita, spółka z o.o.’’.
*
            - Uranosie, jakiś pan do ciebie. – Naomi Szeralin Amnita weszła do gabinetu demona, nie wysilając się, aby zapukać.
- Powiedz mu, żeby poczekał. Prowadzę ważną rozmowę – odparł Uranos, a gdy skrytobójczyni wyszła, uśmiechnął się do klienta i zaczął: - Na czym to my skończyliśmy...?
 - Właśnie wyjaśniałem panu, panie Ferlock, z jakiego powodu przyszedłem do pana… - przypomniał demonowi mężczyzna. Miał chłody głos. Zza pojedynczych, czarnych  włosów można było dostrzec spojrzenie zimnych oczu w kolorze lodu. Gdyby przed jego oczami demon zabił kogoś w drastyczny sposób, jego mina pozostałaby taka, jak teraz – czyli bez emocji, całkiem obojętna.
 - A więc? Słucham pana – rzucił Ferlock.
 - Widzi pan, historia ma długa, ale jeśli się pospieszę, zdąży pan przyjąć kolejnego klienta… - powiedział Morgiam. - Gdy miałem dwadzieścia lat zakochałem się w pewnej kobiecie. Po roku czasu wzięliśmy ślub. Natiani – bo tak miała na imię – była bardzo utalentowana, oboje mieliśmy dobrą pracę. Pewnego dnia źle się poczuła. Powiedziałem jej, że poproszę jej pracodawcę o urlop. Gdy jechałem na koniu, ni z tego ni z owego, koń stanął, zarżał, po czym padł na ziemię. Był to mój najlepszy koń. Od naszego domu do miasteczka była długa droga, ale byłem blisko, więc pomyślałem - ,,Co tam – pójdę pieszo!’’. Szedłem i szedłem, ale byłem zaledwie kilka minut drogi od miasteczka, gdy napadli mnie zbójcy. Obrabowali mnie z pieniędzy, które miałem przy sobie, pobili i zostawili. Później, gdy zbliżał się wieczór, usłyszałem wycie. To wilki nadbiegały z daleka. Pogryzły mnie, a że wcześniej rabusie pobili mnie, nie miałem jak się bronić. Rano znalazł mnie jakiś człowiek, poczym odprowadził mnie do mojego domu. Tam zobaczyłem smutny widok. Żona moja leżała ledwo żywa na łóżku, a obok niej siedział uzdrowiciel. Dwa dni potem, gdy już wydobrzałem, lekarz oznajmił, że Natiani nie żyje. W żałobie trwałem cały rok. A potem… potem wiedziałem, kto jest sprawcą moich nieszczęść. To Barock, książęcy Duch-Pech. I tu zmierzam do przyczyny mojej wizyty. Pragnę zemsty. Życie za życie – Barock ma umrzeć. – Uranos milczał. W głowie prowadził zaciekłą walkę – walkę Uranosa jako demona i Uranosa jako przyjaciela przedstawicielki rasy Duchów-Pechów. Po chwili odezwał się:
- Panie Morgiam, czy pan wie, że współwłaścicielka tej firmy jest Duchem-Pechem?
- Zauważyłem – odparł mężczyzna, na co demon mocno się zdziwił, ponieważ Duchy-Pechy niczym nie różniły się od ludzi.
 - I jest pan świadomy, że Barock to jej ojciec? – Ferlock nie posiadał się ze zdumienia, bowiem jego klient odpowiedział:
 - Tak. - ,,Umowa to umowa – kolejny interes dla pieniędzy za wszelką cenę, to żaden problem. Po co te ceregiele? Wystarczy powiedzieć…’’, myślał Uranos Katan Kasai.
 - Dobrze. Zgadzam się. To będzie kosztować… - demon spojrzał w cennik, który prowadził w kalendarzu. – 5 000 złotych mdżaków i 100 srebrnych. Gdyby chodziło o zwykłego człowieka, zapłaciłby pan trochę mniej, ale tu chodzi o istotę tylko trochę niższą klasą od demonów…
 - Oczywiście – odpowiedział Morgiam, po czym podał zabójcy odliczone pieniądze. Uranos wstał, podał rękę człowiekowi i odprowadził go spojrzeniem.
*
- Sztylet – jest, miecz – jest, kusza – jest, wywar z kenomii – jest… - mamrotał Uranos sprawdzając, czy ma wszystko.
- Uranosie. -    Głos Naomi wyrwał go z zamyślenia. – Gdzie idziesz?
- Jak to, gdzie? Zabijać, dokonywać zemsty… - odpowiedział demon.
- Nie pytałam, po co, tylko gdzie – powiedziała znudzona Naomi Szeralin Amnita.
- A, do stolicy, nic takiego, tylko jakiś oszust w hazardzie, stracony majątek i takie tam… - skłamał Uranos. - A ty? Co będziesz robić?
- Niszczyć życie jubilerowi, który oszukał znalazcę złota – uśmiechnęła się Duch-Pech. – Jutro ty siedzisz na recepcji.
 - Pamiętam, pamiętam. Powodzenia – odparł demon.
 - Wzajemnie. – Gdy wyszła, demon zamknął szczelnie drzwi, po czym wyciągnął odrobinę czarnego proszku z sakwy i rzucił na ziemię, mówiąc:
 - Prowadź do zamku Duchów-Pechów. Do komnaty Barocka. Natychmiast. – Na ziemi pojawił się otwór, a jego krawędzie płonęły zielonym ogniem. Demon wskoczył do niego.      
Podróż przez teleport przebiegła szybko, towarzyszyły jej zmienne uczucia. Raz demon poczuł ogromny smutek, zaraz potem wielką radość, przez chwilę czuł się wielki i lepszy od innych, kiedy indziej myślał, że przy wielkości tego świata jest mały jak karaluch. Przez kilka sekund przed jego oczami wirowały obrazy pól, gór, chmur, oceanów, aż znalazł się w pokoju księcia Barocka.
W komnacie księcia było dużo wolnego miejsca, lecz od razu można było zauważyć, że książę się wyprowadza. Nic dziwnego, król Tezeus za niecały miesiąc umrze, a Barock nie miał szans na koronę, bo był piąty w kolejce. Mógłby zabić czwórkę braci i dwie siostry, ale to by zajęło zbyt dużo czasu, a prawda w końcu wyszłaby na jaw. Barock wolał panować w jakimś większym księstwie Duchów-Pechów, niż siedzieć w więzieniu za zabójstwo przedstawicieli swej rasy, co więcej, swoich braci i sióstr.
Słowem – dla księcia nie było tu miejsca.
Zauważyć można tu też było ewidentny brak czegoś. Brak kogoś. Brak księcia Barocka. Uranos zaklął cicho, ponieważ nie miał czasu na szukanie Ducha-Pecha w zamku króla tejże rasy, który słynął ze swojej wielkości. Uniósł się w powietrze, po czym kryjąc się za każdym cieniem podryfował do sali jadalnej.
*
            Po długich poszukiwaniach Uranos znalazł Barocka w bibliotece. Książę przeglądał tytuły i wyciągał co ciekawsze księgi.
Demon po cichu podfrunął do rzeźby kobiety trzymającej kiść winogron. Stanął na podłodze tak, żeby nie było słychać. Jednak Barock coś usłyszał. Duch-Pech odwrócił się i zapytał, próbując zobaczyć Uranosa swymi krwistoczerwonymi oczami:
 - Kim jesteś? - Uranos wyłonił się z cienia. Na twarzy Ducha-Pecha zobaczył najpierw zdziwienie, potem niedowierzanie, niezrozumienie, a na końcu strach. Ferlock nie miał czasu na zobaczenie wszystkich reakcji. Po prostu wystrzelił bełt zamoczony wcześniej w wywarze z kenomii, celując w pierś księcia. Ten jednak był szybszy. Pochylił się, rzucił trzymane książki na ziemię. Uranos wyciągnął rękę i spowolnił upadek książek, bo te zrobiłyby dużo hałasu. Ciche zabójstwo… grunt to ciche zabójstwo. Wystrzelił kolejny bełt zamoczony w wywarze z kenomii, lecz Barock znów się uchylił. Wyciągnął z pochwy miecz i krzyknął:
- Jeśli mam umrzeć, to przynajmniej w uczciwym pojedynku! Walcz… - Duch-Pech chciał wrzasnąć tak, aby ktoś go usłyszał, ale krzyk utknął mu w gardle. Pierwsze zdanie również stało się ciche, tak, że słyszał je tylko demon, który zadowolony ze swojej znajomości magii, powiedział tak cicho, jak umiał:
 - Nie.
Barock złapał się za głowę. Jedno ciche ,,nie’’ brzmiało w jego głowie tak głośno, że Duch-Pech bał się, czy krzyk nie wysadzi mu czaszki. Nagle usłyszał głos wszystkich, którzy powiedzieli mu w życiu ,,nie’’. Zaczął krzyczeć z bólu… A raczej chciał krzyczeć, bo nieznajomy mag uciszył go i z jego ust wydobył się cichy jęk…
Uranos zadowolony z siebie podszedł do Barocka i wyjął miecz. Szybkim ruchem ręki odciął mu głowę. Po chwili na podłodze nie było śladu krwi, a z okna znajdującego się na piętnastym piętrze zamku, który stał na klifie, spadało ciało i jego głowa…
*
            - Zabiłeś mi ojca. – Głos Naomi nie drżał. Nie było w nim słychać smutku. Głos Ducha-Pecha wyrażał tylko dwa uczucia – wściekłość i nienawiść.
- Dość szybko się dowiedziałaś. – Uranos uśmiechnął się. - Umowa to umowa. Zrobiłem to dla pieniędzy. Powinnaś się cieszyć. Jesteśmy teraz prawie milionerami!
- Zabiłeś mi ojca – powtórzyła Naomi, po czym wyciągnęła sztylet. Och, on ją uczył się nim posługiwać. A uczeń demona nigdy nie prześcignie mistrza…
*
        Nehtali, szósty i najmłodszy syn króla Tezeusa, uśmiechnął się. Demon wykonał za niego najtrudniejszą robotę. W końcu Barock był najlepszy nie tylko w szerzeniu pecha, ale także w władaniu mieczem. Teraz wystarczy zabić pozostałych czterech braci. Tajemnicza postać o oczach w kolorze lodu i rzadkiej grzywce w czarnym kolorze, znana śmiertelnikom jako pan Morgiam zaśmiała się szyderczo. Zdobędzie władzę, a władza to pieniądze!

6 komentarzy:

  1. Dla odmiany zacznę od wrażenia ogólnego. Bardzo pozytywnego wrażenia ogólnego. Nie będę wypowiadać się na temat Twojego stylu, z kilku powodów. Nie przeanalizuję go; mogę wyjawić tylko tyle, że mi się podoba. Tak jak i Twoje pomysły.
    Końcówka była świetna. Zaskakująca. Aż się uśmiechnęłam wraz z tym Morgiamem. Z drugiej strony - to kolejny przykład niezbyt widocznego morału. Ileż to ludzie są w stanie zrobić dla władzy, pieniędzy. Ale zrobić? Świat kreci się wokół złotej osi.
    Tutaj postacie są bradziej, m, przedmiotowe. Owszem, mają zarysowane pewne cechy, np. bezwzględność Morgiama, czy odwaga Barocka. Jednak nie można mówić o zbytnim ich rozbudowaniu. Nie zarzucam Ci tego, nawet nie waż się tak myśleć! To zwykłe spostrzeżenie. Nie będę spekulować, czy gdybyś je bardziej rozwinęła, opowiadanie zyskałoby coś nowego, lepszego. Jest dobrze w obecnej postaci.
    Skupiając się na demonie, najbardziej wyrazistej postaci, uważam go za bezwzględnego, rozsądnego pod pewnymi względami typa, który przelicza ryzyko na zyski. Osoba, którą trudno polubić, czy chociaż szanować, ale mająca w sobie to coś.
    Pierwszy akapit jest ciekawy. Wprowadzenie do oryginalnego świata magii, niezwykłych stworzeń. Fantasy - I love it! późniejszy motyw teleportu bardzo przypadł mi do gustu (mam nadzieję, że opowiadań o podobnej tematyce będzie więcej). Jednak choć treść jest naprawdę godna pozazdroszczenia, to namnożyłaś tam sporo powtórzeń.
    Gdyby wszelkie niepowodzenia w naszym życiu można byłoby zrzucić na karb takich Duchów-Pechów... Och, życie byłoby o niebo prostsze. Niestety, życie to nie książka. Ale myślę, że w świecie stworzonym przez Ciebie jakoś bym się, odnalazła.
    Pozdrawiam,
    Roxy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że zostawiłaś po sobie komentarz! ^^
      Dziękuję za tyle pochwał! Tak, to opowiadanie pisałam dość dawno, nie wychodziła mi zbytnio kreacja bohaterów, ale nie będę się usprawiedliwiać, tylko trzeba pamiętać na przyszłość o dobrym tworzeniu postaci, bo przecież to jeden z ważniejszych - obok fabuły i świata przedstawionego - elementów każdej historii ;)
      Ach, no mam nadzieję, że będzie, bo przecież fantasy (high fantasy, jak kto woli) to mój ulubiony gatunek :)
      Pozdrawiam również i dziękuję za komentarz! kotołaczka02

      Usuń
  2. Ej, kobitko świetnie piszesz! Twoja opowieść bardzo mnie zaciekawiła i wywarła na mnie pozytywne wrażenie... Ciekawa reakcja tej skrytobójczyni. Niby była zawiedziona, że zabito jej ojca, może i trochę przejęta, a jednak pozostawała taka, hmm, bez żalu (?) czy to dobre słowo? Bezpłciowość, bezwzględność. Fabuła przemyślana, interesująca. Dla mnie (osoby, która nie bardzo przepada za fantasy) ni z tego ni z owego wyskoczyła opowieść, która mnie wciągnęła - króciutka, płynna, z przyjemnością się czytało. Taki klimat jak najbardziej mi odpowiada! Ja nie będę wytykać błędów, ponieważ tu nie gram roli nauczyciela, ale dodam, że wiele ich nie zauważyłam. Ćwiczymy do perfekcji! Wierzę, że ci się uda. Zważając na twój młody, to nieźle ci idzie! All goes well! Końcówka, jak wspomniała koleżanka u góry, jest dobra! Powodzenia w dalszym pisaniu! Świetnie ci idzie, ja daję ci plusa i piąteczkaaa! :)) Obserwuję :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! :)
      Cieszę się, że kolejna osoba postanowiła czytać mojego bloga! Skakałam z radości jak głupia, że przybył nowy obserwator i komentarz :)
      Dziękuję za miłe słowa! Myślę, że odpowiednim słowem na jej reakcje będzie brak emocji, żeby nie powiedzieć: obojętność.
      Dziękuję raz jeszcze :D
      Pozdrawiam, kotołaczka02

      Usuń
  3. Pięknie :D Dopiero teraz dostrzegam, z jak potężną przeciwniczką było mi się zmierzyć. Nie mogę rzec inaczej- To opowiadanie rządzi ;) Nie dziwię się, że rozgromiłaś w pojedynku to moje :D Świetny pomysł Duchem- Pechem. Jedyne czego mogę się przyczepić to powtórzeń, ale tych czasem nie da się uniknąć :D
    ~Stary znajomy ratchet :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, Ratchet! O.o Ty tutaj? Cieszę się, że cię widzę :D
      Dziękuję :) Przypominam jednak, że Ty wtedy pisałeś swój pierwszy tekst na Arenę, a ja już kilkunasty.
      Powtórzenia to moi odwieczni wrogowie, niestety ;-;
      Pozdrawiam ciebie, Artemisa i Ravena oraz życzę Wesołych Świąt! kotołaczka02

      Usuń