sobota, 8 listopada 2014

Czy to ważne?

Miałam mały problem z dopasowaniem odpowiedniej etykiety, bo mama mówiła, że to może być fantasy/thriller (chociaż nie wiem, co jest w tym z thrillera), sama dopasowałabym to do przygodowego, ale ostatecznie stanęło na fantasy.
Cóż, zapraszam do mojego najnowszego, wyjątkowo krótkiego opowiadania ;)
Jeden człowiek w tą, drugi w tamtą stronę. Pełno osób mówiących „przepraszam”, „muszę przejść”. Stukot tysięcy obcasów, głosy przekrzykujące się nawzajem. Dźwięk dzwonków telefonów komórkowych,  nerwowe spojrzenia na zegarki. Jednym słowem: Nowy Jork.
Kręcę głową z politowaniem, po czym klaszczę w dłonie. Tłum zamiera, rozmowy cichą, a ludzie przystają z nogą uniesioną w górze. Przepycham się pomiędzy labiryntem posągów. Wreszcie znajduję pierwszą osobę.
Młoda kobieta, włosy ma spięte w kok, ubrana jest w marynarkę i spodnie w czarnym kolorze. Jedyne, co ją wyróżnia spośród nieruchomych teraz ludzi, to jej postawa.
Ona klęczy z głową wspartą na rękach. Płacze. Obok niej leży telefon komórkowy. Podchodzę do niej, kładę rękę na ramieniu. Spogląda w górę, na moją twarz.
Kto ty jesteś? – mamrocze; jej oczy są załzawione, ale policzki ma jeszcze suche.
Czy to ważne? – odpowiadam tak, jak zawsze. Opuszcza głowę, pociąga nosem. Przez chwilę milczy. Potem zaczyna szlochać.
Kucam przy niej, wzdycham. Zapewne straciła kogoś bliskiego. Zwykle chodzi właśnie o to. Patrzę na nią – oczy ma zamknięte,  usta zakryte rękami, twarz całą czerwoną. Jej szloch kompletnie różni się od dźwięków komórek, zdenerwowanych i zniecierpliwionych głosów, stuku obcasów o chodnik i nierównego oddechu biegnących. Ten dźwięk rzadko słyszy się na przeludnionej ulicy. A może co chwila ta żałosna melodia rozbrzmiewa, przebijając się przez koncert tłumu, tylko nikt jej nie słyszy?
Mój… mój syn… mój mały synek… duka, po czym jeszcze bardziej zanosi się płaczem. Tak jak myślałem. Łapię nieznajomą za rękę, a ona nie zważając na to, że jestem obcym człowiekiem, ściska mocno moją dłoń. Kiwam smętnie głową, ale ona mnie nie widzi. Jestem tak przy niej przez chwilę, aż wreszcie puszczam jej rękę, a ona łapie telefon i biegnie w nieokreślonym kierunku, nie zwracając uwagi na to, iż zwykle ruchliwy tłum stoi w miejscu. Korzystając ze swoich przywilejów, sprawdzam, gdzie ona może biec. Myśli matki krążą wokół szpitala.
Klaszczę cicho, a przechodnie znów wracają do swojego zajęcia – chodzenia. Stoję w miejscu, myśląc o tym, co ona będzie przeżywać przez  następne kilka miesięcy. Żałuję, że nie udało mi się choć trochę pomóc.
Wracam tam, gdzie stałem na początku – do progu jakiegoś hotelu. Rozglądam się wokoło, ilustrując pędzących ślepców. Ślepi na ból bliźniego, oto ludzie. Zaciskam zęby, idę jak najdalej od tego miejsca.
Mijają godziny zanim dochodzę do obrzeży miasta. Jestem zbyt przybity, by użyć szybszej drogi, a odrobina spaceru nie zaszkodzi. Wreszcie dochodzę do mojego celu. „Chyba sobie stawiam poprzeczkę zbyt wysoko”, myślę, patrząc na bramę cmentarza.
Krążę ścieżkami, szukając jakiejkolwiek osoby, której mógłbym pomóc. Wreszcie widzę kogoś odpowiedniego. Klaszczę w dłonie. Listki drzew przestają się poruszać, a płomienie w zniczach zastygają.
Podchodzę do niezbyt wysokiego chłopaka, który wpatruje się w nagrobek przed nim. Napis informuje, że pochowano tutaj niejaką Emilię Stevenson, żyła lat szesnaście. Chłopak ma zaciśnięte zarówno zęby, jak i ręce. Znów zerkam na datę śmierci – to się wydarzyło miesiąc temu. Może teraz mi się uda.
Myślisz, co by było gdyby? – zagajam, ale chłopiec nie zwraca na mnie uwagi, a przynajmniej tego nie okazuje. – Zdradzę ci sekret; nie warto. – Tym razem spogląda na mnie niepewnie, marszczy brwi. Na tym jednak kończę mój wywód i wbijam wzrok w wielkie litery zdradzające część życia pochowanej dziewczyny. Już chcę odejść, kiedy młodzieniec mówi:
Nie zapyta pan, kim ona dla mnie była albo co się stało? – W jego głosie słychać rozgoryczenie, ale także nutkę nadziei. Czekam sekundkę, niby się namyślając.
Nie. Nie chcę rozdrapywać świeżych ran. A poza tym – dodaję – to nie moja sprawa. – Odwracam się, odchodzę, po drodze klaszczę cicho. Drzewa zaczynają cicho szumieć, ale nieznajomy zatrzymuje mnie krzykiem:
Kim pan jest? – Przez chwilę idę tyłem, żeby zobaczyć jego reakcję na moją odpowiedź:
Czy to ważne?

11 komentarzy:

  1. Hej!
    W dniu 15 listopada (czyli w sobotę :3 ) ADRES MOJEGO BLOGA BĘDZIE ZMIENIONY NA my-little-fairy-tale.bogspot.com
    *piszę to, bo wiem, że wchodzisz na mojego bloga... A przynajmniej wchodziłaś :)*
    Pozdrawiam!
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OK, dzięki za info :) Będę pamiętać!
      Tylko taka mała prośba: następnym razem, proszę, pisz mi takie informacje w zakładce "Spam".
      Oczywiście, że wchodziłam, wchodzę i będę wchodzić, no co ty sobie myślisz?! :p
      Pozdrawiam również, kotołaczka02

      Usuń
  2. Witaj!
    Chyba już drugi raz przymierzam się do napisania tego komentarza. W ostatnim czasie kompletnie się wypaliłam, jeśli chodzi o wszelkie blogowe sprawy. :'(
    Myślę, że opowiadanie, choć krótkie, jest bardzo ciekawe. Według mnie kategoria fantasy jest jak najbardziej trafna. Wiesz, że gdybyś to rozwinęła, mogłoby z tego wyjść opko na co najmniej kilka rozdziałów? Tak tylko podsuwam myśl. ;)
    Hmmm w sumie ciekawie by było napisać jakiś thriller. Albo coś podchodzącego pod horror. :3
    Weny życzę! :*
    Całuję,
    Eveline

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że zajrzałaś :D
      Cieszę się, że Ci się podobało! Ja sama trochę nie czuję tego opowiadania, chciałam coś powyjaśniać i tak dalej, ale nie wiedziałam zbytnio, jak się do tego zabrać i pomyślałam, że niektóre (prawie wszystkie) sprawy zostawię niewyjaśnione...
      W sumie, to ja nawet nie próbuję brać się za horrory itp, bo mam, mówiąc szczerze, doświadczenie zerowe w tych sprawach... ;P
      Dziękuję, przyda się :)
      Pozdrawiam! kotołaczka02

      Usuń
  3. Też uważam, że ciężko przypasować etykietkę do tego opowiadania. Ma w sobie elementy fantastyczne, ale także obyczajowe. Thriller? Hmm, tu bym polemizowała. Więc chyba jednak fantastyka:)
    Tekst jest strasznie krótki! Mówiąc szczerze, przygotowałam się na jakieś długie opowiadanie, a to jest taki, można rzec, urywek. Niczego nie wyjaśniasz, zostajemy wrzuceni w środek jakiejś akcji, narrator opowiada nam jakieś dwie historie i nagle... koniec. Jest to mocno tajemnicze, dużo niedopowiedzeń, czytelnik musi wysilić mózgownicę. Z pewnością ciekawy zabieg, ale z drugiej strony...
    Dobra, przyznaję się. Jestem chyba tępa, bo niezbyt rozumiem, o co chodziło w tym opowiadaniu. Kim był główny bohater i narrator? Właściwie jaka była jego rola, co chciał osiągnąć? W zasadzie to mam teorię, wydaje mi się, że korzystając ze swoich nadprzyrodzonych umiejętności narrator chciał pomagać w jakiś sposób ludziom, ale... nie potrafił. Pytał się o ich problemy, ale nie umiał znaleźć rozwiązania. I przez to czuł się niespełniony, cały czas próbował tylko im jakoś dopomóc. Nieważne dla niego, kim był on, tylko kim byli oni i co ich gnębiło. Tylko trochę to takie pogmatwane... w zasadzie to jak chciał im pomóc? Hmm, w mojej teorii jest sporo luk.
    No i nadal mnie gnębi pytanie: kim był ten główny bohater? Magiem? Człowiekiem? A może tylko duchem, jakąś zabłąkaną duszą, która próbuje pomóc żyjącym, ale nie potrafi?...
    Opowiadanie traktuje też o ludziach, o tym, że są nieczuli na potrzeby innych, że są ,,ślepcami". I coś w tym jest. Zagubieni we własnych sprawach nie dostrzegamy tego, co jest wokół nas...
    Jedna rzecz zwróciła moją uwagę, mianowicie ten fragment: ,,Ona klęczy z głową wspartą na rękach. Płacze. Obok niej leży telefon komórkowy. "
    Po pierwsze- ponoć to jest ruchliwe miejsce, mnóstwo ludzi, a ona pośród nich... klęczy. Zaraz, zaraz, tak na logikę to nikt w takich miejscach nie klęka, bo zostałby zwyczajnie zdeptany przez tą masę ludzi.
    Po drugie- ta komórka... ona tym bardziej zostałaby zdeptana. No i... praktycznie rzecz biorąc, to nikt raczej nie kładzie komórki na ziemi. Zwłaszcza w takich miejscach.
    No wiem, wiem, pewnie się czepiam, ale... po prostu to brzmi nielogicznie i trochę dziwnie. I od praktycznej strony jest niemożliwe. Taka moja uwaga;)
    Tekst jest nieco pogmatwany i w zasadzie nie wiadomo za bardzo, o co w nim chodzi, ale w sumie... chyba o to Ci chodziło. No i jak wspomniałam, jest to naprawdę ciekawe. I pobudza do myślenia. Zobacz, mnie strasznie pobudziło. Teraz będę nad tym myśleć i myśleć;)
    Pozdrawiam ciepło!
    Pola
    PS: Wybacz, ten komentarz jest pewnie mega chaotyczny,niezrozumiały i bezsensowny... przepraszam, dziś jestem trochę nie w formie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wpadłaś! ^^
      Zacznę od tego fragmentu z komórką i kobietą. Chyba źle to opisałam, bo chodziło mi o to, że komórka leży obok niej, jakby jej wypadła z ręki, czy coś, a ona sama ni to klęczy, ni to siedzi, a główna myśl była taka, że ona upadła, przy okazji wypadł jej telefon... Rzeczywiście, chyba to poprawię :p
      I, jeśli chodzi o tę Twoją teorię, to masz dużo racji :) Tak, nie wyjaśniłam zbyt wiele, żeby zobaczyć, jak każda osoba zinterpretuje to opko; chciałam sprawdzić się w takich, hm, tekstach, w których każdy znajdzie własną mądrość :)
      A jeśli chodzi o głównego bohatera, to miał być on takim Aniołem Stróżem dla wielu osób na praktykach... wiem, to brzmi absurdalnie, no ale to ja i moja chora wyobraźnia :D
      Pozdrawiam również! kotołaczka02
      P.S. Ten komentarz wcale nie był chaotyczny :D

      Usuń
  4. Genialne! Kotołaczko, to jest genialne!
    Przepiękne! Świetne! *wychwala pod Niebiosa*
    Pozdrawiam,
    Muminek :)
    P.S. Adres mego bloga (moomins-world) nie zostaje zmieniony. piszę to tu, bo wchodzisz na niego... A przynajmniej wchodziłaś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki,
      bardzo mi miło ;)
      Co do tego bloga, to przecież wiem, mam go w obserwowanych i widzę na
      bieżąco każdy post, także nie martw się, ja o wszystkim wiem ;)
      Pozdrawiam również! kotołaczka

      Usuń
  5. Witam.
    Jak to czasem bywa, wpadłam przez przypadek. Rzadko przeglądam katalogi (problem jest z dwudziestoczterogodzinną doba - o wiele za krótką), ale zrobiłam wyjątek. Z czego się cieszę.
    "Czy to ważne?" to pierwsze opowiadanie, jakie rzuciło mi się w oczy. Jest króciutkie i choć to brałam za główne kryterium wyboru, to teraz żałuję. Nie wiem, czy nie powtórzę tego, co moje poprzedniczki, ale jest świetne. Wpakowałaś nas w środek akcji. Nie tłumaczyłaś nic ani kim jest bohater, ani co tam robi, ani jak to robi. Totalne oderwanie. I świetnie! Przyjemnie od czasu do czasu odciąć się od wszystkiego, a to opowiadanie taką możliwość daje.
    Poruszyłaś temat ludzkiej ślepoty na cierpienie innych. Zastanawiam się, czy ten bohater nie ma za zadanie wynagradzać tego ludziom, którzy kogoś stracili. Nieść ukojenie za tych, którzy nie zwracają uwagi na ból, mijają obojętnie tych, którzy potrzebują pomocy, wsparcia. Taki anioł stróż. Czy nim jest? Nie wiem. I to w tym opowiadaniu jest świetne: daje do myślenia.
    Pozdrawiam i życzę weny,
    Roxy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początek: dziękuję, że wpadłaś i skomentowałaś, nawet nie wiesz, ile dla mnie znaczy nowy czytelnik! ^^
      Dziękuję stokrotnie :D Chciałam napisać coś innego, coś, co pobudzi do refleksji. Zawsze mam problem z morałem w opowiadaniach i chciałam to zmienić!
      Tak jak pisałam parę komentarzy wyżej, główny bohater miał być takim Aniołem Stróżem na stażu. To miłe, że ktoś ma podobne myślenie do mojego ^^
      Pozdrawiam również, nawzajem i jeszcze raz dziękuję! kotołaczka02

      Usuń
    2. Było warto. Czasem dobrze troszkę pobłądzić i iść po omacku - skutki bywają znakomite :)
      Udało Ci się. Jest i morał, i zachęta do rozmyślań. A że tekst jest krótki, przekaz jest jeszcze bardziej widoczny.
      Jeśli takie mają być skutki chorej wyobraźni, to świat byłby wspaniały gdyby u każdego człowieka była ona odrobinkę spaczona. Taki... wyjątkowy i nieprzewidywalny ^^ Cieszę się, że udało mi się rozgryźć Twoje plany.

      Usuń