sobota, 18 kwietnia 2015

Nigdy się nie poddawaj


Post miał być w piątek, ale wybaczycie mi takie jednodniowe opóźnienie, prawda?
Co prawda nie jestem do końca przekonana co do tego tekstu, ale już ćśśś... i dla tych, którzy oczekują kolejnej części "Życia Toyani": będzie, nie martwcie się! Opko się pisze, także nie bój żaby i tak dalej.
Miłej lektury!
Promienie wschodzącego Słońca dotknęły pierwszych domów w Swansea. Stałem oparty o barierę balkonu, wdychając chłodne, rześkie, poranne powietrze. Dzisiaj wypadał piątek, więc szedłem do pracy na godzinę dziewiątą. Miałem jeszcze dużo czasu.
Wróciłem do pokoju, zamykając za sobą balkon. Zabrałem ubranie - jeansy oraz białą koszulkę z wizerunkiem Anubisa oraz podpisem "Egypt Centre" - taki strój nosił każdy przewodnik w tym muzeum. Udałem się do łazienki, aby się przebrać i umyć.
Mniej więcej dwadzieścia minut później wyszedłem na zewnątrz, aby otworzyć skrzynkę na listy. Położyłem pocztę na stole, zajmując się przygotowaniem śniadania. W końcu usiadłem i zacząłem przeglądać listy, jednocześnie zjadając jajecznicę i pijąc sok pomarańczowy. Rachunki, przypomnienie o niespłaconej racie, gazeta, parę ulotek oraz list. Nie od żadnego banku ani sklepu, co mnie nieco zdziwiło. Jednak byłem jeszcze bardziej zdumiony, kiedy zobaczyłem nazwisko nadawcy. Catherine Cox. Już chyba odwykła od podpisywania się prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Ciekawe, co też mi napisała? Nie mogąc wpaść na żaden pomysł, czym prędzej otworzyłem kopertę i zgłębiłem się w treść listu.
8 lipca 1999, Wenecja

Drogi Victorze!
Kiedy ostatnio się widzieliśmy mówiłeś mi, że nie zmieniłeś miejsca zamieszkania, lecz nie zdążyłeś mi powiedzieć, jaki jest Twój numer telefonu, więc postanowiłam napisać do Ciebie list.
Pamiętasz Wenecję i pisanie tajnych wiadomości naszym szyfrem? Ten list mi to przypomina.
Teraz też jestem w Wenecji. Odbywam trasę po Włoszech. Za pół roku znów będę w trasie, tym razem w Australii. Obiecuję Ci, że napiszę do Ciebie, kiedy będę w Walii.
Piszę do Ciebie, ponieważ chcę Ci odpowiedzieć na pytanie, które mi zadałeś, zanim moi ochroniarze Cię odciągnęli. Nie, nie zapomniałam. Pamiętam Walię, pamiętam Londyn, pamiętam Paryż i Wenecję. Każdą naszą wycieczkę rowerową odtwarzam wieczorami w pamięci. Nawet jacht i wyprawy na ryby. Nie zapomniałam.
Wiem, że tego po mnie nie widać - po moim towarzystwie, ubraniach i wywiadach - lecz nie zmieniłam się. Bolało mnie, kiedy mi mówiłeś, że nie jestem taka jak kiedyś. Victorze, oboje wiele przeżyliśmy. Ja postanowiłam włożyć wszystko w osiągnięcie celu, w ten sposób radziłam sobie z wypełniającą mnie pustką. Ty natomiast postanowiłeś wypełnić marzenie Patricka.
Kiedy jednak razem z moją ekipą jadę do pubu, aby uczcić świetny występ, upić się do nieprzytomności i przetańczyć całą noc, myślę, że nie chcę takiego życia. Wolałabym być przy Tobie, razem spełniać marzenia, które snuliśmy w gondoli, a potem na jachcie. Kochałam Cię, Victorze, kochałam, kocham i zawsze będę Cię kochać. Wiem jednak, że już za późno na przeprosiny, na odbudowanie tego związku, tej misternej relacji, która nas łączyła.
Mówiłeś, że masz wszystkie moje płyty. Słyszałeś piosenkę "Never give up"? Śpiewam wtedy: "Nawet, jeśli inni mówią: przestań, to bez sensu, nie poddawaj się, nigdy nie przestawaj walczyć". Hipokrytka ze mnie, Victorze i przepraszam Cię za to. Chciałabym nigdy nie zamarzyć o życiu gwiazdy pop.
Przykro mi, Victorze. Teraz rozumiem swój błąd.
Z najszczerszymi życzeniami szczęścia,
Adrianna Vess Twoja Cath.
Czytałem raz po raz nakreślone przez nią słowa. Cieszyłem się, że nie zapomniała, że się nie zmieniła. Pamiętała o mojej i jej rodzinie, o tragedii, która nas spotkała. Pamiętała naszą miłość. Nie rozumiałem jednak siódmego akapitu jej listu. Czemu ona tak mówiła? To niezrozumiałe.
Kiedy byliśmy młodzi, uwielbialiśmy podróżować i pływać po morzu - podobnie jak nasze rodziny. Nasi ojcowie pracowali w jednej firmie, więc się przyjaźniliśmy. Jeździliśmy razem na wakacje; do Londynu, Paryża, Wenecji. Pisaliśmy do siebie zaszyfrowane liściki, żeby nasze rodzeństwo nic nie wiedziało. Przyjaźniliśmy się wtedy. Kiedy wyznaliśmy sobie miłość, mieliśmy po dwadzieścia lat. Siedzieliśmy na jachcie mojego ojca, pływaliśmy niezbyt daleko od brzegu. Tego samego dnia w jej domu, gdzie siedzieli moi i jej rodzice, a także mój brat Patrick i jej siostra bliźniaczka Isolde, wybuchł pożar. Wszyscy zginęli na miejscu.
Ostatnio spotkaliśmy się w Paryżu na jej koncercie. Było to pod koniec czerwca, pojechałem tam na wakacje. Kiedy usłyszałem o koncercie słynnej Adrianny Vess, kupiłem bilet i dla siebie. Dorwałem jeden z ostatnich, więc miałem duże szczęście. Patrzyłem na nastolatki krzyczące jej pseudonim artystyczny, wyciągające kartki i długopisy. Wbiegłem wtedy za kulisy, kiedy ochroniarz patrzył w inną stronę. Rozmawiałem z nią przez moment, zanim mnie wykopali.
Musiałem się z nią spotkać i porozmawiać. Kiedy wyjechała, aby spełniać swe wielkie marzenie, miała dwadzieścia jeden lat. Minęło więc osiem lat, odkąd spędziliśmy ze sobą dłużej niż dziesięć minut.
Otworzyłem komputer, nie zważając na to, że powinienem być za dwadzieścia minut w pracy. Wpisałem w wyszukiwarce "Adrianna Vess najbliższy koncert" i kliknąłem enter. Jednak zamiast informacji o jej koncercie wyskoczyły mi mrożące krew w żyłach hasła.
Słynna piosenkarka nie żyje!, Adrianna Vess popełniła samobójstwo i tego typu zdania ukazały się moim oczom. Nie mogąc uwierzyć w to, co widzę, kliknąłem pierwszy link. Artykuł mówił:
15 sierpnia o godzinie 19:00 policja w Wenecji wyłowiła ciało znanej wokalistki Catherine Cox, znanej raczej jako Adrianna Vess z kanałów. Dzięki monitoringowi lokalu "Złota jesień" można było ustalić, iż piosenkarka popełniła samobójstwo. Około godziny 17:00 skoczyła i nie wypłynęła już na powierzchnię.
Według policji artystka nie była szantażowana, jednak cierpiała na depresję.
Pogrzeb odbędzie się 20 sierpnia. Adrianna Vess zostanie pochowana na cmentarzu w Swansea, obok swojej rodziny.
Czytałem tę krótką notkę kilkakrotnie, nie rozumiejąc, jak to możliwe. Popełniła samobójstwo? Wczoraj? Ona nie żyje? To niemożliwe. Przecież do mnie napisała... Siódmy akapit. Równie dobrze mogłaby napisać "poddaję się. Nie wytrzymam dłużej".
Nie żyła. Gdybym był przy niej, gdybym z nią porozmawiał, może to tak by się nie skończyło. Po ośmiu latach... Ona nie żyła. Już na pewno nigdy z nią nie porozmawiam, nie dotknę jej miękkich włosów. Z moich ust wyrwał się krzyk, a ja spadłem z krzesła i upadłem na kolana.

5 komentarzy:

  1. Coś ostatnio same dramatyczne i smutne rzeczy piszesz. Przyznaję, że zaskoczyłaś mnie śmiercią tej piosenkarki. Optymistycznie i dosyć naiwnie liczyłam, iż będzie o cudownie odzyskanej miłości... a tu... ała.
    Tekst jest dobry, chociaż momentami wydawał mi się odrobinkę... sztywny? Naiwny? Nie zrozum mnie źle, miałaś naprawdę dobry pomysł,tylko jest to naprawdę krótki tekst i siłą rzeczą ten pomysł nie został rozwinięty, opisany ,,na szybko". Zabrakło mi tu troszkę emocji. Może poza ostatnim akapitem, gdzie naprawdę to do mnie dotarło i poczułam to z całą mocą- Catherine nie żyje.
    Podsumowując, tekst wydał mi się nieco sztywny i nieco niezgrabnie napisany, ale to chyba kwestia tego, że to bardzo króciutkie opowiadanie. Gdyby przerobić to na coś dłuższego, bardziej rozwiniętego, to myślę, iż naprawdę mogłoby zagrać na emocjach, tak jak poprzednia część Toyani.
    Pozdrawiam ciepło!
    Pola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no widzisz, coś mnie wzięło na takie smutne opowiadania...
      Może to też po części dlatego, że pisałam go tak trochę na szybko, żeby go jeszcze wczoraj opublikować.
      Dziękuję za komentarz! I powodzenia w pojedynku! >:3
      Pozdrawiam również! kotołaczka02

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo i nawzajem:D W ogóle to bardzo chciałam Ci pogratulować świetnego pomysłu na wyzwanie! Naprawdę, genialny:) Te sześć rękawic, każda o innym wyglądzie, ciekawe wyzwania... chylę czoła!
      Pozdrawiam ciepło!
      P.

      Usuń
  2. Dość smutne, ale ciekawe. Widać, że masz pomysł, ale czegoś mi tu brakuje...
    Nie wiem moża za mało emocji? (sama tak robie :P) nie nie krytykuje cie ;) ciekawie piszesz i czekam na twoje nowe pomysły :D (Taaa natknęłam się przypadkiem i stwierdziłam, że skomentuje no bo wiadomo no ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      Wiem, że tekst zbyt krótki, aby przekazać emocje i postaram się pisać dłuższe i lepsze opowiadania!
      Pozdrawiam, kotołaczka02

      Usuń