wtorek, 9 czerwca 2015

Przyroda i ja

Witajcie po dłu(uu)giej przerwie, spowodowanej m.in. moim wyjazdem z Polski na pięć dni, gdzie nie miałam komputera. Poza tym miałam zaplanowany czas co do minuty, aby zwiedzić możliwie jak najwięcej, więc..
Może nie będę Was zanudzać przeprosinami, bo pewnie już Wam się one znudziły, więc przejdę do rzeczy. Opowiadanie było pisane specjalnie na konkurs "Przyroda i ja" organizowany przez SP nr 1 w Kielcach. Dowiedziałam się dzisiaj, że nic nie wygrałam - nawet nie dostałam marnego wyróżnienia - więc niestety nie mogę Wam się pochwalić żadnym miejscem na podium.
Ale, ale, zanim przejdziemy do samego opowiadania, pragnę odpowiedzieć na nominację od Maddie z moznazwariowac.blogspot.com. Mówiłam już, że nie będę odpowiadać na nominacje, uznałam jednak, że nie zaszkodzi, ponieważ mam za zadanie scharakteryzować swojego ulubionego książkowego bohatera. Nie widzę sensu pisania oddzielnego postu, więc po prostu opiszę go tutaj, na samym dole, pod opowiadaniem.
Miłej lektury!

PRZYRODA I JA
Uczniowie mojej klasy z obawą patrzyli na kalendarz, a trzynasty marca zbliżał się nieubłaganie. Tak, to tego dnia mieliśmy pisać test z matematyki. Sprawdzian obejmował materiał od początku roku do dnia wczorajszego.
Wczoraj przypominałam sobie wszystkie wiadomości, a zajęło mi to trochę czasu, więc poszłam spać dość późno. Rano obudziłam się niewyspana. Spojrzałam na zegarek – siódma trzydzieści! Prędko się ubrałam, chwyciłam plecak, worek na buty i batonik, który miał mi służyć za śniadanie. Zjadłam go w biegu, a papierek rzuciłam na trawę. Na szczęście, kiedy dotarłam do klasy, pani nie zdążyła jeszcze przeczytać listy obecności.
Przerwę przed szóstą godziną lekcyjną – matematyką – wszyscy spędzili z książkami w ręku. Nawet ja trzymałam podręcznik i przepytywałam koleżankę.
- Aby obliczyć pole powierzchni siatki prostopadłościanu trzeba obliczyć pola podstawy
 i pole boczne, a później… później… - mówiła Weronika.
- Wysłów się wreszcie! – poganiałam ją. – Po prostu powiedz wzór na pole prostopadłościanu.
- No to pole całkowite równa się pole podstawy… pole podstawy razy pole boczne?
- Czy ty się w ogóle uczyłaś? Pole całkowite równa się pole podstawy razy dwa plus pole boczne.
- Ach, to miałam na myśli! – Wywróciłam oczami. Zapewne skończy się na tym, że Wera będzie ode mnie ściągać. Zauważyłam, że przyjaciółka wpatruje się w coś za mną. Odwróciłam głowę. Nieco dalej nasza wychowawczyni, pani Dąbrowska, rozmawiała
z dwoma nieznajomymi kobietami. Dziwne, nie widziałam ich wcześniej, więc nie mogły to być nauczycielki. Może wizyta z sanepidu albo kuratorium? Chociaż raczej nie wyglądały, jakby były z sanepidu. Jedna z nich miała czerwone buty na obcasie, czarne rajstopy
i spódnicę za kolana w tym samym kolorze, a także czerwony sweter, a pod nim białą bluzkę. Blond włosy spięła w kok. Jej towarzyszka nosiła brązowe buty do połowy łydek, dżinsy
 i zielony golf, a brunatne, sięgające brody włosy miała rozpuszczone. Wyglądała na nieco starszą od swojej koleżanki. Przez ramię miała przerzuconą ciemną torbę, która musiała być ciężka. Mimo oficjalnego wyglądu obce sprawiały wrażenie sympatycznych.
- Jak myślisz, skąd i po co one przyszły? – zapytałam Wery. Odpowiedział mi Mateusz, który nagle pojawił się obok nas:
- Nie pamiętasz? Pewnie przyszły ze świetlicy środowiskowej na warsztaty. W piątej klasie też tak było, tylko że przyszły inne panie. – Rzeczywiście, przypomniało mi się, jak rok temu panie z miejscowej świetlicy prowadziły warsztaty o bezpieczeństwie w Internecie. Ciekawe,
o czym będą dzisiejsze zajęcia?
- Tak czy inaczej, nie będzie testu z matmy! – zawołała Wera, po czym razem z Mateuszem udali się, aby ogłosić tę radosną nowinę innym. Czułam się trochę zawiedziona; nie po to nie spałam pół nocy, aby pisać test dopiero w poniedziałek albo nawet później! No nic, przynajmniej nie będę się musiała tyle uczyć później.
Zadzwonił dzwonek, a my weszliśmy do klasy. Zajęłam swoje miejsce w środkowym rzędzie obok Mateusza. Przed nami siedziały Wera z Idą, siostrą bliźniaczką Matiego.
Pani Dąbrowska powiedziała nam, że dzisiaj zamiast matematyki będą warsztaty z paniami
z takiej a takiej świetlicy. Kobiety się przedstawiły i powiedziały, że będą prowadzić zajęcia
o ekologii.
- Kto może mi powiedzieć – zaczęła pani Anna Małysiak, ta w zielonym swetrze – czym jest ekologia i co robią ludzie, którzy prowadzą ekologiczny styl życia? – Od razu kilka osób podniosło ręce do góry. Podczas gdy druga z nich, Ewa Koperek, pisała na tablicy drukowanymi literami słowo „ekologia”, pani Małysiak wskazała osobę, która może odpowiedzieć.
- Ekologia to dbanie o środowisko wokół nas – powiedziała Matylda z pierwszej ławki.
- Bardzo dobrze! Ekologia to dbanie o środowisko. Jak się nazywasz? – zapytała się kolejnej osoby.
- Kuba Król – odpowiedział nieco sepleniąc Kuba.
- No dobrze Kubo, co ty chcesz powiedzieć?
- Ekologiczni ludzie sortują odpady.
- Tak, doskonale! A czy ktoś wie, jak też się mówi na sortowanie odpadów? Tak, proszę?
- Recykling – odpowiedziała Marta, poprawiając okulary na nosie. Pani Koperek narysowała dwie kreski odchodzące od słowa „ekologia” i dopisała: „dbanie o środowisko” oraz „sortowanie odpadów (recykling)”. Po paru minutach na tablicy znalazły się jeszcze inne hasła: „Używanie roweru zamiast samochodu”, „Sadzenie drzew”, „Torby wielokrotnego użytku” i tym podobne.
- Dobrze. Tutaj mamy przykłady, jak można dbać o środowisko – odezwała się pani Koperek. – Zapewne większość z was robi te, hm, czynności, które tutaj wypisaliśmy. Czy ktoś wie, dlaczego są one tak ważne? – Parę osób zgłosiło się. – Proszę?
- Na przykład kiedyś, przez używanie nie ekologicznych dezodorantów, powstała dziura ozonowa… - powiedziała niepewnie Matylda.
- Tak, przez freon, zawarty w dezodorantach, ale także lodówkach, powstała dziura ozonowa. Teraz już nie produkuje się tego typu kosmetyków i chłodziarek. Ktoś ma jeszcze jakieś pomysły? Tak?
- Używanie na co dzień samochodu przyczynia się do wytwarzania smogu, a on zatruwa powietrze – zauważyła Ida.
- Tak, to prawda. Dlatego lepiej używać autobusów, czy też rowerów. Autobusy są bardziej przyjazne dla środowiska, ponieważ w jednym pojeździe zmieści się więcej, niż pięć osób. Wyobraźcie sobie: jeśli w pięciu samochodach są po cztery osoby, a każdy z tych samochodów wytwarza smog, to o ile bardziej ekologiczne byłoby, gdyby te wszystkie dwadzieścia osób pojechało autobusem? Jeden pojazd wytwarzający smog a pięć to duża różnica!
- Natomiast rowery – dodała pani Małysiak – w ogóle nie wytwarzają smogu. Co prawda jeżdżenie rowerem jest bardziej męczące niż kierowanie samochodu i mieści się na nim tylko jedna osoba, mimo to rower jest jeszcze bardziej ekologiczny niż autobus. Słucham ciebie…?
- Jakbyśmy nie wyrzucali śmieci do kosza, tylko zostawiali na ziemi, to wiele szkodliwych rzeczy dostawałoby się do gleby – powiedział Mateusz.
- Mm, masz rację. Poza tym, wiecie, że aby się rozłożyć, najmniejszy papierek po cukierkach potrzebuje aż czterystu pięćdziesięciu lat? To o wiele więcej, niż trzydzieści sekund, które poświęcamy na wrzucenie opakowania do odpowiedniego pojemnika na śmieci! Za to jeśli zapomnisz wyrzucić puszki po napoju, to zanim ona się rozłoży, minie tysiąc lat!
Słuchając tego wszystkiego, coraz bardziej było mi wstyd. Podobno już nie produkują dezodorantów z freonem, więc właściwie mnie to już nie dotyczyło, ale jeśli chodzi o smog
 i te śmieci, to tak! Nie używałam autobusu, bo rodzice mieli dwa samochody, więc nie było takiej potrzeby, a na rowerze nie umiałam jeździć. A ile ja śmieci zostawiałam na ziemi! Do tej pory się tym nie przejmowałam, przecież sprzątaczka mogła to posprzątać, ale równie dobrze mogła coś przeoczyć! Od myślenia, że taki papierek po cukierku przeżyłby mnie
i moje wnuki, słabo mi się robiło. Tymczasem do odpowiedzi zgłosił się Patryk:
- Jeśli się nie będzie sadzić drzew, to będzie coraz mniej czystego powietrza, tylko takiego,
w którym jest smog.
- Bardzo dobrze! – Pani Koperek wskazała ręką Agnieszkę, która zgłaszała się od dłuższego czasu:
- Jeśli będziemy używać toreb wielokrotnego użytku, to zaoszczędzimy!
- No… to też – odpowiedziała z uśmiechem pani Koperek. – Ale chodzi raczej o to, że nie będziemy wyrzucać i kupować bez ustanku jednorazówek, w których również są niezbyt ekologiczne substancje. Dobrze. Skoro już jesteśmy przy oszczędzaniu, to czy chciałby ktoś coś powiedzieć, co ma oszczędzanie do ekologii? – Przez moment nikt się nie zgłaszał. Postanowiłam zaryzykować i niepewnie uniosłam rękę do góry.
- Tak? – ponagliła mnie pani Małysiak.
- Gaz albo ropa naftowa należą do zasobów nieodnawialnych – zaczęłam – więc należy je oszczędzać, aby starczyło dla kolejnych pokoleń. Poza tym, jeśli będziemy oszczędzać paliwo, to będzie mniej smogu.
- Tak, bardzo dobrze. Oprócz gazu czy ropy naftowej powinniśmy także oszczędzać prąd, bo nie dość, że będziemy mieli więcej pieniędzy w portfelu, to jeszcze nasza planeta będzie zdrowsza. Teraz rozwiążemy taki test… nie bójcie się, za to nie będzie ocen! Poza tym, to nie taki zwykły test. Kiedy go rozwiążecie, będziecie wiedzieć, czy jesteście ekologiczni, czy powinniście nad tym troszeczkę popracować. – Po dzisiejszej lekcji nie musiałam rozwiązywać żadnego testu, aby się tego dowiedzieć, bo odpowiedź zapewne brzmiała: nie.
Panie rozdały każdemu kartę, na której było pięć pytań i odpowiedzi. Pytanie pierwsze brzmiało: „Jakiego środku transportu najczęściej używasz?”. Od razu zaznaczyłam odpowiedź „c” – „samochodu”. Przy kolejnym pytaniu („Czy segregujesz odpady?”) również padło na odpowiedź „c”, „nie”. Kolejne pytania i odpowiedzi wyglądały tak: „Czy używasz toreb wielokrotnego użytku? B. Czasami”, „Kiedy robisz pranie? A. Kiedy kosz na pranie się wypełni”, „O której godzinie włączasz światło? C. Około siedemnastej”. Odłożyłam długopis.
- Co zaznaczyłaś? – Od razu zainteresował się Mateusz.
- Nie twoja sprawa – odparłam nieco zbyt nerwowo.
- Spokojnie, tylko się spytałem. – Uniósł ręce w geście „poddaję się” i kopnął krzesło Idy, aby się odwróciła; chciał porównać jej odpowiedzi ze swoimi. Pewnie znowu będą mieli to samo, jak prawie zawsze. Zresztą, mieszkają w jednym domu, nie ma się czemu dziwić. Powoli sala wypełniała się coraz głośniejszymi rozmowami.
- Cisza! – krzyknęła w końcu nasza wychowawczyni, która wcześniej zajęła miejsce z tyłu klasy.
- No dobrze – zaczęła pani Koperek. – Teraz przeczytam rozwiązania. „Jeśli zaznaczyłeś najwięcej odpowiedzi A.” – przeczytała z kartki – „to znaczy, że jesteś bardzo ekologiczny. Oby tak dalej! Jeśli zaznaczyłeś najwięcej odpowiedzi B. to znaczy, że nie jest źle, ale powinieneś trochę bardziej się postarać. Jeśli zaznaczyłeś najwięcej odpowiedzi C. to znaczy, że powinieneś się bardziej przyłożyć! Pamiętaj – możesz się przyczynić do ocalenia lub zniszczenia naszej planety!”. – Pani Małysiak spojrzała na zegarek.
- No cóż, chyba możecie się już pakować. – W tym momencie zabrzmiał dzwonek. Wszyscy zerwali się z miejsc. Ostatnia godzina dobiegła końca i nareszcie można wrócić do domu.
- Dziękujemy, do widzenia! – krzyknęłam do pań zanim wyszłam.
Kiedy już byłam w drodze do domu, zauważyłam coś leżącego na ziemi. To był ten sam papierek, który rzuciłam dzisiaj rano na ziemię!
- Jeszcze nie jest za późno… - mruknęłam i podniosłam go. Skręciłam, a przed moimi oczami ukazał się plac zabaw; wokół niego było co najmniej pięć koszy na śmieci. Podbiegłam do jednego z nich i wrzuciłam go. „Przynajmniej tyle mogę zrobić”, pomyślałam i ruszyłam dalej, odrobinę weselsza niż wcześniej.

*~*~*
Ciężko mi wybrać swojego ulubionego bohatera, ponieważ każdy z nich jest niepowtarzalny. W jednym mi się podoba to, czego nie ma w tym drugim, ale w drugim też są cechy, które sprawiają, że go lubię.
Uznałam więc, że łatwiej będzie, jeśli będę wybierać postacie z moich ulubionych książek. Tych najlepszych jest dokładnie sześć, postanowiłam więc, że bohaterem, którego scharakteryzuję, będzie Momo z książki "Momo" Michaela Endego.
Momo jest małą dziewczynką, której wieku nie znamy, bo i ona nie wie, ile tak naprawdę ma lat. Mieszka w starym amfiteatrze na krańcu dużego miasta. To właśnie tam pewnego dnia mieszkańcy obrzeży tejże miejscowości ją spotkali. Przyszła nie wiadomo skąd, a o jej przeszłości wiadomo jedynie tyle, że była kiedyś w miejscu z kratami w oknach, gdzie bito dzieci, ale stamtąd uciekła.
Momo chodzi w spódnicy sięgającej kostek i uszytej z łatek, za dużej męskiej marynarce z wieloma kieszeniami... i właściwie tyle można powiedzieć o jej stroju. Butów nie nosi. Ma czarną czuprynę, która pozostaje w wiecznym nieładzie, a także duże oczy.
Mieszkańcy obrzeży miasta od razu pokochali dziewczynkę. Uwielbiali u niej przesiadywać godzinami. Sprawiał to jej niezwykły talent. A cóż takiego potrafiła Momo? Momo umiała słuchać. Każdy umie słuchać, możecie powiedzieć. To prawda, jednak ona robiła to inaczej niż wszyscy. Samą swoją obecnością potrafiła sprawić, żeby każdemu rozwiązał się język. A podczas mówienia do Momo, ten kto był smutny - stawał się szczęśliwy, ten, kto miał dylemat - od razu wiedział, jaką podjąć decyzję, ten, kto nie widział sensu swojego życia - zaraz odzyskiwał pogodę ducha.
Nie chcę nic więcej zdradzać, aby nie powiedzieć zbyt dużo, więc musicie się zadowolić tymi zdawkowymi informacji o niesamowitym dziecku, jakim było Momo.

8 komentarzy:

  1. Uważam, że twoje opowiadanie konkursowe zasłużyło choćby na wyróżnienie. Mnie w każdym razie bardzo się podobało. Tak samo jak charakterystyka Momo. Aż przeczytam książkę z ciekawości.

    moznazwariowac.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Osobiście również myślałam, że mi dobrze pójdzie, a jednak jurorom najwyraźniej nie spodobała się moja praca... lub po prostu znalazły się lepsze ;)
      Gorąco polecam. Jeśli już przeczytasz "Momo", to koniecznie sięgnij po "Nie kończącą się historię" tego samego autora. Jest świetna, a film ucina się właściwie w połowie książki. Jak chcesz, to mogłabym Ci je pożyczyć :)
      Pozdrawiam! kotołaczka02

      Usuń
  2. Szkoda, że nic nie udało Ci się zdobyć... opowiadanie jest przyjemnie, zgrabnie napisane, z morałem. Chociaż niewiele się w nim dzieje, mówiąc szczerze, nie ma w nim niczego zaskakującego, czy specjalnie wciągającego. To taka lekka, poprawna opowiastka z morałem, której akcja toczy się na zajęciach o ekologii. To oczywiście nie znaczy, że praca jest zła, uważam, że na wyróżnienie zasłużyła, właśnie za płynącą z tekstu lekcję i przyjemny styl:)
    Czytałam kiedyś Momo! Świetna książka, naprawdę dobrze się ją czytało. No i daje trochę do myślenia. Muszę ją sobie przypomnieć. Fajna charakterystyka, podoba mi się:D
    Pozdrawiam ciepło!
    Pola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, może następnym razem się uda. Mówi się trudno i tyle.
      Ano dziękuję, dziękuję *kłania się nisko*. Starałam się w tym zawrzeć morał, bo głównie o to w tym konkursie chodziło, nie przejmowałam się zbytnio zwrotami akcji.
      Co nie, że fantastyczna? Jedna z moich ulubionych!
      Pozdrawiam również! kotołaczka02

      Usuń
  3. No no, muszę przyznać, że masz dobrą rękę do pisania ;) Bardzo przyjemnie i lekko się to czyta. Nie brakuje ciekawych opisów otoczenia, o czym wszyscy przeważnie zapominają w swoich pracach, powinnaś częściej brać udział w konkursach literackich, bo naprawdę się opłaca. Ja ostatnio dostałam wyróżnienie za napisanie opowiadania. W nagrodę 15 finalistów pojechało do Warszawy z rodzicem i nauczycielem, zupełnie za darmo, wszystko było opłacone- hotel, wyżywienie i przeróżne atrakcje, do tego dostaliśmy na miejscu mnóstwo upominków,osoby, które zajęły pierwsze trzy miejsca dostały tablety i wycieczkę do Brukseli . Na moim blogu jest relacja z całego pobytu w Warszawie. Naprawdę gorąco zachęcam do udziału w konkursie "Jestem szefową", odbywa się on co roku ;)
    http://przygody-mileny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa ;)
      Gratuluję! Ja sama praktycznie w ogóle nie biorę udziału w tego typu konkursach, ponieważ nie mam od kogo się o tym dowiedzieć. Ciężko szukać wszystkiego na własną rękę, a moja polonistka... cóż...
      Musiało być super! I dzięki za info o tym konkursie. Poczytam tu i tam, a może nawet napiszę na nie opowiadanie :)
      Na pewno zajrzę do Ciebie!
      Pozdrawiam! kotołaczka02

      Usuń
  4. To opowiadanie też bardzo mi się podobało i też jestem po wrażeniem tego, jak z nudnego i wałkowanego miliony razy tematu można napisać coś, co nie będzie odpychające, ale wręcz przeciwnie – przedstawione w ciekawy sposób.
    Szczerze mówiąc, jako osoba idąca w kierunku biologii i chemii, powinnam interesować się takimi tematami. To czego nienawidzę najbardziej to jednak właśnie ekologia... jako dziedzina nauki oczywiście. Matulu, nie znoszę tych wszystkich powiązań między organizmami i tego wszystkiego... na samo słowo przechodzi mnie dreszcz. Jeśli podpiąć pod to ochronę środowiska – ekologię w potocznym znaczeniu... jest już odrobinkę lepiej, bo jednak warto interesować się tym, co możemy zrobić dla dobra natury i organizmów zamieszkujących naszą planetę. Nie chodzi o to, że nie staram się nic robić dla środowiska... nie, nie, nie o to chodzi. Po prostu sam termin mnie odrzuca. Ekologia. Grrr. Że też ja się muszę o tym uczyć...
    Aż dziwię się, że nie dostałaś żadnego wyróżnienia. Olej ich, nie znają się i tyle. xD
    Całuję! :**
    Eveline

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, kiedy zobaczyłam temat pomyślałam: "O matko, co ja mam napisać?", ale później jakoś poszło i powstał ten tekścik :)
      Ja znam tylko ekologię pod względem segregowania itd., więc na razie mi ona nie straszna... na razie. Zobaczymy, co będzie potem!
      Aj, mówi się trudno i żyje się dalej... będzie mnóstwo innych konkursów, a zresztą nie można od samego początku spoczywać na podium ;)
      Pozdrawiam! kotołaczka02

      Usuń