wtorek, 28 lipca 2015

Kolory tęczy zabarwione na czarno

Witajcie po długiej przerwie! Dzisiaj będziecie mogli przeczytać opowiadanie końcowe napisane na obozie literackim. Temat brzmiał "Zabarwione" i do tego hasła trzeba było napisać opowiadanie.
Miłej lektury!
Samochód powoli zwalniał, aż w końcu się zatrzymał. Aniela wyjęła słuchawki z uszu i spojrzała przez okno. Stali przed dużą bramą, za nią widać było drogę ze żwirku, drzewa rosnące wzdłuż niej oraz sporych rozmiarów budynek, do którego prowadziły schody mogące mieć z trzysta stopni. Gmach hotelu wyglądał ciekawie z tą swoją góralską stylizacją połączoną z nowoczesnością, chociaż według Anieli nie wyglądało to najlepiej. W oczy rzucał się napis: „Hotel Puszcza”, a także cztery gwiazdki, które znajdowały się poniżej.
Tata otworzył okno i przyłożył kartkę z kodem kreskowym do czytnika. Brama powoli zaczęła się otwierać.
– Pojedziemy do Krakowa chociaż na jeden dzień? – spytała błagalnie Aniela.
– Ile razy mam ci mówić, że nie? – odburknął ojciec. – Nie wystarczy ci, że pójdziesz do Zakopanego?
– Stefan, proszę… – próbowała go uspokoić Edyta.
Brama otworzyła się na tyle, że mogli przez nią wjechać.
– Kasi nie przeszkadza, że nie pojedziemy do Krakowa – odparł.
Jej siostra przyrodnia, która siedziała obok, westchnęła cicho. Aniela wiedziała, że Kasię również męczy to ciągłe porównywanie, mimo to nie mogła przestać patrzeć na nią tak, jakby była lepsza.
Jechali dalej w milczeniu. Żwirowa dróżka w pewnym momencie się rozwidlała. Ojciec skręcił i znaleźli się na parkingu. Zaparkowali i nareszcie mogli wyjść z samochodu. Aniela z ulgą się przeciągnęła. Wyjęła swoją torebkę i zamknęła drzwi. Ojciec już otwierał bagażnik. Wyjął najpierw walizkę Kasi, potem Anieli, a na końcu swoją i Edyty. Chwycili bagaże i udali się w stronę hotelu.
Wkrótce stali w lobby, a ojciec i Edyta rozmawiali z recepcjonistką. Aniela i Kasia usiadły na kanapie. Środek hotelu już nie wyglądał góralsko. Było to jasne, przestronne pomieszczenie, pośrodku którego znajdowało się stanowisko recepcjonistki. Pod ścianami stały dwie kanapy, stolik, wielkie donice z roślinami, stojak na gazety oraz automat z przekąskami. Za kanapą, na której siedziały, było duże okno zajmujące blisko połowę ściany. Po chwili dorośli wrócili do dziewczyn, a później udali się z nimi do windy. Mieli pokoje na ostatnim piętrze, czyli trzecim. Dwa pokoje dwuosobowe na ostatnim piętrze czterogwiazdkowego hotelu siedem kilometrów od Zakopanego w środku lasu musiały być drogie, o czym ojciec przypomniał Anieli, kiedy ta po raz pierwszy wspomniała o Krakowie. „Ja tylko chciałam pojechać do miasta Wisławy Szymborskiej”, pomyślała.
Zepchnęła te myśli na bok. „Nie bądź egoistką”, skarciła samą siebie.
Pokój jej i siostry przyrodniej był nawet przytulny. Dwa łóżka przedzielone stolikiem nocnym, nad nimi długa półka, na ścianie równoległej lustro i wieszaki, obok drzwi balkonowe i okno. Po lewej stronie jednego z łóżek były drzwi wejściowe, natomiast drzwi do łazienki znajdowały się na ścianie po prawej stronie drugiego łóżka. Ściany zostały pomalowane na żółty, wyblakły kolor, a na drewnianej podłodze leżał dywan w kształcie owalu. Aniela postawiła swoją walizkę obok łóżka przy łazience i padła na nie.
– Ja chciałam to łóżko… – wymamrotała dziewięciolatka.
– Trudno.
– Aniela! – krzyknęła błagalnie.
– Naprawdę ci na tym zależy? Córeczka tatusia musi mieć wszystko najlepsze, prawda? – odparła Aniela niezbyt miłym tonem.
Kasia przez chwilę milczała.
– Przecież wiesz, że to nie moja wina – mruknęła z wyrzutem.
– Wiem, przepraszam. Jak już tak bardzo chcesz, to bierz to łóżko.
Nie zaprotestowała, więc Aniela zlazła z posłania i zajęła to drugie. To wszystko zaczynało ją męczyć. Miała wrażenie, że młodsza dziewczyna ją wykorzystuje, chociaż wiedziała, że ona by tego nie zrobiła. Starsza z sióstr leżała plecami do góry, potem jednak wstała i zaczęła się rozpakowywać.
***
Trzeciego dnia pobytu w hotelu jej ojciec, Edyta i Kasia pojechali do Narodowego Parku Tatrzańskiego, a Anieli udało się wybłagać, że zostanie na miejscu.
Siedziała na kanapie w recepcji.
– Jak masz na imię? – usłyszała.
Podniosła głowę znad książki, nad nią stał jakiś chłopak. Miał trądzik, podobnie jak ona, czarne włosy obcięte po wojskowemu, duże niebieskie oczy i orli nos, a także kwadratową szczękę. Był ubrany w czerwoną bluzę, jeansy i zielone tenisówki. Na pierwszy rzut oka wydawał się być w jej wieku.
– Aniela – odparła nieco zdziwiona.
– A ile masz lat? – spytał nieznajomy.
– Skąd te pytania? – odpowiedziała pytaniem na pytanie.
– Znasz Igrzyska Śmierci?
Obcy najwyraźniej nie zamierzał przestać ją wypytywać, więc udzieliła mu odpowiedzi:
– Owszem, to jedna z moich ulubionych serii.
– Więc zagrajmy w prawda-fałsz. Teraz twoja kolej. – Zdziwiła się. Widać jej rozmówca był śmiały.
– No dobrze. Chcesz usiąść.
– Prawda. – Usiadł obok niej. – Masz czternaście lat.
– Fałsz. Mam piętnaście. Ty również masz piętnaście lat.
– Fałsz. W lutym skończyłem szesnaście. Chcesz poznać moje imię.
– Prawda.                           
– Więc mam na imię Arek.
Z dalszej rozmowy dowiedziała się, że Arek przyjechał z Radomia, spędza wakacje ze starszym bratem, młodszą siostrą i rodzicami, że odkąd przyjechała widywał ją na korytarzach, że wyjeżdża za tydzień, że lubi czytać książki, ale woli oglądać filmy i że w wolnym czasie gra w piłkę, pływa i zajmuje się chemią oraz biologią. Ona wyznała mu, że jest z Kielc, przyjechała do hotelu z siostrą przyrodnią, ojcem i macochą, wyjeżdża za dwa dni, również lubi czytać książki, ale woli poezję, oprócz pisania wierszy tańczy i projektuje ubrania, a z chemii i biologii jest słaba.
W pewnym momencie Arek popatrzył na okno.
– Tęcza – zauważył.
Aniela odwróciła się. Rzeczywiście, na niebie znajdowała się tęcza. To zjawisko przypomniało o czymś dziewczynie.
– Poczekasz tutaj chwilę? – zwróciła się do towarzysza.
Ten skinął głową. Wstała i udała się do windy. Parę minut później była już w swoim pokoju i przeszukiwała szafkę nocną. Miała ten zeszyt gdzieś tutaj… Wyjęła piórnik i dwa tomiki wierszy Szymborskiej, aż w końcu wygrzebała to, czego szukała.
Zeszyt sześćdziesięciu dwu kartkowy mający na okładce kucyka z „My Little Pony”. Otworzyła go na pierwszej stronie. Widniał na niej malunek, który wykonała, kiedy miała cztery lata. Były to pionowe, grube linie wykonane mieszanką siedmiu kolorów tęczy i czarnego. Na dole widniał dopisek: „Kolory tęczy zabarwione na czarno. Aniela, 16.05.2004”.
Westchnęła ciężko. Od tamtego czasu minęło przeszło jedenaście lat, więc wspomnienie było niewyraźne, mimo to dziewczynie przypomniało się, że dostała ten zeszyt od babci i tego samego dnia wykonała rysunek u niej w domu. Babcia nadal żyła i była dla niej najdroższą członkinią rodziny. Często do niej przychodziła, kiedy była mała, nieraz też u niej nocowała. Te pierwsze cztery lata życia były ciężkie, ale powoli odchodziły w zapomnienie. Zresztą to była przeszłość, a chociaż matka i ojciec nie żyli w zgodzie, ona sobie dobrze radziła.
Nie wiedząc do końca, dlaczego to robi, zamknęła szafkę i wyszła z pokoju razem z zeszytem. Arek nadal czekał na nią tam, gdzie wcześniej. Usiadła obok niego i pokazała mu notes.
– Co to jest? – spytał.
– Zeszyt – odparła iście inteligentnie Aniela. Otworzyła go i pokazała nowopoznanemu koledze. – Podobna do tej na niebie?
Chłopak milczał. Zerknął na nią niepewnie, przez co dziewczyna od razu pożałowała swojej decyzji. Znała go od może dwudziestu minut, a pokazuje mu obrazki, które rysowała, zanim nauczyła się mówić pełnymi zdaniami.
– Pomysłowe – stwierdził po chwili chłopak. – Ładne pismo – dodał.
– To moja babcia – wyjaśniła. Skinął głową.
– Mogłabyś napisać do tego wiersz – podpowiedział jej.
– Niegłupi pomysł. – W jej głowie już zaczęły pojawiać się słowa, które się rymowały i mogłaby ich użyć.
W tym momencie do holu wpadła wysoka kobieta. Była podobna do Arka. Przez ramię miała przewieszoną torbę, a w ręce ręcznik.
– Arek, gdzieś ty poszedł? Mieliśmy iść na basen – skarciła go.
– Jasne, już idę – mruknął i wstał. – To… do zobaczenia.
– Do zobaczenia – odparła.
Śledziła go wzrokiem, aż zniknął jej z oczu.
***
Spotkała Arka także następnego dnia i kolejnego, a tego ranka, gdy miała wyjeżdżać, dał jej swój numer telefonu i zapisał, pod jakim nazwiskiem można go znaleźć na Facebooku. Jadąc do domu, myślała o tym, że być może znalazła przyjaciela z innego miasta, a połączyła ich tęcza zabarwiona na czarno.

8 komentarzy:

  1. Hej! I oto mamy kolejny wytwór Kotołaczki! :) prawdę mówiąc, to opowiadanie troszkę mnie zmęczyło. Znaczy, czytałam je z zaciekawieniem (zwłaszcza kiedy pojawił się tajemniczy Arek), ale, wydaje mi się, że w tak krótkim opowiadaniu nie potrzebnych jest tyle opisów - pokojów, hotelu, ubioru chłopaka, bo człowiek nic z nich nie wyciąga (są przecież dosyć powierzchowne i opisują rzeczy bardzo zwyczajne, które łatwo sobie samemu wyobrazić i bez opisów), a lekko męczą. Myślę, że poznając Arka najmniej potrzebna była nam wiedza, że ma trampki, w sumie czytelnik obyłby się też bez wiedzy, że między lóżkami sióstr jest szafka. Ale to ten. Tylko moje zdanie. Czytałam sobie ostatnio taki poradnik - Spisek Pisarzy i tam właśnie pisano, że nie trzeba się nad takimi nieistotnymi rzeczami rozwodzić. Mimo wszystko opowiadanie było miłe :) a Arek podbił moje serce swoją otwartością i szczerością! Czyżbyś zaczytywała się w wierszach Wisławy Szymborskiej?
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się opisywać tylko miejsca, w których później będzie przebywać Aniela - a był to akurat hol i jej pokój. I mówiąc szczerze, szafka była potrzebna - w końcu to z niej główna bohaterka wyciągnęła swój zeszyt ;)
      Nie, nie czytam jej wierszy, prawdę mówiąc - w ogóle nie znam się na poezji :) Jedynie ta śpiewana :) Właściwie to dodałam Wisławę głównie po to, by Aniela miała jakiś pretekst, by upierać się przy wyjeździe do Krakowa.
      Pozdrawiam również! kotołaczka02

      Usuń
    2. Wiadomo, bez opisów też byłoby ciężko. Sama lubię książki barwnie napisane z opisami właśnie, bo tylko na dialogach książka opierać się nie może! :D miałam bardziej na myśli. Ach! Nie wiem właśnie jak zgrabnie ująć to w słowa, więc może tylko wrzucę link do strony Spisku. Niemniej jednak bardzo lubię Twoje opowiadania :) W Spisku pewien pan fajnie napisał, że opisując kawiarnię nie trzeba pisać, że były tam stoliki i ludzie sączący kawę, to przecież oczywiste, a prędzej skupić się na odczuciach, klimacie, zapachu itd. To ten. Ukłonik. I czekam na następne opowiadanko! :)

      Usuń
    3. Zapomniałam o linku. Wybacz, gapa ze mnie! :| http://spisekpisarzy.pl/

      Usuń
  2. Witaj!
    O matulu... ile ja bym dała, żeby spotkać chłopaka, który podszedłby do mnie i z miejsca zapytał o Igrzyska Śmierci... a potem grał ze mną w prawda-fałsz... Przecież to byłoby spełnienie marzeń... *.* I jakby lubił biologię i chemię... ♥ Ach... ideał. xD
    No i co Ty zrobiłaś? Rozmarzyłam się... ;D
    Opowiadanie bardzo ciekawe, takie typowo w Twoim stylu. Polubiłam Anielę i Arka... zawsze marzyłam o tym, żeby na wyjeździe spotkać kogoś, kto czyta lub interesuje się tym co ja. A mam takiego peszka, że mi się to nie zdarza. ;c (Na szczęście na co dzień spotykam takich ludzi, więc się wyrównuje. xD) Może dlatego jakoś takoś się z nimi utożsamiłam. ;D
    A co do nadmiernej ilości opisów, na które uwagę zwróciła Sia Siaa. Często jest tak, że to, co podoba się autorowi, niekoniecznie musi przypaść do gustu czytelnikom. Zwłaszcza ma to miejsce w kwestii opisów. Jedni narzekają, że za dużo... inni, że za mało. Dlatego trzeba starać się to jakoś wypośrodkować i pisać tak, żeby nie przesadzić ani z opisem, ani z dialogami. Jak dla mnie dobrze Ci to wyszło, ale jak wspominałam wcześniej, każdy może mieć inne wrażenie i jest to całkiem naturalne.
    Nie wiem, czy to tylko moja jakaś fanaberia, czy nie, ale mnie zazwyczaj męczy 80% opisów otoczenia, które czytam. Mogę czytać różnorakie opisy, ale nie takie, kiedy ktoś opisuje kolory kwiatków w doniczkach, albo las, pola... no miejsce akcji. Chyba po prostu lubię mieć jakiś margines wyobraźni, kiedy autor nie prowadzi mnie za rączkę, pokazując każdą szafeczkę czy zasłonkę w pokoju. Może to dlatego u mnie jest tak mało takich opisów. xD Wolę machnąć coś o wyglądzie bohatera, czy rozmyślania bohaterki. Takie dziwadeło...
    Pozdrawiam serdecznie! ;*
    Eveline

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, może kiedyś tak się stanie ;)
      No tak, za dużo opisów to źle, zresztą za mało również. Poza tym ja na przykład nie lubię czytać opisów, ale jakoś ich pisanie mi wychodzi.
      Niektórzy lubią opisy, inni dialogi, a wszystkim się nie dogodzi ;D
      Pozdrawiam również i dziękuję za komentarz! ^^ kotołaczka02

      Usuń
  3. Wprawdzie czytałam już to opowiadanie, ale komentarz oczywiście piszę:D
    Więc tak: opowiadanko jest zacne, a dialog Arka i Anieli naprawdę fajny, taki zgrabny. Tak jak Eveline nieźle się rozmarzyłam. Fajnie by było spotkać takiego Arka i zagrać z nim w ,,Prawda- fałsz":D
    A co do opisów- ich ilość specjalnie nie razi, acz tak dokładny opis pokoju, w którym odbywała się jedna scena nie jest niezbędny. Chociaż mówię- mi to w żaden sposób nie przeszkadzało:)
    Tekst jak zwykle czyta się lekko i przyjemnie. Jestem ciekawa, czy przyjaźń głównych bohaterów przetrwała:)
    Pozdrawiam ciepło!
    Pola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, popracuję nad tymi opisami. Chyba rzeczywiście daję ich za dużo ;)
      Cieszę się, że Ci się podobało :)
      Pozdrawiam również! kotołaczka02

      Usuń