piątek, 14 sierpnia 2015

Pięć etapów w życiu książki

Taaak... witajcie! Cześć, czołem, kluski z rosołem! Dzisiaj prezentuję Wam opowiadanie trochę dziwaczne, trochę ciekawe, w każdym razie mam nadzieję, że Wam się spodoba.
Zanim jeszcze przejdziecie do czytania, powiem tylko, że na pomysł wpadłam podczas czytania "Domu Hadesa" i pierwotnie tekst miał wyglądać trochę inaczej, ale wyszło, jak wyszło.
Tekst możecie także przeczytać tutaj ---> Strona Pisarzy Amatorów na Facebooku. (Ale tamta wersja jest jakaś popsuta, jestem pewna, że nie wysłałam im tylu błędów... ech, nieważne. W każdym razie polecam ich stronkę, dużo tam ciekawych postów. Zresztą bloga też mają - link do niego możecie znaleźć w zakładce "Kontakt i linki").
Zapraszam do czytania :)


Etap pierwszy: kupno
     Ktoś przesunął ostrym paznokciem po grzbiecie książki, budząc z głębokiego snu kobietę odzianą na czarno.
     Nie mogła jednak ziewnąć, bo ktoś jej się uważnie przyglądał. Młoda twarz znajdowała się bardzo blisko niej, przypatrując się ozdobnym literom, samej kobiecie i jej kotu, a także małemu symbolowi wydawnictwa na samym dole.
     – Hej – wyszeptała namalowana kobieta do namalowanego zwierzęcia. – Obudź się.
   Rudobrązowy kot opierający na jej ramieniu obie łapy i spoglądający na potencjalnego oglądającego z lekką pogardą rozbudził się. Teraz oboje zamarli, czekając na kolejny ruch człowieka.
     Człowiekiem okazała się nastolatka. Z błyskiem w oczach podziwiała grzbiet książki, a już po chwili wyciągała po nią dłoń. W następnym momencie dziewczyna już czytała opis z tyłu okładki.
     Namalowane na okładce postaci poruszyły się. Trwały w długim bezruchu, oj długim. Ostatnio ktoś przeczytał opis powieści dwa dni temu. To dzieło cieszyło się powodzeniem, ale akurat tego egzemplarza nikt nie zamierzał kupować! To pewnie przez to, jak potraktował go pracownik sklepu. Nieumiejętnie ustawił na półce, przez co zagiął się jeden z rogów. Jak można takiego człowieka zatrudniać tam, gdzie sprzedaje się książki? Książki, o które trzeba dbać i je szanować? Rudobrązowe zwierzę prychnęło z oburzenia.
     – Cicho – skarciła go jego właścicielka. Stała tyłem do obserwatora, jedynie głowę zwróciła do przodu. W ramionach trzymała właśnie tego kota. Nad tą dwójką połyskiwał tytuł, a jeszcze wyżej można było ujrzeć dwie armie stojące naprzeciw siebie na rozległym polu. Całość utrzymana była w mrocznych barwach.
     Czytelniczkę najwyraźniej zaintrygował opis, ponieważ otworzyła książkę. Przeczytała pierwszą stronę, potem drugą, trzecią...
    – Jeśli chcesz czytać, to kup tę książkę. – Dziewczę zamknęło tomisko, a oczom namalowanym postaciom okazał się pracownik sklepu. Spoglądał gniewnie na mola książkowego, który teraz ze strachem odparł:
    – Dobrze, proszę pana, już idę do kasy. – Rzeczywiście skierowała swoje kroki w jej stronę. Już po chwili nowe czytadło wylądowało w jednorazowej torebce.
Etap drugi: prolog i pierwsze rozdziały
     Jednorazowa torebka wylądowała na łóżku. Usiadła na nim także nowa właścicielka. Tajemnicza pani z okładki zlustrowała szybko pokój, w którym się znajdowała.
     – Nie trafiliśmy najgorzej – wymamrotała do kota. – Ma dosyć pokaźny regał.
     – Zapełniony? – spytało zwierzę.
     – Do trzech czwartych.
    – Wybornie – skwitowało zwierzę. Nie mieli jednak zbytnio możliwości na rozmowę, ponieważ dziewczyna przyłożyła im palce do głów. Nie było to wygodne dla kota i jego właścicielki, ale nie było innej możliwości, jeżeli ktoś chciał przeczytać tę opowieść – musiał przecież jakoś trzymać książkę.
     Czytelniczka leżała na brzuchu, wgłębiając się w treść powieści, przez około dziesięć minut. Później wstała, zostawiła książkę na łóżku i wyszła na moment. Wróciła już z jabłkiem w dłoni. Dalsza część wieczoru przebiegała spokojnie – młoda osóbka co jakiś czas prychała rozbawiona, albo wzdychała (raz z rozmarzenia, raz przez głupstwa popełniane przez bohaterów).
     Tak minął prolog i pięć rozdziałów.
     – Nikola! Kolacja! – słychać było z pokoju obok.
   – Zaraz, skończę rozdział – mruknęła dziewczyna. Wkrótce jednak musiała odłożyć książkę. Odziana w czerń kobieta i jej zwierzak zostali sami w ciemnym pokoju.
     – Niezła jest – powiedziała dama.
     – Używa zakładek – zauważył futrzak.
     – I przeczytała prolog i sześć rozdziałów w godzinę. Naprawdę mogliśmy trafić gorzej.
     – Szkoda tylko, że je przy czytaniu. To jest okropne.
     – Fakt, ale to jabłko. Przynajmniej nie ciasteczka czy coś innego, co mogłoby zostawić okruszki.
     – Zaczyna się od jabłka, a kończy na kurczaku. Wiesz, ile soku z owoców leci na strony?
     – Och, uspokój się. Zawsze dostrzegasz najgorsze strony.
    – Wydrukowano nas dopiero trzy miesiące temu, a ty już mówisz do mnie tak, jakbyśmy się znali wieczność.
     Kocisko wywróciło oczami. Oparło głowę na ramieniu kobiety i zamknęło oczy.
Etap trzeci: kolejne rozdziały
     Następnego dnia Nikola rano wstała, ubrała się i zjadła śniadanie, po czym wyszła.
     – I tak będziemy tu tkwić przez resztę dnia? – spytał kot po dwóch godzinach.
     Usiadła na nich mucha, zaczął padać deszcz, ale oprócz tego nie działo się nic ciekawego. Godziny mijały, a Nikola nie wracała.
     – Zapomniała o nas – mruknęło zwierzę z okładki.
     – Nie mów tak. Za niedługo wróci – odparła kobieta. W jej głosie słychać było niepewność.
    – Skoro skończyła rozdział szósty, to musi być na stronie sto dwudziestej trzeciej. Akcja została zawieszona w takim punkcie, że ona musi przeczytać resztę książki! Nie może nas zostawić!
     – Mylisz rozdział szósty z siódmym. Uspokój się, wkrótce z powrotem będzie w domu.
     Musiały minąć jeszcze dwie godziny, zanim dziewczyna znalazła się w swoim pokoju. Namalowane postacie odetchnęły z ulgą, dopóki nie zauważyły drugiego człowieka. To również była nastolatka, mniej więcej w wieku czytelniczki. Siadły na podłodze obok łóżka, wyjęły zeszyty i podręczniki ze swoich plecaków i zaczęły coś pisać. Co jakiś czas jedna wyjaśniała drugiej jakąś zawiłą kwestię. Kot i jego właścicielka nie mieli umysłów ścisłych, wobec tego z niezrozumieniem śledzili to, co się działo przed nimi.
     Do domu weszła dorosła, nader wysoka kobieta, która wpadła na moment do pokoju przywitać się z dziewczynami. Te odłożyły na bok plecaki i przesiadły się: Nikola siedziała na łóżku, jej koleżanka na krześle od biurka. Zaczęły rozmawiać, a poruszały tak wiele tematów, że futrzak z książki zaczął się niecierpliwić.
     – To chyba jakieś jaja – wymamrotał.
     Nastolatki jednak nie zważały na tom leżący na półce obok łóżka. Długo później, kiedy przyjaciółki zaczęły przeglądać coś na laptopie, Nikola po raz pierwszy spojrzała na książkę. Damie w czerni wydało się, że widzi w jej oczach tęsknotę czy też zniecierpliwienie, ale dziewczyna powróciła do poprzedniego zajęcia.
     Słońce zaczęło zachodzić, kiedy dziewczyny wreszcie wstały. Obie wyszły z pokoju.
     – Jeśli tak będzie codziennie – stwierdził kot – to ja stąd uciekam. Nie żartuję.
     – Jak masz zamiar stąd uciec? Zresztą to nawet lepiej. Dziewczyna nie jest introwertyczką.
     – Jak to: lepiej? W takim tempie skończy tę książkę za dwa tygodnie!
     – Przypominam ci, że przeczytała już sto dwadzieścia trzy strony, a ten tom liczy sobie czterysta siedemdziesiąt osiem.
     W tym momencie do pokoju wrócił mól książkowy, a pierwszym, co zrobiła, było wzięcie woluminu do ręki i otworzenie na odpowiednim fragmencie.
     Znów rozpoczął się maraton westchnięć, prychnięć, chichotów i gniewnych pomruków. Kolejny wieczór upłynął przy pokonywaniu kolejnych stron dzieła amerykańskiej pisarki. Para z okładki bynajmniej nie czuła się już zapomniana, czy też pominięta.
     Trwało to już tak dobre pół godziny, gdy Nikola gwałtownie wessała powietrze. Uniosła wysoko brwi, następnie wydała ciche ,,nie", a na sam koniec zamknęła księgę z hukiem i odstawiła na jej miejsce.
     Pani i kocur zerknęli niepewnie na dziewczynę, która rzuciła poduszką o podłogę. Jednocześnie otworzyły się drzwi i do środka wszedł mężczyzna, jeszcze wyższy od kobiety, która wcześniej witała się z Nikolą.
     – Cześć... co się stało? – powiedział. Jego wzrok przeniósł się z poduszki na dziewczynę, a potem z kolei na książkę. – Och. Czyżby ten nowy nabytek był tak emocjonujący?
     – Oni zawsze to robią! – odparła z wyrzutem czytelniczka. – Nie można się przywiązać do żadnego bohatera, bo prawdopodobnie później on zginie!
     – A kto taki umarł? – zapytał z zaciekawieniem.
     – Nie znoszę tej autorki! – ciągnęła dalej, jak gdyby nie usłyszała pytania. – Zdołałam w dwieście stron polubić brata głównej bohaterki, był moją ulubioną postacią, a teraz co?
     ,,Dwieście szesnaście, w gwoli ścisłości", przeszło przez myśl kotu.
     – Chodź, to opowiesz mi wszystko – stwierdził dorosły. Dziewczyna opuściła pokój. Nastała w nim ciemność; jedynym źródłem światła było to z przedpokoju, sączące się przez szparę pomiędzy drzwiami a framugą.
     – No nieźle – stwierdziła kobieta.
     – Przynajmniej nie płakała – odparł rudobrązowy pupil.
     – Nie mogła aż tak przywiązać się do postaci w ciągu tylu stron.
     Upłynął kolejny dzień.
     Następny był podobny do poprzedniego: Nikola wyszła, nie wracała przez kilka godzin, wróciła, przeczytała rozdział, znów zniknęła, ponownie przyszła, przeczytała jeszcze dwa rozdziały, zjadła kolację z rodzicami i prawdopodobnie obejrzała z nimi film, a potem poszła spać.
     Jednak kolejny dzień różnił się od poprzednich.
Etap czwarty ostatnie rozdziały i epilog
     Była to sobota.
     Przez cały ranek trójka domowników sprzątała dom: wszyscy latali ze ścierkami do kurzu, odkurzali dywany, myli podłogi, a wysoka kobieta (parka z okładki dowiedziała się, że jest mamą i Irenką, natomiast wysoki facet był tatą i Dominikiem) umyła nawet okna. Rozlegał się odgłos pracującej pralki. W skrócie: duże zamieszanie.
     Nikoli w przerwie między sprzątaniem i obiadem udało się przeczytać półtorej rozdziału. Udało się też jej wrócić w ciągu dwudziestu minut.
     – Co tak szybko? – spytała mama w sąsiednim pokoju.
     – Muszę czytać dalej! – powiedziała tylko i zamknęła drzwi. Znów mogła pogrążyć się w lekturze.
Dziewczyna coraz rzadziej okazywała rozbawienie, za to coraz częściej pokazywała, że napięcie jest naprawdę wysokie. A na stronie trzysta dziewięćdziesiątej ósmej...
      ...na stronę trzysta dziewięćdziesiątą ósmą spadła łza.
     Dreszcz przebiegł po ciele pani w czerni i jej kota. Ten z trudem powstrzymał się od donośnego miauknięcia. ,,No ja rozumiem", myślał (i jednocześnie ubolewał nad tym, że nie może się podzielić swoimi myślami z towarzyszką), ,,że można się książką wzruszyć czy coś, zresztą osoby, które w ogóle nie płaczą przy książkach są podejrzane, ale mogłaby trzymać te swoje wilgotne oczy z dala od papieru!".
     ,,Naprawdę mi jej szkoda", myślała tymczasem kobieta (i jednocześnie ubolewała nad tym, że nie może się podzielić swoimi myślami z towarzyszem), ,,jednak to już jest lekkie przegięcie!".
Nikola nie znała przemyśleń dwójki namalowanych postaci, ale nawet gdyby je znała, to chyba by się nimi niezbyt przejęła. Pogrążona była w głębokim smutku po tym, co się stało w książkowej twierdzy, nie próbowała nawet otrzeć oczu. Nadal czuła urazę do autorki za to, że zabiła jej ulubionego bohatera, ale im dłużej czytała, tym bardziej zachwycał ją styl pisarki, jej kreatywność, sposób, w jaki wykreowała postacie... właściwie ta książka była tak genialna, że chyba wszystkie jej cechy były godne zachwytu.
     Dlatego też, już trochę później, wpatrywała się tępo w napis ,,epilog" na samej górze strony. ,,Jeśli przeczytam epilog", przebiegło jej przez głowę, ,,to skończę tę książkę. Czemu ona nie może być dłuższa?". ,,Opanuj się", odpowiedziała ta racjonalna część jej umysłu. ,,Są jeszcze kolejne części". ,,Ale one wyjdą dopiero za pół roku albo rok!", zauważyła jego inna cząstka. ,,W tym czasie będziesz mogła przeczytać tę książkę jeszcze raz i jeszcze raz".
     ,,Czy ja właśnie gadam sama ze sobą?", zadała sobie to pytanie i z ciężkim sercem zaczęła czytać epilog.
Etap piąty: powroty
     – Nareszcie – odetchnął kot. Po raz pierwszy od dosyć dawna (około półtorej roku, chociaż podczas snu postacie z okładek nie potrafią zbyt precyzyjnie mierzyć czasu) Nikola wzięła ich do ręki.
     Cztery miesiące po tym, jak skończyła ich opowieść, znów sięgnęła po tę pozycję. Potem doszły kolejne części trylogii, no i oczywiście inne książki, więc dziewczyna nie miała czasu powracać do tejże powieści.
     – Mów głośniej, bo jeszcze sąsiedzi nie usłyszeli twojego głosu – powiedziała surowo kobieta w czerni.
     – Co ja mam poradzić, skoro się cieszę? O, patrz. Ma drugi regał. – Obydwoje przyjrzeli się meblowi. – Hm, hm, widzę, że poszła w powieści historyczne.
     – Powiedziałabym historyczno-fantastyczne – mruknęła dama. – A teraz cicho. Będzie nas czytać.

14 komentarzy:

  1. Moja Droga!
    Co za piękny opis książkowej podróży! Dzięki Tobie będę teraz inaczej spoglądać na powieści stojące na mojej półce :) Bardzo trafne etapy, każdy z nich wykonuję i nie wiem czy to dobrze, czy źle. Cóż ja mogę jeszcze więcej dodać? Mój mózg w tych upałach słabo pracuje, a opowiadanie jest na tyle świetne, że nie potrafię powiedzieć nic więcej. Wybacz mi, proszę!
    Ściskam i pozdrawiam
    A.C.
    http://oddychajacpomyslami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, skoro wykonujesz wszystkie, to bardzo dobrze! Szczególnie z "powrotów" każda książka się bardzo cieszy :)
      Dziękuję ślicznie :D To wszystko przez globalne ocieplenie! W zimę nie ma śniegu, w lato panują pustynne temperatury...
      Pozdrawiam również! kotołaczka02

      Usuń
  2. Świetny miałaś pomysł na ten tekst:D Kurczę, teraz będę musiała uważać, żeby czytając, uważać na trzymany w ręku tom i nie zasłaniać palcami ust postaciom na okładkach. W imieniu swoim i wszystkich książek dziękuję bardzo za ten tekst- dzięki Tobie los tych jakże wspaniałych przedmiotów z pewnością się poprawi!:D
    Poza tym, to bardzo ładnie napisane opowiadanie, a do tego niezwykle oryginalne. Nikola tak przeżywa fabułę... prawdziwy czytelnik! Dobrze, że to nie jest wymarły gatunek. Moje serce podbił jednak kot. Koty zawsze i wszędzie! A poza tym, jego teksty były cudne:)
    Och tak, ten moment, w którym autor okrutnie zabija ulubionego bohatera... Ale przyznam szczerze, że... całkiem to lubię. Lubię zostać zaskoczona przez autora, a gdy jeszcze mną wstrząśnie albo mnie wzruszy... to jest cudowne. Może jestem masochistką, ale czasem lubię, gdy bohaterowie umierają. Acz są tacy, których śmierci bym nie zniosła.
    Podsumowując- bardzo fajny tekst!
    Pozdrawiam ciepło,
    Pola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i kłaniam się w pas :)
      Starałam się wykreować kota na kogoś, kogo da się polubić, więc cieszę się, że to mówisz!
      Ej, Pola... wszystko dobrze? Może upały Ci zaszkodziły? Chyba nie mówisz poważnie?
      Czy ty...
      Czy ty...?
      Nie, nie przejdzie mi to przez klawiaturę.
      Czy ty naprawdę lubisz, kiedy ginie fajna postać? O.o
      Jeju, naprawdę kocham (dobre) książki za te wszystkie emocje, ale te wywołane przez zabicie bohatera wcale nie są fajowe! :<
      No dobra. Zależy. Nie zniosłabym, gdyby umarł ktoś naprawdę bliski mojemu sercu. Ale kiedy ginie ktoś, kogo nie lubiłam, to czemu nie? (Co prawda lepiej by było, gdyby skończył w więzieniu/miał za szefa kompletnego idiotę/żył dalej z wyrzutami sumienia (o ile będzie je mieć), ale czasem główni bohaterowie nie mają wyjścia/są za głupi na inne rozwiązanie).
      Pozdrawiam również! kotołaczka02

      Usuń
    2. Lubię śmierć bohaterów (chociaż ,,lubię" to chyba złe słowo) właśnie za te emocje. No a jeśli jest to dobrze napisane, to pokazuje kunszt autora:D Chociaż nie lubię zbędnych śmierci- bo czasem jest to używane jako tani chwyt, żeby wzruszyć czytelnika. Śmierć musi mieć sens!
      No dobra, ale nie znoszę, gdy moi ulubieńcy, ukochani bohaterowie umierają. Oj, to jest złe! Gdyby np. Riordan zabił Leona, to... to... to nie wiem, co. Ale obawiam się, że moja zemsta (zresztą nie tylko moja, ale też całej rzeszy fanów) byłaby straszna!:D
      Pozdrawiam ciepło,
      P.

      Usuń
  3. Witaj kotołaczko,
    Świetny pomysł na opowiadanie! Podoba mi się to, że nie tylko ludzie, ale i postacie z książki odgrywają ważną rolę w tym opowiadaniu i że słyszymy ich myśli :) *zachwyt* Przeplatają się one ze słowami Nikoli, a to tak ,,fajnie" wyszło. To miszmasz literacki - tak bym to określiła. Zawarłaś tu pomysł, oryginalność i bogate słownictwo, za to lubię to opowiadanie!
    Postać kota kojarzy mi się z tobą :) Wcielenie kotołaczki przerzucone do własnego opowiadania ;p
    Oczywiście żartuję.
    ,,Do domu weszła dorosła, nader wysoka kobieta, która wpadła na moment do pokoju przywitać się z dziewczynami." - jakoś nie pasuje mi tu słowo ,,wpadła". Brzmi trochę jak wtargnęła, a to mocne słowo. Jak pierwszy raz to czytałam, liczyłam na jakąś rozbudowaną akcję. Wpadła i coś się stało. Zabrzmiało to dla mnie tak, jakby tę kobietę wylali dzisiaj z pracy, dlatego zirytowana wpadła do pokoju i porozrzucała dokumenty. Taka moja ,,doczepka", ale myślę, że wystarczyło by słowo ,,poszła", bądź ,,odwiedziła pokój dziewcząt, aby się z nimi przywitać" :))
    Moja druga uwaga - pięć etapów i pięć etap? :)) Inaczej w nagłówku, inaczej w tekście. Może chodziło ci o piąty etap?
    I chyba mam ten sam problem, co to twoja główna bohaterka - również jem podczas czytania. Później zostają tylko plamy na stronach. Nie robię tego z przyzwyczajenia tylko od czasu do czasu, kiedy nie mogę się oderwać od książki, a na stole leży ciastko ^_^ Jednakże nie chłonę tak książek, jak ona, choć nie przeczę, że bym chciała.
    Od dzisiaj będę próbować wsłuchiwać się jakimś szeptom spod stron książki - super by było móc porozmawiać na żywo z którymś z bohaterów :( tego mi brakuje ;)
    Dodam tylko, że bardzo lubię twoje opowiadania! Każde jest inne, każde jest ciekawe i subtelnie wykończone. Może nie komentuję zbyt często, ale wszystko czytam.
    Pozdrawiam,
    Łucja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć!
      Cieszę się, że wpadłaś, dawno Cię tu nie było :)
      Dziękuję za wszystkie miłe słowa :)
      No, poniekąd to właśnie dlatego kot się tutaj pojawia - lubię koty, chociaż psy również, ale jakoś rzadziej na okładkach spotykamy psiaki niż koty.
      Hmm, mi tam pasuje słowa "wpadła" - to słowo pasuje tutaj równie dobrze jak każde inne. Jeśli będę miała kiedyś przyjemność przeczytać Twoje opowiadanie, to myślę, że będziesz używała takich słów, jaki Ci odpowiadają, podobnie jak w moim przypadku. ;)
      Ach, już to poprawiam :) Dzięki, że mi o tym napisałaś!
      Zawsze możesz z nimi pogadać, przecież znasz ich charaktery i wiesz, co prawdopodobnie by odpowiedzieli :)
      O, bardzo się cieszę, że czytasz moje opowiastki. Lubię, kiedy czytelnik zostawia komentarz, wtedy wiem, czy mu się spodobało i czy w ogóle przeczytał :)
      Pozdrawiam również! kotołaczka02

      Usuń
  4. Po raz pierwszy zetknęłam się z twoją twórczością, ale po tym krótkim opowiadaniu, które przeczytałam, jestem pewna, że zostanę tu na dłużej (:
    Masz wyjątkowy talent, w dodatku tak młodym wieku. Po prawej stronie bloga przeczytałam, że masz trzynaście lat, a gdy ktoś tak dobrze pisze, to naprawdę wydaje się małą liczbą.
    Czytając o Nikoli, wyobraziłam sobie siebie i swoje podróże z książkami. Wyglądają dokładnie tak samo, jak głównej bohaterki, z tymże u mnie postacie z okładek ze sobą nie rozmawiają, ponieważ czytam je na czytniku, a tam okładek nie ma. Wyobrażam sobie jednak, że Harry nie był zachwycony, iż Zakon Feniksa czytałam przez niemal trzy tygodnie.
    Pani z okładki i kot mają szczęście, że Nikola ich przygarnęła! Zwłaszcza, że sprzedawca w sklepie zachował się okropnie. Nie dość, że zagiął brzeg książki, to jeszcze burkliwie zakazał dziewczynie jej czytać w księgarni.
    Najbardziej poruszyła mnie końcówka. Niby jest normalna, życie przecież po przeczytaniu biegnie normalnie dalej, ale jednak wyszło dość smutno, sentymentalnie. Nikola wróciła do czytanej wcześniej książki, ale ile jest osób, które tego nie robią? W których domach leżą książki zapomniane na zawsze?
    W każdym razie, naprawdę świetnie piszesz i gdy tylko znajdę czas, z chęcią zapoznam się z twoimi pozostałymi utworami. Dołączam do obserwatorów i życzę mnóstwa weny! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że dołączyłaś do obserwatorów :)
      Hm, ten, który zakazał czytać Nikoli to był inny sprzedawca, ale tak też może być ;)
      Dziękuję! Wena się przyda! ^^
      Pozdrawiam! kotołaczka02

      Usuń
  5. Uch, jak ja dawno temu miałam skomentować... *słychać pacnięcie w czoło i głębokie westchnienie* Zaczęłam czytać to opowiadanie na wyjeździe, kiedy dorwałam internet, ale po powrocie przeczytałam od początku do końca... moje lenistwo *głupie lenistwo, wstrętne lenistwo, jak ja go nienawidzę* nie pozwoliło mi się zebrać w sobie i nabazgrać cokolwiek. W ogóle o ile w sobotę i niedzielę czułam się pełna życia i energii... teraz mam jakiegoś głupiego doła i nie mogę się z niczym zebrać... grr... a to powoduje irytację, co z kolei sprawia, że wściekam się na siebie i jestem ogólnie rzecz biorąc do *cztery litery* ze wszystkim... ;/ Jeszcze na ten tydzień mam tak zawalony grafik, że muszę się jakoś wziąć w garść... help. ;(
    Wybacz, głupia ja. Przecież nie przyszłam tutaj paplać, chyba po prostu muszę się komuś wygadać. Całe szczęście, że jutro jadę na nockę do przyjaciółki, może ona da mi kopa w tyłek.
    Ach, znowu to robię. Nakrzycz na mnie, proszę, bo nie wytrzymie! ;o
    *Eveline, włącz myślenie... chociaż na chwilkę, to naprawdę nie boli*
    *Nie boli? Nie wiedziałam.*
    *Skąd możesz wiedzieć, skoro nie myślisz, lol*
    Opowiadanie jest cudowne! *.* Miałaś bardzo ciekawy i oryginalny pomysł, w ogóle jestem pełna podziwu, że na to wpadłaś. Ile razy przyglądam się postaciom na okładkach... każdy czytelnik może się odnaleźć w Twoim tekście, niemal podszywając się pod Nikolę, co jest dość zabawne i smutne jednocześnie. No bo, kurczę, każdy czytelnik przeżywa to samo, cierpi, cieszy się, zanurza w ten świat... a postaci co? Mogę tylko czekać, aż w tym realnym życiu ktoś znajdzie chwilkę, by dać im szansę. Zaczynam mieć wyrzuty sumienia, że do Władcy Pierścieni podchodziłam dwa razy i nie skończyłam nawet pierwszej części... ;o Dobrze, że żadnych postaci nie było na okładkach, bo bidule miałyby ze mną przekichane. xDDD (Albo były? Nie pamiętam dokładnie okładki mojego wydania. ;o)
    Wkurzają mnie wszyscy ci ludzie, którzy nie szanują książek. -,- Ja rozumiem, że można nie lubić czytać (no dobra, powiedzmy, że rozumiem, teoria taka) no ale chyba nikt się nie będzie kłócił z tym, że książki zawierają w sobie mądrość i przesłanie... i nie bez powodu tyle tysięcy się nimi fascynuje. Jak ktoś mi powie, że "nie czyta, bo to głupie i nudne" to mam ochotę mu przypierniczyć w ten pusty łeb. Każdy lubi co innego, ale chyba jakiś szacunek należy się każdemu, nawet czytelnikowi. Przecież można powiedzieć: "nie czytam, bo mnie to nie fascynuje"... a nie wyzywać, z czym spotkałam się nieraz. Kiedyś usłyszałam tekst, że popsułam młodszego brata, bo przeze mnie książki zaczął czytać... a to tylko dlatego, że potrafi się szczerze odezwać i nie dać sobie w kaszę dmuchać, a nie podkulić ogon, jak to robił dawniej... to raczej zmiana na lepsze, no ale szczerość i asertywność są doceniane w tym świecie tylko w teorii... no, a całe to rozważanie przez chama sprzedawcę co sobie zagiął róg książki... to by było na tyle, jeśli chodzi o moje nieodbieganie od tematu.
    Teraz mam ochotę wrócić do niektórych przeczytanych już książków. *.* Zwykle tego nie robię, bo odtwarzanie historii to jednak nie to samo, co czytanie za pierwszym razem. Może jednak czas to zmienić? "Mroczne umysły" gdy przeczytałam po raz pierwszy jakoś mnie bardzo nie wciągnęły, a za drugim razem totalnie pochłonęły, gdy mogłam na spokojnie przyjrzeć się stylowi autorki i jej pomysłom. Nie dokuczała mi wtedy ciągła myśl "co będzie dalej, co będzie dalej"... Chyba muszę to przemyśleć. Wielkie powtarzanie? Teraz? No i co narobiłaś?! Już i tak nie wyrabiam się z niczym. xD ;D
    A co do jedzenia podczas czytania... zdarza mi się pochłaniać czekoladę... *wyraz twarzy niewiniątka* Zazwyczaj jednak bardzo uważam, żeby nie uciapać stron, więc mam nadzieję, że postaci mi to wybaczą. ;o
    A początki i końce to chyba to, co lubię najbardziej. Prolog... ♥ I ten moment gdzieś po połowie, który mnie już pochłonie tak całkowicie i doszczętnie... ♥)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja lubię, gdy mój ulubiony bohater ginie. To znaczy... no, nienawidzę. Ale dla mnie bez tego przykrego doznania książce czegoś brakuje. Jak "przejdę" podczas czytania przez całą skalę uczuć, wtedy mogę powiedzieć, że kocham i uwielbiam daną książkę, pomimo że może nie podobać mi się wątek czy styl... dla mnie właśnie emocje i uczucia, których doświadczam, są wyznacznikiem dobrej powieści. Jeśli autor nie potrafi wykreować bohatera, którego strata mnie zaboli... to po prostu nie jest to samo... ;O (Co z tego, że potem łażę i ryczę i jestem w tym samym momencie szczęśliwa i totalnie rozbita? Tak się da w ogóle? Chyba da, bo tak mam...)
      Uch, chyba nie umiem komentować... cały czas odbiegam od tego, co powinnam napisać. Ale Ty dobrze wiesz, że mi się podoba i podziwiam Cię, że piszesz tak dobrze... ja nawet nie myślałam w wieku trzynastu lat, by cokolwiek pisać, zobaczysz, że przewyższysz nas wszystkich umiejętnościami. A wtedy przypomnisz sobie moja słowa i pomyślisz: "uch, ona jednak pośród tej całej nieogarniętej paplaniny napisała coś rozsądnego, co się sprawdziło."
      No, to chyba tyle ode mnie.
      O! O! O! Vakme? Ty tutaj? Ale super. ;D
      PS. Ta pani nade mną jest bardzo utalentowaną pisarką, wbijać do niej, ludziowie! ;D
      Weny, weny! I dużo weny! Żeby nie zabrakło, łap jeszcze trochę... *rzuca weną*
      Pozdrawiam serdecznie!
      Eveline
      EDIT: Uch, limit? Co za limit? Co za "geniusz" to wymyślił w ogóle, grr.

      Usuń
    2. Jaki wspaniały długi komentarz *.*
      Taak, niby wakacje się kończą, a dzisiaj upał nie daje myśleć ;/ Dodaj jeszcze do tego brak czasu i masz idealny przepis na Niemożliwość Robienia Czegokolwiek w Blogosferze.
      Eee... Krzyczę! Tak głośno krzyczę, że aż ci uszka pękają! Tak! Zdecydowanie!
      *dochodzi do wniosku, że po prostu nie umie krzyczeć na Eveline*
      Nie miej wyrzutów sumienia! Ja zaczynałam cztery razy, za każdym razem kończyłam trochę dalej, ale... Te opisy! Są naprawdę dokładne, ale ich ilość i długość mnie męczy!
      Moja siostra nie lubi czytać książek i nie umiem jej nakłonić, by zaczęła to robić :I Znaczy, niby czyta Agatę Christie, ale jak na razie przeczytała tylko jedną jej książkę, dwie kupiła pół roku temu i do tej pory ich nie zaczęła. To aż dziwne, że osoba mieszkająca ze mną pod jednym dachem nie czyta!
      Hm, no właśnie. Książki to mądrość, a mądrość od wieków była potępiana. Wszakże ludźmi głupimi łatwiej pomiatać!
      Też mam ochotę powrócić do niektórych powieści, a mam jeszcze pięć nowych książek do przeczytania :I Znaczy, taką "Niekończącą się historię" to już czytałam cztery razy, podobnie jak "Momo"... do niektórych książek warto o porostu wracać *.*
      Ja zazwyczaj jem jabłko lub inny owoc podczas czytania, tak jak Nikola właśnie. A w zimę to też herbatkę sobie piję... kurka, zimo, wróć ^^
      Pierwsze rozdziały, kiedy jeszcze dokładnie nie wiesz, jaka ta książka jest <3 A końce to takie różne są. Jeśli książka jest dobra, to nienawidzę zakończeń, bo to oznacza koniec przygody z tymi bohaterami... A jeśli książka jest zła, tj. nie jakaś rewelacyjna, to końce bywają takie... nijakie? To chyba dobre słowo. Chociaż są też historie, które kocham właśnie za zakończenia.
      Wy nienormalne istoty :O Jak można lubić, kiedy ktoś ginie? Znaczy, no niby przeżywasz to bardzo, baaaardzo, ale pomyślcie o innych postaciach! Przecież to był czyjś przyjaciel/ukochany/członek rodziny! Oni to przeżywają! *przytula wszystkie postacie, którym umarł ktoś bliski*
      Ja tam uwielbiam Twoje komentarze <3
      Znaczy, pisać to zaczęłam jak miałam bodajże dziesięć lat... czy dziewięć? Chociaż od zawsze wymyślałam jakieś dziwaczne historyjki.
      Danke! Danke schon! *tak bardzo nie będzie się uczyć niemieckiego, tylko francuskiego, ale nie umie napisać dziękuję po francusku* Wena bardzo przyda się! *łapie*
      Pozdrawiam również! kotołaczka02

      Usuń
  6. Och, jakie cudowne opowiadanie! Mam chyba szczęście, bo dzisiaj trafiam na same dobre blogi :D
    Zacznę od tego, że miałaś kreatywny pomysł. Nigdy bym nie wymyśliła, żeby pisać z perspektywy postaci przedstawionych na okładce.
    U mnie to wygląda dokładnie tak samo - minus myśląca okładka XD
    Zazwyczaj, gdy trafię na jakąś dobrą książkę, przy końcówce jest mi przykro, że już się kończy i że nie ma więcej... A gdy jakiś z moich ulubionych bohaterów umrze, to chodzę zapłakana po domu i krzyczę: ,,Mamooo, dlaczego ta okropna pisarka mi to zrobiła?! Dlaczego?! Dlaczego?!" A cała rodzina martwi się o moje zdrowie psychiczne.
    Opisywałaś wymyśloną serię, czy coś znanego?
    Opisy bardzo mi się podobały. Przedstawiłaś wizję świata, widzianego przez tak ciekawych obserwatorów. No cud, miód i malina! :*
    Idziesz teraz do gimnazjum, tak? Pamiętam te piękne czasy... Trzymam kciuki, byś się dobrze czuła w nowej klasie! Najlepiej, jak zrobisz dobre wrażenie na nauczycielach już w pierwszej kl, bo wtedy masz łatwiej w pozostałych ;)
    Postaram się zapoznać z resztą twoich opowiadań! Zapraszam do siebie, kochana:
    nowa-w-hogwarcie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! To bardzo miłe ^^
      A skąd wiesz, że postacie na Twoich okładkach nie rozmawiają? Przecież Nikola nie słyszała rozmowy kota i kobiety xD
      Ej, to przecież normalne... to przecież syndrom Uwielbiam-Czytać-Książki-Nie-Przeszkadzaj-Mi-w-Cierpieniu :<
      Nie, całą serię wymyśliłam. Znaczy, nawet nie znam jej tytułu i nie wiem, znam tylko okładkę pierwszej części ;)
      Owszem, idę. Dzięki wielkie :)
      Chętnie wpadnę do Ciebie, kiedy tylko będę miała czas :)
      Pozdrawiam! kotołaczka02

      Usuń