niedziela, 12 czerwca 2016

Przyrząd

Witam w czerwcu! Mam dla Was jedno ogłoszenie: forum, na którym nauczyłam się pisać, wznowiło swoją działalność! Zachęcam Was do rejestrowania się na Arenie Snów wszystkich, którzy również uwielbiają pisać, a także miłośników gier RPG. Jeżeli chodzi o mnie, to występuję tam pod tym samym nickiem, co tutaj. 
Tak czy inaczej, dzisiaj mam dla Was opowiastkę o artyście. Tutaj mój stary twór o młodej pisarce, tutaj o teatrze, a dzisiaj biorę się za inną gałąź sztuki: malarstwo. Miłej lektury!
Ołówek, dosłownie parę sekund temu tańczący po płótnie, leciał przez pokój. Dotarł do ściany, odbił się i roztrzaskał na podłodze.
‒ Beznadziejny! ‒ krzyknął Malarz. ‒ Do niczego!
Spojrzał z wyrzutem na szczątki narzędzia. One również to uczyniły, chociaż tego już nie wiedział. Patrzyli tak na siebie przez kilka uderzeń serca.
Artysta pierwszy odwrócił wzrok (ale o tym też nie miał pojęcia). Usiadł na taborecie z twarzą ukrytą w dłoniach. Dzieło było tak naprawdę zaledwie szkicem, ale jego twórca już przeczuł, że się nie uda. Nawet początek musi być doskonały, jeśli efekt ma zwalać z nóg!
Malarz wstał. W przypływie olśnienia rzucił się do biurka, grzebiąc gorączkowo w zgromadzonych, bezładnie porozrzucanych pomocach plastycznych. Już wiedział, czego mu potrzeba ‒ dwóch, nie, trzech ołówków ‒ tępego, ostrego i najostrzejszego. Inaczej praca na pewno będzie okropna.
Gdy wreszcie je odnalazł, odwrócił się z rękami tryumfalnie wzniesionymi ponad głowę. Znalezione narzędzia spadły na dywan kiedy zobaczył niewysoką kobietę stojącą obok sztalugi.
‒ Nie chcę być nieuprzejma, ale właśnie złamałeś moje ciało.
Twórca stał jak sparaliżowany, a nieznajoma zaplotła ręce na piersi i oparła ciężar ciała na jednej nodze. Ta poza była dla niej tak naturalna, jakby się w niej narodziła. Artysta już chciał malować jej portret, który zatytułowałby „Pretensje”.
Dopiero po chwili się ocknął.
‒ Kim pani jest? Kto pozwolił pani wejść do mojej pracowni?! Proszę natychmiast opuścić mój dom!
‒ Nie złość się. W końcu to ty mnie sprowadziłeś do swojego domu. I ty bezczelnie rzuciłeś mną o ścianę. ‒ Uśmiechnęła się, machając ręką. ‒ Nie wracajmy do tego. Mam dla ciebie specjalną ofertę. Pozwolisz, że usiądę?
‒ Proszę w tej chwili mi wytłumaczyć, co tu się dzieje, inaczej dzwonię po policję! ‒ zagroził plastyk. Nie zważając na protesty, jego rozmówczyni usiadła na kanapie między stertą ubrań a drewnianą sylwetką psa.
‒ Zacytuję twoją wypowiedź sprzed trzech minut ‒ oznajmiła, oglądając swoje paznokcie. ‒ „Beznadziejny! Do niczego!”. Przypominam, że mówiłeś o mnie..
‒ Nie zauważyłem, kiedy przeszliśmy na „ty” ‒ rzucił oschle artysta. ‒ Natomiast te słowa padły w odniesieniu do ołówka, a nie do pani.
‒ Mój drogi, mówisz o jednym i tym samym. To ja jestem owym ołówkiem, który leży teraz pod tamtą ścianą ‒ stwierdziła.
Malarz uniósł wysoko brwi. Czyżby miał omamy...? Ponoć gada z kredką! Ciemna skóra i takież włosy rzeczywiście przypominały grafit... nie! To kompletna bzdura. Mężczyzna sięgnął po telefon. Koniec żartów, pora zgłosić to najście, policja zabierze tę wariatkę i będzie mógł w spokoju kontynuować pracę.
Kobieta cmoknęła z dezaprobatą.
‒ Mógłbyś być na tyle rozsądny, bym mogła przedstawić swoją propozycję? Dziękuję. ‒ Protekcjonalny ton jej wypowiedzi zbił twórcę z pantałyku. O co tutaj chodzi? ‒ Wyraźnie obwiniałeś mnie o brak pozytywnych zmian w twojej pracy, wręcz o jej niszczenie. Postanowiłam przyjść ci z pomocą. Nie może być tak, by wielki artysta nie mógł w spokoju oddać się sztuce.
Jej monolog bynajmniej nie miał sarkastycznego wydźwięku. Uśmiechnęła się ponownie zachęcająco.
‒ Dam ci to, czego potrzebujesz ‒ ciągnęła. ‒ Najlepsze ołówki świata: tępy, lekko zastrugany i najbardziej zastrugany. Nie wymagają ponownego ostrzenia. Pozostaną w takim stanie, w jakim będziesz sobie życzył. W zamian ty naszkicujesz ten rysunek, który chciałeś stworzyć na płótnie ‒ dodała, trącając sztalugę stopą. ‒ Umowa stoi?
Trzydziestolatek nie wiedział, co ma odrzec. Skoro ona tak się znikąd wzięła w jego mieszkaniu, to może jest nierzeczywista? Może ma halucynacje? Leków nie zażywał, narkotyków nigdy na oczy nie widział, alkohol pił ostatnio tydzień temu. Co spowodowało u niego te widzenia? Może udar? Albo po prostu postradał już zmysły?
I ta dziwna propozycja! Równie dobrze mógłby sam kupić przybory od najlepszej firmy, jeden naostrzyć, trzeci przytępić, łącznie z wyjściem i powrotem ze sklepu zajęłoby to najwyżej pół godziny.
Jednakże obłąkana wciąż siedziała na kanapie i kiwała stopą w oczekiwaniu na decyzję. Mimo głosu rozsądku Malarz odczuł chęć udowodnienia jej czegoś, złapania tych ołówków, zrobienie arcydzieła, a później upokorzoną wsadzić do aresztu za włamanie.
‒ Właściwie, to czemu nie? ‒ burknął, a ciemnoskóra zerwała się, klaszcząc przy tym w dłonie.
‒ Doskonale! Powinieneś natychmiast wziąć się do pracy!
Ze skórzanej torby przewieszonej przez ramię wyjęła trzy obiecane ołówki związane gumką recepturką. Wydobyła również teczkę, a z niej kilka plików papieru doskonałej jakości.
‒ W ramach bonusu mam dla ciebie również inne pomoce. Proszę, gdzieś tutaj mam jeszcze... no, są, gumki, papierwiszery, węgiel, biała kredka...
Ołówkowa dusza wyjęła wszystko, co było potrzebne, a nawet więcej. Usiadła, najwyraźniej bardzo z siebie zadowolona.
‒ Na co czekasz? ‒ zwróciła się do osłupiałego Malarza. Ten przyszykował sobie miejsce pracy tak jak lubił, kątem oka wciąż obserwując przybyszkę znikąd.
Chociaż na usta cisnęło mu się milion pytań, nie zadał żadnego z nich. Podczas szkicowania preferował ciszę i całkowite skupienie na tejże czynności. Tym razem milczenie było dla niego krępujące, tym bardziej, że wciąż czuł na sobie wzrok Murzynki.
Ignorując jej obecność, Malarz sięgnął po średnio zatemperowaną szarą kredkę. Przywołał do siebie wizję obrazu, wyobraził sobie dokładnie element, od którego zacznie pracę. Odetchnąwszy głęboko, przyłożył rysik do powierzchni kartki i przesunął dłoń w lewo. Podniósł głowę, by zobaczyć zastygłą w wyczekiwaniu twarz obserwatorki. Na co ona czekała z taką niecierpliwością?
Wrócił do rysowania. Kolejne ruchy stawiał z coraz większą pewnością. Ukończywszy zarys fontanny niemal całkowicie zapomniał o wcześniejszym dyskomforcie. W tym momencie ręka mu zadrżała i spod jego palców wyszła długa pozioma krecha niszcząca całą jego pracę.
‒ Co do...? ‒ wyrwało mu się.
‒ Coś nie tak z ołówkiem? ‒ spytała kobieta.
Malarz przyjrzał się uważnie przedmiotowi. Hm, to raczej niemożliwe, żeby poruszał jego ręką. To na pewno przez zmęczenie.
‒ Skądże!
‒ W porządku.
Artysta sięgnął po kolejną kartkę. Dla pewności wybrał inny przyrząd. Przezorny zawsze ubezpieczony; nie pozwoli sobie na zniszczenie rysunku kolejny raz.
Ukończył już ścianki i strumień wody. Odłożył ołówek i sięgnął po kolejny, a kiedy zawiesił rękę nad szkicem, uzmysłowił sobie, że właściwie to nie wie, jaki krok powinien teraz wykonać. Czy fontanna ma być bogato zdobiona, czy raczej wykonana z surowego kamienia? Czy cała ta sytuacja rozgrywa się w pełnym słońcu, o zmierzchu czy o świcie? W jakim stylu on właściwie tworzy: realistycznym, surrealistycznym, a może kubistycznym? Którą stronę kredki przykłada się do papieru?
Zapomniał, jak dobrze malować. Zupełnie jakby nie wiedział, kim jest.
W panice sięgnął po kolejne narzędzia ustawione przed nim, usiłując sobie przypomnieć, jak ich użyć, żeby stworzyć dzieło godne największych mistrzów.
Obca tymczasem przyglądała mu się z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Rozbawienie, zainteresowanie, zaniepokojenie, kpina?
Spróbował się uspokoić. Wdech i wydech, cyferki śmigające przed oczyma wyobraźni. Wszystko będzie dobrze. Spojrzał raz jeszcze na szkic. Nie mógł przywołać do siebie wizji, z którą zasiadł do szkicowania. Nie da rady.
‒ Muszę się przejść ‒ oznajmił głośno. Zaczął się pakować. Znajdzie jakąś fontannę, w końcu mieszka prawie że w centrum. Pobudzi swoją kreatywność. Nie musi to być ta sama scena, którą chciał odwzorować. Przecież w mieście jest mnóstwo miejsc wartych odwzorowania przez malarzy.
‒ Nie zostawiaj mnie ‒ wyszeptała tajemnicza pani. Artysta wzdrygnął się, gdy poczuł jej oddech na karku. ‒ Chcę zobaczyć, jak tworzysz arcydzieło najwspanialszymi ołówkami, a nie jakimś badziewiem.
‒ O co pani chodzi? ‒ spytał roztrzęsiony. Zorientował się, że nie może dalej od niej odejść dopiero wtedy, gdy stał już pod oknem. ‒ Czego pani ode mnie chce?
‒ Mówiłam przecież ‒ syknęła. ‒ Chcę zobaczyć doskonałą pracę wykonaną przez ciebie tym, co ci dałam. Najwyższa jakość! Lepszych nie ma! Sam wiesz, że nie są „do niczego”!
‒ Cóż mi po nich, skoro ukradła mi pani mój pomysł? Słyszysz? ‒ Postukał się w głowę. ‒ Nic! Pustka! To twoja wina! ‒ dodał, niemalże dźgając ją w czoło palcem. ‒ Bez umiejętności i pomysłu nic nie zrobię!
Przez moment nic się nie działo. Artysta głośno wciągał powietrze przez nos, a zęby mocno zacisnął. Cofnął wysunięty palec i zacisnął dłoń w pięść. Nieznajoma stała nieruchomo, na jej twarzy malowała się powaga. Wreszcie uśmiechnęła się, zupełnie jakby nikt przed chwilą na nią nie nawrzeszczał.
‒ Zrozumiałeś ‒ powiedziała z rozbrajającą szczerością i radością. Malarz uniósł brwi ze zdumienia, a dama odwróciła się, wróciła do kanapy i spakowała swoje rzeczy.
Mężczyźnie zrobiło się trochę głupio za jego nieopanowanie, ale zamiast przeprosin wybełkotał:
‒ Co zrozumiałem? ‒ W rzeczywistości domyślił się, o czym mówiła jego rozmówczyni, ale chciał się w tym upewnić.
‒ Że nie chodzi o to, c z y m malujesz, ale c o oraz j a k to robisz ‒ zaświergotała.
Po czym wyszła. Tak po prostu.
Artysta podszedł do miejsca, w którym wcześniej upadł ołówek. Wciąż tam leżał, cały i zdrowy, chociaż wcześniej się połamał.
‒ Przepraszam. ‒ Nawet nie czuł się jak idiota, kiedy szeptał do ołówka.
Wizja powróciła. Już wiedział, co ma namalować. Podszedł do płótna.
Przecież szkic nie musi być doskonały. To początek, a te nie zawsze są wzniosłe. Zrobi to najlepiej, jak umie. Tym ołówkiem.

4 komentarze:

  1. O, to fajnie, że arena odżyła:D Właśnie weszłam i zerknęłam, wstawili wyniki naszego pojedynku (nie zdążyłam wysłać tekstu, niestety...). Jeszcze chyba był jeden pojedynek, ale mówiąc szczerze, tekst, który wtedy (czyli... no, prawie dwa lata temu) napisałam jest dla mnie obecnie dość kompromitujący, więc dla mnie osobiście dobrze, że nie ujrzał światła dziennego:D W każdym razie, fajnie, że coś ruszyło, niebawem chętnie spróbuję swych sił:)
    Zacne opowiadanko, takie z morałem:D Jest takie powiedzenie, że złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy, czy coś w tym stylu. W każdym razie, najważniejsze nie są narzędzia, tylko umiejętności i tak dalej. Najbardziej chyba ujęło mnie zdanie na końcu- ,,przecież szkic nie musi być doskonały". Ja tak mam, że gdy piszę opowiadanie, to już chcę, aby było idealne, ale wiem, że tak się nie da, niestety (albo stety). Początki zawsze są trudne, trzeba się jednak nie poddawać:)
    Ciekawy pomysł na uczynienie ołówka jedną z postaci:D
    Pozdrawiam ciepło,
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, trochę długo to trwało, ale w końcu Arena odżyła! Czytając te teksty z perspektywy czasu, to strasznie mi wstyd, że coś takiego pokazywałam obcym ludziom ;-; Ale może to i dobrze? W końcu każdy sposób uczenia się jest dobry :D
      Ano dziękuję :D Tak, jest coś takiego, ale właściwie to zapomniałam o tym przysłowiu, także dzięki za przypomnienie!
      Właśnie, najważniejsze to się nie poddawać :))
      Pozdrawiam również! kotołaczka02

      Usuń
  2. Oho, Kotołaczko, masz wyczucie czasu! Dzisiaj właśnie maniakalnie uczyłam się do Historii Sztuki, a od miesiąca jestem zmuszona malować, rysować, malować, rysować i tak w kółko. Opowiadanie jest więc punktualne! ^^
    Podoba mi się pomysł spersonifikowania ołówka! 0.0 I chociaż murzynki nie polubiłam, to w zupełności pojęłam frustrację biednego artysty. Jasne, że nie o ołówek chodzi (zwłaszcza na etapie szkicu), ale biedak musi się na czymś wyżyć! Gdyby tylko wiedział, że ołówki żyją xD
    Jest więc morał, cytat dla napuszonych artystów!
    Kotołaczko,podziwiam Twoją wyobraźnię!

    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli trafiłam :D
      Dziękuję :D Cóż, gdyby wiedział, że żyją, z pewnością byłby ostrożniejszy ;)
      Pozdrawiam również! kotołaczka02

      Usuń