wtorek, 6 grudnia 2016

Zaczarowany klucz



Po dłuższej przerwie (bardzo przepraszam za brak zapowiadanego opowiadania na Kreatywne Spojrzenie; nie wyrobiłam się) wracam do Was z prezentem od świętego Mikołaja! Skoro to prezent, to musi być wyjątkowy: dzisiaj prezentuję Wam pierwszą na Opowiastkach baśń inspirowaną cudownymi Kośćmi Opowieści Rory'ego. Po więcej informacji odsyłam na stronę gry i zachęcam Was do sprawienia ich sobie lub komuś bliskiemu na święta. W skrócie: rzuciłam kośćmi, wylosowałam dziewięć obrazków i zainspirowana nimi napisałam tę oto baśń. Hasła związane z obrazkami podkreśliłam, żeby nikt się nie musiał głowić, o które dokładnie chodziło.
Miłej lektury! :)
 Dawno, dawno temu, w pewnym magicznym kraju istniał klucz, który otwierał najzimniejsze serca na siłę dobra. Wędrował z rąk do rąk, mógł go użyć każdy potrzebujący. Jednak pewnego dnia Zły Gnom mieszkający w wieży na Strasznej Górze przechwycił go i zamknął na najwyższym piętrze.

Ci, którzy nie użyli klucza, byli złośliwi i kłótliwi, nienawidzili harmonii, lubili tylko tańczyć do upiornej, ogłuszającej muzyki. Pozostali ludzie bali się ich, więc przenieśli ich do specjalnego miasta, gdzie przebywali tylko ze sobą. Znajdowało się niedaleko Strasznej Góry i jego mieszkańcy mieli tam pozostać aż do uzdrowienia przez klucz.
Najważniejsze osobistości w krainie spotkały się na leśnej polanie, aby wybrać bohatera gotowego stawić czoła Złemu Gnomowi. Jednak nikt nie chciał podjąć się arcytrudnej misji, ponieważ bali się mocy Złego Gnoma i olbrzymów, które mu usługiwały. Czekali, aż ktoś się zgłosi i wtedy usłyszeli głos:
 „Ja pójdę”, oznajmił maleńki żuczek. Na główce nosił kapelusik, wokół szyi zawiązał sobie muszkę, używał również laski, przez co wyglądał bardzo elegancko. Był bardzo poczciwy, chociaż nigdy nie użył klucza aby się ulepszyć.
„Ty?”, zdziwili się ludzie. „Jesteś taki mały! Olbrzymy cię rozdepczą, nie masz szans pokonać Złego Gnoma!”
„Spróbuję”, rzekł żuczek i ruszył w drogę.
Szedł i szedł, aż odszedł z terytorium ludzi. Znalazł się na ziemi należącej do niesamowitych stworów. W tych okolicach leżała Straszna Góra strzeżona przez hordę olbrzymów. Żuczek zobaczył szeroką, głęboką, powoli płynącą rzekę. Był tam też kamienny most, na którym żuczek postanowił zrobić sobie postój. Wszedł na niego i nie uszedł paru kroków, a toń w dole zakipiała, zabulgotała... Z wody wynurzyła się piękna syrena o włosach jak blask Słońca i uśmiechu niczym rożek Księżyca. Oparła dłonie o kamień i odezwała się do żuczka:
„Gdzie idziesz, wędrowcze?”
„Wyruszyłem zmierzyć się ze Złym Gnomem, który odebrał nam artefakt zapewniający porządek i równowagę w mojej krainie”, wyjawił jej żuczek.
„Nie znam go, lecz jeśli jest tak, jak mówisz, musi być wielkim nikczemnikiem. Za twą odwagę dam ci coś, co pomoże ci w walce z nim. Ten kwiat zawiera w sobie pyłek nasenny. Każdy kto go poczuje natychmiast zapadnie w głęboki sen”, powiedziała podając mu kwiat przypominający niewielki, szczelnie zamknięty dzbanek.
Żuczek zdziwił się, że syrena nie słyszała nigdy o Złym Gnomie, który był przecież tak potężny, lecz przyjął dar i ukłonił się jej nisko. Kobieta zniknęła z powrotem w rzece, życząc mu jeszcze powodzenia.
Żuczek szedł i szedł. Gdy zobaczył olbrzymie ślady stóp domyślił się, że są to odciski strażników Strasznej Góry. Im dalej się posuwał, tym więcej ich odkrywał, ale wojowników nosy jak nie widział, tak nie słyszał. Wkrótce zbliżył się do wieży Złego Gnoma. Wzniesienie okalały mury, a przed jedyną bramą stała armia olbrzymów. Przerastali najwyższe drzewa widziane kiedykolwiek przez żuczka, a nawet wejście, którego strzegli. Każdy w rękach trzymał maczugę i był ubrany w zbroję. Żuczek postanowił wykorzystać kwiat od syreny, ale nosy olbrzymów znajdowały się zbyt wysoko, by poczuć pyłek wysypany z „dzbanuszka” na ziemi. Żuczek zastanawiał się, jak tam dotrzeć, gdy poczuł jak coś go chwyta za ramiona i unosi w powietrze. Spojrzał w górę: to ptak go chwycił w jedną nogę i teraz leciał do swojego gniazda! Bohater czuł się zrozpaczony. Czy tak miała się zakończyć jego misja? Już żegnał się z życiem gdy zauważył, że ptaszysko niesie go nisko nad głowami olbrzymów i wpadł mu do głowy pomysł. To była jego szansa! Jednym odnóżem zatkał sobie nos, a przy pomocy laski zrobił dziurę w kwiecie. Ze środka wysypał się migoczący proszek i opadł na głowy olbrzymów. Dwóch pierwszych ziewnęło, zamknęło oczy, zasnęło i opadło na tych stojących z tyłu. Po chwili całe wojsko już leżało, drzemiąc sobie spokojnie. Ptak również poczuł woń i zaczął spadać wprost na twarde pancerze zbrojnych. Żuczek przeraził się tym widokiem i myślał, że taki upadek go zabije. Jednak jego porywacz obrócił się tak, że żuczek wylądował na jego brzuchu. Cały czas oddychał przez usta, tak że nie uległ urokowi pyłku. Udało się!
Żuczek okrążył śpiących i przeszedł pod bramą. Znalazł się na stromym zboczu Straszliwej Góry porośniętym trawą, której z każdym metrem ubywało i były zastępowane przez głazy. Wędrowiec chwycił ziarenko piasku i za jego pomocą zaostrzył swoją laskę, zamieniając ją tym samym w miecz. Była to bardzo licha broń, lecz w rękach sprawnego szermierza mogła się zmienić w niebezpieczne narzędzie. Żuczek nie tracił nadziei, jedynie ruszył dalej.
Szedł i szedł cały dzień i całą noc. Dopiero wtedy stanął pod wieżą Złego Gnoma. Była prawie tak wysoka jak spotkane wcześniej olbrzymy. Nie można się tam było dostać przez żadne drzwi, a najbliższe okno dotykało chmur. Dzielny żuk postanowił zebrać siły w czasie krótkiej drzemki i posiłku. Pod murami rosło parę grzybów, które dla człowieka miałyby odrażający zapach, lecz żuczek się tym nie przejmował i spałaszował kawałek jednego. Później położył się i zasnął.
Po wypoczęciu żuczek zbił się w powietrze i chwycił wystającego ze ściany kamienia. W ten sposób pokonał całą odległość dzielącą go od okna. Gdy stanął na parapecie, czuł się zmęczony jak nigdy wcześniej. Nie mógł liczyć na odpoczynek, bo gdy tylko przyjrzał się skąpanemu w ciemności pomieszczeniu, dostrzegł Złego Gnoma pochylonego nad stosem ksiąg.
Zły Gnom miał niebiesko-zieloną, pomarszczoną skórę. Nie miał żadnych włosów, za to okazałe, szpiczaste, odstające uszy. Twarz zastygła mu w masce naburmuszenia, przez co wyglądał po prostu brzydko. Na dodatek był garbaty, a jego długaśne palce były krzywe i poskręcane.
Żuczek przestraszył się go, przez co jego mieczyk wypadł mu z rąk. Zły Gnom usłyszał ten niedosłyszalny dźwięk i podniósł wzrok. Dostrzegł żuczka i uśmiechnął się. O dziwo, był to uśmiech szczery, który zamienił jego obrzydliwe oblicze w znacznie lepsze do oglądania. Wstał od biurka i podszedł do okna.
„Wiedziałem, że się spotkamy”, wyseplenił, „zobaczyłem to w swojej kuli.”
„Więc czemu nie wysłałeś swoich olbrzymów, aby mnie powstrzymały?”
„Bo nie chcę cię skrzywdzić”, wyznał Zły Gnom, przez co żuczek tak się zdziwił, że nie mógł poruszyć choćby skrzydełkiem. „Jeśli pozwolisz, przeniosę cię do miejsca, gdzie wszystko zrozumiesz”, dodał mag i klasnął w dłonie. Spowił ich gęsty dym, a gdy się rozwiał, znaleźli się w środku miasta. Mieszkali tutaj ludzie, ale nie tacy, których znał żuczek. Każdy z nich wyglądał inaczej: byli różnej wielkości, ich włosy, oczy, a nawet skóra miały inne kolory, nosili odmienne ubrania. Na rynku, bo tutaj przebywali, grupa osób stała i wydobywała dźwięki z przedmiotów, których żuczek nigdy nie widział. Ta muzyka bardzo mu się spodobała, chociaż jego ludzie nigdy mu takiej nie pokazywali.
„Kim oni są? Co to za miejsce?”, pytał, zapominając przez chwilę, że Zły Gnom był jego śmiertelnym wrogiem.
„To ci, którzy nigdy nie zaznali mocy klucza”, odpowiedział uczony.
„Przecież ci, którzy mnie przysłali do ciebie powiedzieli, że oni są źli! Inaczej opisywali ich zwyczaje!”, krzyknął żuczek.
„Widzisz, mój drogi”, zaczął wyjaśniać Zły Gnom, „twoi rodacy zostali pozbawieni różnorodności. Dla nich wszystko nowe, inne, jest złe, a tylko jednakowe ‒ dobre. Jednak gdy dostrzegłem, że tym kluczem wyrządzają sobie krzywdę, ukryłem go bezpiecznie, aby nie czynili więcej szkód swojemu gatunkowi.”
Żuczek rozejrzał się. Daleko od nich dwóch mężczyzn dyskutowało głośno, wymachując przy tym rękami.
„Zobacz, oni się kłócą. Tak nie wolno, więc czemu to miało by być dobre?”
„Tak, kłócą się, ale później się pogodzą i będą jeszcze większymi przyjaciółmi, niż byli wcześniej. Każda dyskusja nas zmienia i chociaż w tej chwili jest nam źle, to jest to kolejne doświadczenie. Różnorodność jest dobra, mój dzielny żuku, nawet gdy się sprzeczamy.”
Żuczek zrozumiał słowa Złego Gnoma i pojął, że tak naprawdę nie był on wcale zły. To mieszkańcy jego krainy tak mu wmawiali, a on im uwierzył.
„Czy można sprowadzić tutaj tych zaczarowanych ludzi?”
„Niestety, ale czar trwa na zawsze. Jednak kolejne pokolenia nie będą miały klucza i oni dotrą do naszego miasta.”
Żuczkowi było przykro, że inni nie będą mogli dołączyć do tego miasta, ale wierzył, że wkrótce nie będzie można znaleźć dwóch takich samych ludzi na świecie. Postanowił jeszcze wysłać list do swojej rodzinnej krainy, w którym opisywał, jak dostał się do niewoli u Złego Gnoma i nie może wykraść mu klucza. Wiedział, że nikt nie przyjdzie mu pomóc, gdyż zbyt się bali olbrzymów strzegących Strasznej Góry.
Żuczek zamieszkał w mieście z Gnomem i jego podopiecznymi ‒ i żyli długo i szczęśliwie.

2 komentarze: