wtorek, 4 kwietnia 2017

Dorosłość


Witajcie w Nowym Roku!
...
Że co? Że mamy już kwiecień?
No, w każdym razie: wybaczcie, moi drodzy, że Was opuściłam na tak długi czas. Jednak nasza rozłąka opłaciła się! Bowiem mogę teraz zaszpanować tytułem laureata. Co prawda w szkole nadal kiepsko, mam sporo zaległości i chcę podciągnąć oceny, ale największy kryzys minął, więc wrzucam opowiastkę. Krótką (to standard ostatnio u mnie), ale myślę, że jest OK!
Napisałam ją wczoraj (miałam wrzucić co innego, nie patrzcie tak na mnie) pod wpływem pewnego wydarzenia. Jakiego? No, przeczytajcie:
Policzyłam do trzech i wzięłam pierwszy łyk.
O dziwo, smakowało mi. Plastikowa pokrywka odcinała ode mnie zapach kawy, który zazwyczaj doprowadzał mnie do, delikatnie rzecz ujmując, zdegustowania. Być może to właśnie zaważyło na tym, że nie wyplułam napoju, gdy tylko zetknął się z moim językiem. A może dosypana odrobina cukru trzcinowego. Nieważne.
Czułam się dorosła, spacerując przez miasto z kawą na wynos w ręku, sącząc ją powoli, w płaszczu i szalu ‒ niczym romantyczny poeta, malarz, reżyser ‒ artysta. Jakbym przekroczyła magiczną barierę między dzieciństwem a dojrzałością w chwili, w której moje wargi zwilżył gorzki płyn.
Piłam trochę za szybko, koniuszek języka zaczął pulsować bólem. Kawa mnie rozgrzewała ‒ chociaż wiatr się wzmagał, a słońce chowało się za budynkami, nie czułam zimna. Jedynie dumę, że zdobyłam nowe doświadczenie.
Wyobrażałam sobie, że w domu odrobię wszystkie lekcje, nauczę się na każdy sprawdzian i jeszcze zdążę załatwić parę spraw na przyszły tydzień. Kawa była dla mnie jak ambrozja, przez którą czas zwolni specjalnie dla mnie, bym mogła wykonać każde zadanie.
Jednocześnie ustawiałam kawę w moim prywatnym rankingu. Uznałam, że zdobędzie trzecie miejsce, zaraz po herbacie (wszelkiego rodzaju) i świeżo wyciskanym soku owocowo-warzywnym.

8 komentarzy:

  1. Raju, gratuluję laureata!
    *korek od szampana leci w powietrze*
    *konfetti sypie się z nieba*
    *Pola wrzeszczy do mikrofonu ,,GRATULACJE!"*
    *wiesz co, chyba serio mam obsesję z tymi gwiazdkami*
    Brawo! :D
    To ja pozwolę sobie przybić piątkę laureata w takim razie, bo ekhem, ja również teraz mogę szpanować tytułem :)
    O, a ja wciąż nie lubię kawy. Smarkata jeszcze jestem :D Nie no, pewnie w końcu się przekonam, ale na razie nie jest to napój, który bym sobie piła tak dla przyjemności. Herbata forever.
    Fajnie, że nie tylko ja postrzegam chodzenie w płaszczu, szalu i z plastikowym kubkiem w ręku po mieście jako coś takiego artystycznego, dojrzałego i romantycznego :D Nie no, ale serio, zawsze wydawało mi się to takie fajne. Jak tak roztrzepany, natchniony poeta. To trochę śmiesznie brzmi, ale fajne jest takie chodzenie po mieście w płaszczu i szalu. O tak.
    Opowiastka szalenie mi się podobała, bardzo zgrabna, lekka i dowcipna :)
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, piątka laureata! *przybija piątkę* *śpiewa pieśń pochwalną*
      Gwiazdki są fajne. *przytula gwiazdki*
      Herbata to oczywiście best friend forever, ale kawa nie jest taka zła. Przynajmniej dopóki nie czujesz jej zapachu. (A ten jest fuj).
      Teraz to te moje przemyślenia wydają mi się głupie :'D Ale serio czułam się jak jakiś pisarz albo co.
      Dziękuję :)
      Pozdrawiam również! kotołaczka02

      Usuń
  2. Już myślałam,że się nie doczekam! W końcu nowe opko!
    Kotolaczka lubi kawę!Cóż za emocjonująca chwila w moim życiu, na prawdę.
    Opowiadanie jak zwykle genialne, ujmujące humorem i swoim stylem.
    W zniecierpliwieniu oczekuję na następne, a tym czasem pozdrawiam,Patrycja:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Patrycjo:)
      Pozdrawiam również! kotołaczka02

      Usuń