wtorek, 29 sierpnia 2017

(FF) Niewyrównane rachunki

Cześć wszystkim! Będzie to zapewne ostatni tekst, jakiego się spodziewaliście tutaj... ale nie chcę Was zniechęcać, więc najpierw opowiem o okolicznościach powstania opka, a dopiero potem, jaka jest jego tematyka.
Kolejny quest na obozie polegał na tym, że z pięciu różnych słoików należało wyciągnąć po jednej karteczce. Słoiki były podpisane: "Kto?", "Z kim?", "Gdzie?", "Kiedy?", "Co robili?". Jak się domyślacie, losowaliśmy głównego bohatera, postać wspomagającą, miejsce, czas i ważne działanie do naszego opowiadania. W ten sposób powstawały wybuchowe i całkowicie niespodziewane mieszanki. Na przykład ktoś mógłby trafić na: krewetkę z szewcem, w Dwunastym Dystrykcie, podczas karnawału, obierać ziemniaki. Potem należało to wszystko opisać w sensowny sposób! Oczywiście praktycznie nigdy nie powstawało nic poważnego.
Ja wylosowałam... Zayna Malika (uhu) z wyjątkowo małym labradorem, pod czarnymi wrotami, w trakcie umierania, rzucać owocami.
Przed Wami fanfiction (a konkretniej parodia) do zespołu One Direction!

Zayn nigdy nie myślał, że umrze w takich okolicznościach.
Kiedy był małym, słodkim dzieciaczkiem, wyobrażał sobie siebie na scenie, ze swoim zespołem, naprzeciw wielotysięcznego tłumu. I jego marzenie się spełniło. Wszystko byłoby piękne, gdyby nie konflikt między nim a resztą chłopaków, którego zwieńczenie właśnie trwało. Jego życie teraz dobiegało końca. Z tym jednak mógłby się jeszcze pogodzić, mógłby to zrozumieć. Lecz jego byli przyjaciele chcieli uczynić coś znacznie gorszego ‒ pozbawić życia jego jedyną miłość. Spojrzał w oczy wyjątkowo małego labradora o imieniu Chica. Nie, nie dopuści do tego, ona musiała przeżyć tę noc. Będzie jej bronił, aż do ostatniego oddechu. Gdy umrze i spotka ją tam, gdziekolwiek trafi, powie: „Wynocha, Chica! To jeszcze nie twój czas! Musisz żyć!”. Zanim jego dusza powędruje w swoją stronę, będzie obserwował Chicę, by mieć pewność o jej bezpieczeństwie. To postanowienie dodawało mu sił i nadziei, chociaż został dwa razy postrzelony w to samo ramię.
Zayn i pies zamknęli się za czarnymi wrotami. Stali w spiżarni pełnej owoców i warzyw. Wokalista wolałby trafić do kuchni, gdzie znalazłby lepszą broń (np. noże), ale wiedział, że cały zespół One Direction krążył teraz po jego apartamencie z pistoletami w dłoniach. Zayn nie miał szans, by zdobyć cokolwiek, czym mógłby się obronić.
Chłopak ukląkł na jedno kolano, ujął pysk labradora w dłonie.
‒ Posłuchaj, Chica ‒ powiedział. Za drzwiami rozbrzmiewały podniesione głosy, kroki i brzdęk tłuczonego szkła. ‒ Kiedy otworzę drzwi, pobiegniesz w stronę wyjścia. Uciekniesz stąd przez swoje drzwiczki. Portier jest w zmowie z One Direction, więc musisz przejść pod bramą tak, aby cię nie zauważył. Nie ufaj też sąsiadom, nie ufaj nikomu. Biegnij tam, gdzie się urodziłaś, to znaczy do schroniska, tam jest bezpiecznie. Nie zwalniaj i staraj się nie wydawać żadnych odgłosów, dobrze?
Chica odsunęła się od niego. Stała z podkulonym ogonem, ale w jej mądrych oczach dostrzegł zrozumienie. Sam wytarł łzy z policzków, pocałował jeszcze swojego psa w czoło, po czym z miną bohatera chwycił ananas w sprawną rękę. Złapał za klamkę, szarpnął nią gwałtownie. Jak już umierać, to w wielkim stylu.
Stali tam, jakby się go spodziewali. Louis i Niall z karabinami na przedzie, Harry i Liam z pistoletami w obu dłoniach zagradzali drzwi wyjściowe. Spojrzeli sobie prosto w oczy. Słychać było tylko ich oddechy i bicie serc. Zayn zamachnął się ananasem.
***
Pamiętał to jak dziś. Byli w trakcie trasy koncertowej po Azji w 2015 roku, kiedy Niall podszedł do odpoczywających chłopaków i pokazał im zdjęcie jakiegoś zwierzaka.
‒ To nowy kot mojej siostry ‒ oznajmił, uśmiechając się szeroko. ‒ Prawda, że uroczy?
Wszyscy przytaknęli, ale głos Zayna wybrzmiał głośniej niż pozostałe:
‒ Ja tam wolę psy od kotów.
Zapadła cisza. Muzycy spojrzeli po sobie z niepewnością w oczach. Zayn przełknął ślinę. Co oni się tak dziwnie zachowują?
Niall roześmiał się. Pozostali podłapali to i również zaczęli się śmiać. Chłopak jednak upierał się przy swoim:
‒ Mówiłem poważnie, psy są lepsze.
Pozostali przestali chichotać. O co chodzi?
Następne wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Harry wyciągnął scyzoryk i otworzył go, Louis sięgnął po butelkę wina, uderzył nią o stół i tak powstałą broń skierował ku Zaynowi. Reszta przyniosła sobie noże z kuchni.
‒ Ej, chłopaki, co wy robicie? ‒ pytał raz po raz przerażony psiarz, wycofując się w stronę wyjścia.
Po opuszczeniu hotelu, natychmiast pojechał na lotnisko. W czasie lotu do Wielkiej Brytanii wciąż drżał cały i przypominał sobie chęć mordu w oczach swoich przyjaciół. Myślał również o Chice, swojej suczce czekającej na powrót pana, którą przygarnął ze schroniska zaledwie tydzień przed wyjazdem na inny kontynent.
***
Zayn niewyraźnie przez łzy widział Chicę, jej małe bezwładne ciałko. Chciała wypełnić jego polecenie. Przebiegła zaledwie parę metrów, gdy dosięgła ją pierwsza kula. Zayn nie miał już nawet siły, by rzucać pomarańczami i gruszkami w napastników. Opadł na kolana, a potem oparł ręce na podłodze. Nie chronił głowy, nie chronił siebie, nic go nie obchodziło. Jak mogli? Jak mogli zabić ją przed nim? Jak mogli w ogóle to uczynić? Jej biała sierść oplamiona krwią była ostatnim, co zobaczył. Martwy Zayn leżał pod czarnymi wrotami, trzymając jeszcze w ręce jabłko.

2 komentarze:

  1. To jest boskie! :D Ten fanfik jest jednym z najlepszych, jakie czytałam, serio. Bo czegóż tu nie ma: zemsta, poświęcenie, wojna, miłość, śmierć!
    Ale naprawdę, to było tak cudownie absurdalne, tak cudownie odjechane i tak dobrze napisane! Mimo tragizmu historii Chiki i jej właściciela (historie o umierających zwierzątkach zawsze mnie ruszały najbardziej, no zawsze!), gdy wyobraziłam sobie zespół One Direction ze stłuczoną butelką i nożami z kuchni, a potem z karabinami, prawie spadłam z krzesła :D
    Biedna Chica... odwieczny konflikt między wielbicielami kotów a psów skończył się dla niej tragicznie. Podobnie jak dla Zayna. No, teraz już wiadomo, czemu odszedł z One Direction. Pytanie tylko brzmi, kto stworzył Pillowtalk i kto podszywa się pod feralnego wielbiciela psów?
    *teorie konspiracyjne*
    To fan-fiction zrobiło mi dzień, dziękuję ♥
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :D
      Ogólnie kiedy przeczytałam ten tekst, wszyscy mi robili wyrzuty, że uśmierciłam pieska. Kocham moją bandę literackich miłośników zwierząt <3
      Nawet jak pisałam to opowiadanie, nie mogłam sobie ich wyobrazić z karabinami, także cieszę się, że chociaż tobie się udało, heh.
      Ojej! Trzeba napisać sequel, żeby to wyjaśnić! :o
      Nie ma sprawy, super, że się podobało ^^
      Pozdrawiam również! kotołaczka02

      Usuń