środa, 21 marca 2018

Walka


Wojownik uważał Przeciwnika za tchórza. Krył się za grubą, przeźroczystą ścianą, zamiast stanąć do uczciwej walki. Nadymał się, przybierał atakującą postawę, ale gdy tylko Wojownik do niego podpływał, by wreszcie się z nim zmierzyć ‒ szkło niezmiennie im przeszkadzało.
Mimo to ryba nigdy się nie poddała. Pływała bezustannie w każdym możliwym kierunku, prezentując dumnie płetwy, na wypadek gdyby przetrzymywana za szybą Dama mogła go zobaczyć.
Oprócz bezustannego przygotowywania do starcia z Przeciwnikiem to marzenia o Damie wypełniały czas bojownika. Nigdy jej nie widział ‒ zawsze pojawiał się tylko Przeciwnik ‒ niemniej dojmująca tęsknota ogarniająca jego serce świadczyła o tym, że Dama jest prawdziwa i czeka na ratunek, płacząca, zamknięta w lochu przez Przeciwnika. Och, jakże pragnął się wreszcie z nim zmierzyć!
Czasami Wojownik zastanawiał się, jak Dama zareaguje na jego przybycie. Być może stwierdzi, że nie jest jej godzien. On przyjąłby to z pokorą (przecież zbyt długo już odwlekał spotkanie z Przeciwnikiem; ściana nie była żadną wymówką), chociaż z żalu serce pewnie by mu pękło. Czasem jednak dopuszczał do siebie inną myśl: że Dama naprawdę go pokocha, doceni ubarwienie i odwagę. Razem założyliby rodzinę, a potem cieszyliby się sobą, wolni od wszechobecnego Przeciwnika.
I znów całą uwagę Wojownik skupiał na dorwaniu tchórzliwego złoczyńcy. Gdziekolwiek by nie podpłynął, tamten już się tam pojawiał, niczym odbicie w lustrze. Atakowali się jednocześnie (Przeciwnik naturalnie tylko na pokaz), jednocześnie też uderzali o szybę. Wojownik próbował w innym miejscu, w którym nie byłoby przeszkody ‒ i cała scena rozgrywała się od nowa, jak wieczny krąg nienawiści. Trwało to, dopóki Wojownik się nie zmęczył albo nie zgłodniał.
Jedzenie pojawiało się z góry, akurat wtedy, gdy Wojownik odczuwał głód. Nauczył się już, że pokarm pojawia się tylko wtedy, gdy jest jasno. Wniosek był oczywisty: to Bogowie Dnia dawali mu jedzenie, aby nabrał sił do odbicia Damy. Wierzył, że Bogowie Dnia kiedyś pomogą mu przechytrzyć Przeciwnika, usuną szybę, pozwolą im walczyć.
Gdy Wojownik już się najadł, zazwyczaj zapadał w krótką drzemkę. Teraz obudził się, powrócił z krainy myśli, ciasnoty umysłu, do prawdziwego świata. Nie miał powiek, toteż od razu zobaczył oblicze nikczemnika.
Waleczne serce zajęło się ogniem. Ten potwór uprowadził jego ukochaną, pojawiał się odkąd bojownik tu zamieszkał, doprowadzał co dzień do szału. Wojownik przepłynął wzdłuż tarczy, obserwując poruszającego się w tym samym kierunku Przeciwnika. Ta kreatura zasługiwała na nauczkę, na śmierć!
Celował w oczy Przeciwnika, jednak ten zmienił natychmiast pozycję, jakby przewidywał ruchy Wojownika z wyprzedzeniem. Unik podsycił tylko gniew Wojownika, przez co jego ataki stały się mniej przemyślane, lecz gwałtowniejsze i agresywniejsze. Prawie wpadł przez to w ścianę, lecz w porę opamiętał się i zatrzymał. Jak to czynił wiele razy wcześniej, przemienił wściekłość w rządzę triumfu, powrócił do chłodnej kalkulacji.
Podpłynął do drugiej ściany ‒ ten drugi już tam był, naśladował każdy jego ruch, jakby drwiąc z niego. Wojownik natychmiast przepłynął na drugi koniec pomieszczenia, powtórzył manewr trzy razy ‒ Przeciwnik zawsze już na niego czekał.
Bezradność podsycała płomień w pierwszej rybie, ale ta nie dała się wytrącić z równowagi. Zamiast bezpośredniej konfrontacji wybrała zastraszanie. Rozciągnęła ogon i płetwy, krążyła wkoło, obserwowała Przeciwnika. Udawał odważnego za tą swoją bezpieczną tarczą, papugował ruchy Wojownika, zamiast postępować według własnej strategii.
Bojownik odczekał moment, by zaatakować z zaskoczenia. Pozwolił całej swojej złości przejąć nad sobą kontrolę, uderzał z różnych stron na Przeciwnika i za każdym razem nie dosięgał celu.
Robiło się coraz ciemniej, a siły Wojownika powoli ulegały wyczerpaniu. Wreszcie, gdy Bogowie Dnia udali się na spoczynek, dzielna ryba musiała przestać. Nie tylko dlatego, że chciała spać ‒ Przeciwnik zatonął w mroku, więc był niedostrzegalny. W takich warunkach nie było sensu walczyć dalej.
Zanim Wojownik odpłynął do krainy snów, myślał przez chwilę o Damie. Zasypiała teraz w takim samym domu, wyczerpana po starciu z Przeciwnikiem, który nękał i ją. Posługiwał się przy tym takimi samymi niecnymi sztuczkami, inaczej Dama dawno temu już wydostałaby się z lochów i przypłynęła po ukochanego. A może nie wiedziała o jego istnieniu? Jeśli nawet, to miała go pewnie za mięczaka. Brakowało mu mądrości, by pokonać przeszkody. Bogowie Dnia pewnie pomogą mu dopiero wtedy, gdy będzie wystarczająco silny, czyli kiedy posili się i przez cały dzień nie będzie walczył z Przeciwnikiem. Jak miał tego dokonać? Ogień gniewu palił go od środka zbyt mocno, by mógł zachować spokój w pobliżu tej kreatury.
***
Wojownik obudził się po Bogach Dnia. Podpłynął do górnej krawędzi mieszkania. Nabrał powietrza znad powierzchni świata; znów ciepło wypełniło jego wnętrze, co przez moment było całkiem przyjemne, ale zaraz opadł bliżej dna i zrobiło mu się zimno. Nie wiedział, co jest gorsze: słabość i duchota, gdy nie zbierał powietrza z zewnątrz, czy chłód nadwyrężający jego organy przez różnicę ciepła między światem jego a Bogów Dnia.
Nie miał jednak zbyt wiele czasu na zastanowienie, bo dostrzegł już Przeciwnika, gotowego do kolejnej prowokacji. Znowu rozpoczął się ciąg ataków i uników.
Po godzinach Bogowie Dnia zesłali mu pożywienie. Dawniej uważał je za całkiem smaczne, ale teraz, po bardzo długim czasie jedzenia tego samego, nie odczuwał żadnej przyjemności smakowania. Za to podpływanie do opadających kąsków było zabawne; czasami mu się nie udawało i kawałek opadał na dno, ale często dawał radę zdobyć jedzenie wcześniej.
Teraz po dłuższym pościgu brązowawy płatek opadł na podłoże. Leżał wśród innych, wcześniejszych, częściowo rozłożonych. Stare jedzenie było jedyną ozdobą domu Wojownika. Ta pustka również go denerwowała i smuciła. Nie mógł się doczekać chwili, gdy zamieszka z Damą i wreszcie nie będzie czuł się samotny.
***
Coś zatrzęsło całym światem. Wojownik obudził się z półsnu, obrócił dookoła. Czy to znak od Bogów Dnia? Przecież było ciemno, oni powinni spać! Świat ponownie się zatrząsł. Wojownik nie mógł zapanować nad swoim ciałem. Kiwał się na boki, jego płetwy były bez szans. Co się dzieje? Doświadczał już kołysania, gdy Bogowie Dnia zmieniali świat na czystszy, teraz jednak było to kilkukrotnie mocniejsze i bezsensowne. Jakże to tak, w ciemności? To pora snu!
Wojownik był już pewien, że to kolejna sztuczka Przeciwnika, kiedy świat zafalował po raz trzeci, a potem przekrzywił się cały. Bojownik uderzył z impetem w ścianę. A potem ona pękła, a jego dom rozpadł się cały.
Próbował odpłynąć, lecz jedynie nieporadnie podskakiwał w miejscu. Nagle poczuł nieznany mu dotąd ból, jakby coś przebiło jego skórę i wyżerało życie od środka. W dodatku świat stał się taki lekki i mało gęsty. Labirynt pracował intensywniej niż zwykle. Wojownik zaczął się dusić.
W tym momencie powrócili Bogowie Dnia.
Później był wielki hałas. Wojownik dostrzegł jakieś monstrum, zwierzę o cienkich łuskach, na czterech topornych płetwach, z długim i grubym ogonem. Inne wcielenie Przeciwnika? Wojownik już prawie nie czuł, jak go podniesiono i wrzucono do świata, jaki znał wcześniej, w którym mógłby pływać. Unosił się smętnie przy samej powierzchni. Marnie poruszał płetwami, lecz ból był zbyt silny, żeby mógł opaść niżej. Świat zabarwiał się na czerwono.
Myślał o Damie. Teraz została sama, nigdy nie pomogą sobie nawzajem. Pomyślał też o Przeciwniku, ale zbyt się wstydził przegranej, więc wrócił do Damy. Była piękna, tak jak zawsze ją sobie wyobrażał. Emanowała spokojem i szczęściem, jakby wcale nie była uwięziona.
„Przypłyń tu”, usłyszał bardzo wyraźnie. „Będziemy razem”.
Podpłynął do niej, zostawiając za sobą okaleczone ciało.



Siemka! To ja! Nie spodziewaliście się mnie pod tekstem, co? Jednak mam do opowiedzenia historię tego opka, więc lepiej to zrobić, jak już je skończyliście.
"Walka" powstała na początku września. Jako dziecko miałam swoją ukochaną rybę (bojownika właśnie), a mama na początku roku szkolnego sprawiła mi podobną w prezencie. Byłam przeszczęśliwa i spędzałam jakiś czas na siedzeniu przy Panu Rybie (do historii imienia dotrzemy za momencik), a że natura mnie inspiruje (mówiłam już, że z gór zawsze wracam z co najmniej jednym pomysłem na opko?), to powstał pierwowzór "Walki". W każdym razie uznałam, że żeby zapewnić jeszcze lepsze warunki bojownikowi, przeprowadzę research.
Cóż, była to prosta droga do załamania nerwowego.
Okazało się, że nie tylko Pan Ryba, ale również mój towarzysz z dzieciństwa miał tragiczne warunki życia. Kij z tym, że akwarium było za małe - było przede wszystkim źle wyposażone, używałam złego pokarmu i zresztą długo można by wymieniać wszystkie okropne rzeczy, przez które moi przyjaciele cierpieli męki. Tyle chociaż dobrze, że nie trzymałam ich w szklanych kulach (w których to światło załamuje się w taki sposób, że biedne bojowniki i welonki tracą wzrok).
Morał jest taki, żebyście z a w s z e dobrze sprawdzali, jakie warunki są korzystne dla życia waszych zwierząt. Jak miałam te siedem (?) lat to takiego nawyku jeszcze nie miałam, przez co ktoś cierpiał. Taa.
Czułam do siebie taką odrazę i wstyd, że uznałam, że nie będę się kompromitować i wstawiać "Walki" na bloga. W tym czasie szukałam kogoś, kto zechciałby przyjąć ode mnie bojownika. Minął październik, chociaż specjalnie nie nadawałam przyjacielowi imienia, to w myślach (a potem na głos - tak, rozmawiam z tymi, co głosu nie mają) zaczęłam nazywać go Panem Rybą. Doszło do tego, że zaczęłam zbierać kasę na porządne akwarium, ale wtedy właśnie mama znalazła wreszcie chętnego.
Taa.
W lutym odgrzebałam "Walkę" i uznałam, że gdyby przedstawić w niej, co się dzieje z biednym bojownikiem w złym środowisku, to czemu nie?
No i oto jest.
Mam nadzieję, że się podobało.
Do zobaczenia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz